niedziela, 20 stycznia 2019

5 powodów dla których warto mieć kota




Nigdy nie lubiłam kotów. Wydawały mi się dzikie, zbyt introwertyczne i humorzaste. Za bardzo skryte, egoistyczne i władcze.
A to przecież ja mam naturę dyktatora jakiegoś małego państewka tudzież cesarzowej wszystkiego i to mnie trzeba okiełznywać :)

W którymś jednak momencie zapragnęłam mieć jakieś żywe stworzonko, do którego można pogadać i nawiązać interakcje bliższe niż z roślinką czy rybką.
Z racji mieszkania w mieście, w bloku i pracy na etacie (czyli nieobecności w domu średnio 9-10 godzin dziennie) z góry skreśliłam posiadanie psa. Mamy jednego w domu rodzinnym na wsi i wiem, jak tęskni, gdy zostanie sam choćby na godzinę, poza tym pies powinien mieć gdzie się swobodnie wybiegać, w Częstochowie jakoś mi to nie pasuje.

Padło więc na kota...

I pojawił się Imbir.
Tak samo jak nasz pies, #adopciak oczywiście.

Od razu przyznaję się, że wychowałam go jak owego psa, co podobno widać :) Po prostu nie umiem inaczej, kocura nigdy nie miałam, nie licząc tych półdzikich na wsi, które przychodzą tylko jeść i znikają na całe dnie.
Imbir jest tymczasem bardzo przyjacielski, reaguje na swoje imię i przybiega od razu, jest poza tym okropną gadułą. Komunikuje różnym tonem mruczenia i miauczenia absolutnie wszystko.

Zmieniłam kompletnie zdanie na temat kotów w ogóle i dlatego dziś i Was chcę przekonać, że kociak w domu to bardzo fajna sprawa!




1. Towarzysz
Miło jest wracać do domu, w którym ktoś na Ciebie czeka. Nawet jeśli ten ktoś waży tylko 3 kg i ma ogon oraz futerko :) Mój Imbir czeka zawsze w drzwiach wejściowych, gdy tylko je otworzę przymila się i nadstawia do pieszczot. W ciągu dnia również jest blisko, podpatruje co robię, musi wszystko obejrzeć i obwąchać, jako kompan sprawdza się idealnie!


2. Lek na smutki
Wiecie, że koty to świetni terapeuci? W psychologii funkcjonuje już nawet określenie felinoterapia, czyli po prostu kototerapia.
Te małe futrzaki są doskonałym remedium na smutki, stres, a nawet depresję - potwierdzam, sprawdzone na własnej skórze! Kiedy Imbir wskakuje i żąda pieszczot i przytulania automatycznie skupiam się na nim, zaczynam go głaskać, ten błogo drzemie i nagle łapię się na tym, że ta błogość udziela się również mnie. Rozluźniam się. Z kolei szaleństwa z ulubionymi zabawkami, bieganie za piłeczką zawsze doprowadzą mnie do śmiechu, humor od razu szybuje w górę.


3. Kołysanka
Od kilku lat mam dość duże problemy z zasypianiem, niestety ale stres i tempo życia robią swoje.
Odkąd pojawił się Imbir, problem po woli znika. Futrzana przytulanka, która wchodzi na Ciebie i zaczyna mruczeć działa na mnie niczym miś szumiś na dziecko. Wycisza i koi emocje, jakoś łatwiej zatrzymać gonitwę myśli i również odpłynąć w sen.


4. Jest do kogo pogadać
I masz pewność, że choćby nie wiem co się działo, kot wysłucha, nie skrytykuje, nie nakrzyczy na Ciebie, nie pokłócicie się. Możesz opowiedzieć mu naprawdę wszystko, zdradzić największe tajemnice i największe głupoty. O tym, że potrzebujesz kolejnych szpilek (tym razem fuksjowych), że Brat Pitt to ciągle piękny i nie pogardziłabyś :) a w ogóle to chyba trzeba pomalować sufit w łazience... Na wszystko pełna kocia aprobata!


5. Jest kogo kochać i kim się opiekować
Pewnie dla części z Was powód bardzo banalny, tudzież dziwny. Ale kobiety lubią się opiekować kimś lub czymś, taką mamy naturę. A jeśli jesteś w sytuacji podobnej do mnie (czyli trójka z przodu, po pierwszym ex-mężu już dawno słuch zaginął, drugi się jeszcze nie pojawił i potomek również dopiero w planach) to też pewnie masz tą potrzebę pomatkowania. Taki kociak jest idealny jako swego rodzaju kompensacja a jednocześnie trening przed czymś poważniejszym.




16 komentarzy:

  1. Widywałam tego kocurka na zdjęciach i prezentował się dostojnie, z dystansem, ja tu rządzę i jestem raczej nieprzysiadalny. A tu proszę :) Kicia do tulenia, szeptania i wychowywania. Jak z ludźmi, sądzimy po stereotypach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, stereotypy niestety nami rządzą :) Imbiś to straszliwy pieszczoch, groźne miny tylko do zdjęć :)

      Usuń
  2. Kocham koty. Wszystkie bez wyjątku i mam wrażenie, że choć wypłaty nie przyniosą, remontu i zakupów mi nie zrobią to wolę ich towarzystwo :D Cudny jest Twój Imbir, specjalne ugłaskania od ciotki kociary ;)♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki Dorotko, też podziwiam Twoje kocie piękności na fb. To prawda, ja też coraz bardziej wolę towarzystwo zwierzaków niż ludzi, mniej rozczarowań :)

      Usuń
  3. Potwierdzam każde słowo. Felek jest z nami od ponad roku i już nic nie jest takie samo :-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to Grażynko, jakoś tak fajniej w życiu :)

      Usuń
  4. Popieram, jako kocia mama rudego Dzidzika;). Jest indywidualistą, bywa przytulasem, ale ma też charakterek i potrafi pokazać pazurki. Z takim kotem to się człowiek nie nudzi, oj nie ;). I jak tu ni kochać takiego zbója :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pati mój zbój podobnie, przytulas ale pazury pokazać potrafi!

      Usuń
  5. Ja zdecydowanie jestem psiarą i kotów bardzo nie lubię i raczej nigdy się nie przekonam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Koty są fantastyczne! Ale moja historia jest podobna do Twojej - też całe życie wolałam psy i nie przepadałam za dumnymi kotami... dopóki w moim domu też nie pojawił się pewien rudzielec. Od tego czasu chyba stałam się kociarą, więc możliwe, że koty tak po prostu działają ;)

    I wbrew temu, co się zwykło mówić, one naprawdę okazują nam bardzo dużo miłości, trzeba tylko nauczyć się je interpretować. No i nie ma nic przyjemniejszego niż kiedy taka mrucząca kulka miłości zasiada Ci na kolanach! <3 Człowiek czuje się jak wybraniec :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Zawsze myślałam, że to psy kochają mocno i ową miłość okazują, a tymczasem mój pies owszem, przytulas, ale nie taki jak Imbir :)

      Usuń
  7. Adoptowane najlepsze! Koty uzalezniają i można pokochac nawet to, że łażą swoimi ścieżkami :) Bywają irytujące, ale jednak koniec końców wiadomo, że na swój sposób, ale Cię kochają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Imbs jest kotem niewychodzącym (mieszkamy w bloku) więc jest przyzwyczajony, że jestem blisko i wścieka się, gdy wychodzę do pracy :)

      Usuń
  8. Mam identyczne 'kocie' doświadczenie jak Ty. Też sceptyczna, w końcu po marudzeniu mojej rodziny, zgodziłam się i jestem zachwycona. Do całej listy zalet posiadania kota, który w moim wypadku zachowuje się identycznie jak Twój, łącznie z czekaniem pod drzwiami, jak pies, dodałabym jeszcze jedną. Mój kot wie doskonale kiedy jesteśmy chorzy, najbardziej chyba ja ;) i wtedy nie spuszcza mnie z oczu, a w nocy siedzi tuż obok mnie i obserwuje swoimi wiekimi oczami każdy mój ruch. Można się w nich zakochać :) Pozdrawiam - kisses - Margot :) )))

    OdpowiedzUsuń