niedziela, 21 maja 2017

Gypsy heart



Przyszła wiosna, ciepła, w klimacie boho...
Zeszłą sobotę spędziłam w takim właśnie zestawie - inspiracją do niego był pasek, kupiony wcześniej w second handzie. Dziwny, kowbojski, na pewno rękodzieło, być może jeden jedyny egzemplarz, kocham takie perełki! 4 złote polskie wydane bez wyrzutów sumienia!
Generalnie elementy tego, co mam na sobie, gromadziłam jakąś potworną ilość czasu.
Drewniaki stały w szafie kilka lat, podobnie duża torba z Zary. Niby fajne, ale jakoś nie miałam weny ich z czymś zestawić. Tudzież wyrzucić lub odsprzedać.
Bluzka zeszłoroczna, też jakoś nie zdążyła mi się przysłużyć wcześniej.
Tylko dzwony i kapelusz już tu bywały.
W końcu mi to wszystko razem "zagrało" na zasadzie wyciągania po kolei elementów, które złożone do kupy o dziwo od razu idealnie się dopasowały.
Wbrew pozorom to ciężka sztuka - ile razy wymyślam sobie w głowie zestaw, mierzę go i okazuje się, że proporcje nie te, coś jest za szerokie albo w ogóle nie pasuje... Dlatego nauczona doświadczeniem, zawsze szykuję ubranie wcześniej, chyba, że mam już sprawdzonego wcześniej "gotowca" :)


 



Zdjęcia by Aga S.


Bluzka/blouse - Miss Selfridge
Spodnie/trousers - Stradivarius
Kapelusz/hat - H&M
Pasek/belt - no name
Torba/bag - Zara
Drewniaki/shoes - River Island

niedziela, 14 maja 2017

Kenzo scarf



Pomimo tego, że wiosna za oknem ma naprawdę wielkie problemy z wystartowaniem w trybie "20 plus", moja garderoba przeszła już tzw. wielkie czystki, które czynię zawsze o tej porze roku. Czyli swetry w tył, koszulki i letnie sukienki w przód i przy okazji trochę ubrań pod osiedlowy śmietnik.
Już od dobrego miesiąca w szafie zrobiło się luźniej, komody też jakby lepiej się domykają :)
Ale...
Ostatnio zdałam sobie sprawę, co pominęłam!
Ogromny, wiszący w garderobie wieszak z motanymi na szyję dodatkami pozostał nietknięty jeszcze do przedwczoraj... po czym uległ znacznemu odchudzeniu.
Wyrzuciłam kilka zwykłych szalików z viskozy, ale już przy jedwabiu ręka mi drgnęła i cztery apaszki po prostu zmieniły właścicielkę na moją Mamę.
Pozostała i tak jakaś zatrważająca jak na normalnego człowieka (nawet kobietę!) ilość ok. trzydziestu sztuk, ale zawsze to postęp... no i nigdy nie twierdziłam, że jestem normalnym człowiekiem :)
Przy okazji pod tym wiszącym stosem (czy stos może wisieć?) odkryłam szalony jedwabny szalik od Kenzo wyszperany kiedyś w second-hand.
Z jednej strony paski, z drugiej ni to kółka, ni kwadraty. Czyli jak to u Kenzo, misz - masz kształtu, koloru, który jednak ma w sobie coś urokliwego :)
Od razu w głowie urodził mi się pomysł na wykorzystanie go w zestawie obustronnie, czego efekt widzicie dzisiaj.
Asymetrycznie, jedna część pod paskiem, druga puszczona luźno.
Do tego gładkie tło białej koszuli i kanarkowych spodni plus czarne dodatki.
Rzec by można, klasyka ekstrawagancji :)





Zdjęcia by Ewa


Koszula/shirt - Twiggy Shop
Spodnie/trousers - F&F
Szal/scarf - Kenzo
Pasek/belt - Moschino
Torebka/bag - Michael Kors
Czółenka/shoes - Zara

środa, 10 maja 2017

Body Boom naturalny peeling kawowy + antycellulitowe masło do ciała + maska żółta glinka



Siedzę i pachnę kawą.
Ostatnio prysznic nie tylko przyjemnie mnie odpręża, ale i pobudza.
Zasługa to naturalnego peelingu kawowego Body Boom.
Cóż to takiego ów BB, marka, w której już zakochały się tysiące polskich dziewczyn i kobiet?
To naturalny peeling kawowy produkcji polskiej(!), w eko opakowaniu i całej masie bogactwa w sobie!
Jak wiadomo kawa ma cały wachlarz pozytywnych właściwości. Pita w wersji "mała czarna" pobudza i daje kopa do działania, zaś zmielona, stosowana jak peeling, oczyszcza skórę z toksyn, wygładza ją (również rozstępy!), poprawia krążenie i pomaga w walce ze zmorą chyba wszystkich kobiet - cellulitem.


 


Jak stosować?
Najlepiej. 2-3 razy w tygodniu, zwilżyć skórę pod prysznicem, następnie przy pomocy załączonej drewnianej łyżeczki wysypać porcję na dłoń i wcierać w poszczególne partie ciała.
Ja zużywam ok. 4 łyżeczek na całe ciało (bez twarzy), produkt jest bardzo wydajny. Następnie czując miłe mrowienie i dodatkowo masując delikatnie, odczekuję 5-10 minut i spłukuję specyfik.
Dzięki zawartości substancji nawilżających na skórze pozostaje delikatny film, nie wymaga ona użycia balsamu. I jest gładka jak przysłowiowa pupcia niemowlęcia :)
Osobiście dołączam do grona zakochanych w peelingu Body Boom!

Gdybyście jednak potrzebowały dodatkowego nawilżenia skóry, polecam antycellulitowe masło do ciała Body Boom, możecie je zastosować po peelingu lub używać po prostu po każdym prysznicu. Jest gęste, ma dość tłustą konsystencję, ale bardzo szybko się wchłania i nie brudzi ubrań.
Zawiera w składzie kofeinę i L-karnitynę, znane ze skutecznej walki z cellulitem. Czy w tej materii czyni cuda, szczerze przyznam, nie wiem bo po utracie kilku kilogramów ten i tak niewielki wcześniej problem zminimalizował się praktycznie do zera, poza tym systematycznie ćwiczę, co też ma wpływ.
Kosmetyk na pewno nie zaszkodzi, nawet prewencyjnie, a moja skóra lubi taki poziom nawilżenia.




Żółta glinka do skóry tłustej i mieszanej Body Boom, naturalny produkt prosto z Syberii, który ma silne właściwości osuszające i oczyszczające.
Kosmetyk który szczerze pisząc, wypróbowałam tylko na twarzy, gdyż całą pozostałą część skóry mam suchą.
Za to tak zwana strefa "T" czyli czoło, nos i podbródek to ciągła walka ze "świeceniem się".
Glinkę stosowałam właśnie na twarzy, zgodnie z zaleceniami - nałożyć, pozostawić 10 minut i zmyć.
Efekt po kilku razach  bardzo dobry, skóra była zmatowiona, ale jędrna.
Zobaczymy długofalowo, gdy zużyję całe opakowanie 200 g, raczej wystarczy mi na długo :)




Dziewczyny, znacie te produkty? Jeśli tak, ciekawa jestem Waszych opinii.
Jeśli nie, może przetestujecie?

Te oraz inne kosmetyki z serii Body Boom możecie kupić TUTAJ
Dodatkowo niespodzianka, na hasło: modaitakietam macie 20% zniżki na wszystko!
Kod ważny do 17 maja.

niedziela, 7 maja 2017

Kwiaty i espadryle



Sobota.
Wychodzisz z domu, świeżo "odprasowana", ubrana w ciuchy, w których czujesz się świetnie.
Słoneczko świeci, masz w planach miłe popołudnie, małe zakupy, a na pewno rozkosze podniebienia - wielką latte z bitą śmietaną, może jeszcze serniczek z truskawkami do tego? Plus snucie planów wakacyjnych o jakimś egzotycznym miejscu i wspominanie niedawnej majówki w Pradze.
Jednym słowem, dzień z gatunku - "żyć nie umierać".
I wszystko byłoby doskonale gdyby nie to, że jesteś blogerką... A blogerka swój strój chce obfotografować i zaprezentować na blogu, rzecz to jasna i oczywista :)
Gdzieś więc po małym sklepowym rozeznaniu co nowego na wieszaki wyrzuciła Zara, H&M i Reserved, a przed leniwym popołudniem kawiarnianym, popełniasz owe zdjęcia na blog.
Po czym zadowolona idziesz zaspokajać swe żądze w materii "chcę pożreć coś pysznego".
Wieczorem po powrocie do domu zgrywasz zdjęcia i... słowa uważane powszechnie za niecenzuralne krążą przez chwilę w całym pokoju...
Kocham koszule, a ta na fotkach jest jedną z moich ulubionych. I zawsze umyka mi jeden maleńki szczegół - cholernie się gniecie! Nawet jeśli ją uprasuję idealnie, chyba już ruch mojej przepony przy oddychaniu sprawia, że złośliwy materiał od razu reaguje. Nie mówiąc nawet o założeniu na wierzch ramoneski, a zapięcie się pasami w samochodzie to już kompletna tragedia :)
To tak gwoli wyjaśnienia, bo zestaw taki wypieszczony, a koszula taka pognieciona :)

Nareszcie na przekór światu (czytaj: polskiej pogodzie, która powariowała) wskoczyłam w espadryle z różami, które czekały grzecznie w pudełku na swój debiut i doczekać się nie mogły. Ja jeszcze bardziej... :)
W końcu dziś stwierdziłam, że kalendarzowo mamy maj i basta!
Będę się nosić wiosennie, haftowanie, kwiatowo i w ogóle kobieco.
Kaprys taki babski i już!
Koniec z burością, czas na wzory i kolory na całego!


 


Zdjęcia by Aga S.


Koszula/shirt - TUTAJ
Kurtka/jacket - TUTAJ
Spodnie/trousers - Takko
Torebka/bag - Guess
Espadryle/espadrilles - Dee Zee

niedziela, 30 kwietnia 2017

Jak się ubrać, aby wyglądać jak milion dolarów




Każda kobieta lubi wyglądać stylowo.
Niezależnie, czy wybieram się do pracy, na kawę z przyjaciółkami czy na randkę, chcę wyglądać jak przysłowiowy milion dolców :) Taka już moja kobieca natura.
Puszczając wodze marzeniom, gdybym tak mogła wygrać miliony w Euromillions na przykład, pewnie moja szafa pękłaby w szwach, zapełniając się nowymi, pięknymi rzeczami od projektantów. Próbuję więc szczęścia, dopóki jednak nie trafię głównej wygranej, sięgam do mojej obecnej garderoby i wybieram ubrania, kierując się kilkoma zasadami, które wypracowałam sobie na przestrzeni lat i które chcę Wam dziś przedstawić.
Przy okazji możecie się pośmiać podziwiając moje stylizacje z początków blogowania, obrazują one błędy, jakie sama popełniałam :)



Fason dobrany do sylwetki... a co za tym idzie, odpowiednie proporcje.
Jedna ze złotych zasad stylizacji głosi, by eksponować swoje atuty i jednocześnie maskować mankamenty sylwetki.
Jeśli jesteśmy niewysokie, nie skracajmy nóg botkami, noszonymi do prostej sukienki, lepsze są wtedy szpilki lub kozaczki. Szerokie ramiona również nie wyglądają dobrze w mocno zabudowanym dekolcie, stawiajmy raczej na dekolt "V".
Za to - podkreślajmy talię paskami wydłużając nogi, czy to w sukienkach, czy tak jak ja Wam prezentuję, spinając długą kamizelkę.  Jej klapy oraz fantazyjnie zawiązana apaszka dodają lekkości górze, nie widać już masywności moich ramion. Cała stylizacja daje wrażenie smukłości, dzięki zachowaniu owych proporcji w stroju.




Wzory
Ubrania w piękne kwiaty, paski czy kratkę są obecnie bardzo modne. Jednak, nie znaczy to, że pasują one na każdą sylwetkę. Nawet jeśli bardzo zakochamy się w jakimś ciuszku, warto go przed zakupem zmierzyć i sprawdzić, czy wyglądamy dobrze bowiem...
Duże wzory, np. kwiatowe dodają nadprogramowych kilogramów.
Poprzeczne pasy czy wzorki poszerzają sylwetkę, co może być zabójcze na linii talii, bioder i pupy.
"Gruba" krata również jest ryzykowna, zwłaszcza przy figurze typu jabłko.
Jako, że jestem drobna i niewysoka, stawiam na wzory mniejsze i łączę je ze stonowanymi dodatkami. Do czerwonej koszuli w kratę wystarczy czarna spódniczka, torebka i klapki. Nie wyglądam zbyt pstrokato, a gładka, ciemna baza podbija moc koloru i wzoru.




Lepiej dłużej niż za krótko :)
Oczywiście rzecz o długości spódniczki/sukienki!
Kobieta wyglądająca jak milion dolarów, nie pokazuje za dużo.
Pomijając stylizacje typowo urlopowe, gdzie narzucamy jakąkolwiek tunikę na kostium idąc z hotelu na plażę, w życiu "pozaurlopowym" zbyt krótka sukienka wprawdzie będzie zwracać uwagę otoczenia, ale niekoniecznie w kontekście tego, że jesteśmy dobrze ubrane. Bliżej jej do wulgarności niż klasy.
Z drugiej strony, dłuższa spódniczka/sukienka/tunika oprócz dobrego wrażenia gwarantuje również, że nie będziemy się czuć skrępowane, np. podczas wysiadania z samochodu, czy schylając się i podnosząc klucze, które wysunęły się z torebki.




Oszczędnie z dodatkami
Kiedyś wydawało mi się, że jeśli dodatki są do siebie dopasowane, na przykład bransoletka, naszyjnik, pierścionki, to można nosić je wszystkie razem. Co przy wzorzystej torebce i pasku daje efekt jak na załączonym obrazku...
Teraz wiem, że aby wyglądać świetnie, nie potrzeba niczego więcej poza jakimś pojedynczym elementem - pierścionkiem czy cienkim łańcuszkiem.
Dodatki powinny podkreślać strój, a nie odwracać od niego uwagę dając wrażenie sroczki obwieszonej błyskotkami :)




Dobra jakość
Kupując ciuch, buty czy torebkę należy zastanowić się nad jakością owych rzeczy.
Warto bowiem zainwestować i kupić coś co w danej chwili wydaje nam się drogie, ale posłuży na kilka sezonów. Zwłaszcza w przypadków tzw. ubraniowych klasyków, jak jeansy, biała koszula, czarne szpilki. I od razu podsuwając Wam podpowiedź - musi być drogie... albo wcale nie, jeśli poszperamy w second hand. Wtedy takowe klasyki można upolować za kilka, kilkadziesiąt złotych w jakości jedwabiu czy wełny (mój ostatni łup to prosta szara sukienka z czystego kaszmiru za... 20 zł).
Za dobrą jakością przemawia jeszcze jeden fakt - ubrania takie są przeważnie również bardziej starannie uszyte, a co za tym idzie, lepiej leżą.





Klasyka zawsze w cenie!
Czy zauważyliście, że wszystkie piękne, dobrze ubrane kobiety noszą rzeczy mniej lub bardziej klasyczne? Dobrze dobrane do sylwetki, podkreślające typ ich urody, często stonowane kolorystycznie. Bez udziwnień, bez ekstrawagancji.
Jeśli nie wiemy, co na siebie założyć, nie warto za bardzo kombinować, bo... można przekombinować. Sięgnijmy wtedy po proste spodnie czy sukienkę, załóżmy szpilki, cienki łańcuszek na szyję, ewentualnie zawiążmy na szyję jedwabną apaszkę. Idźmy w klasykę, elegancką i sprawdzoną.




Wrażenie ogólne
Podobno "jak Cię widzą, tak cię piszą..." Ludzie oceniają nas zawsze po wyglądzie zewnętrznym i owym pierwszym wrażeniu, jakie na nich wywrzemy. Warto więc zadbać o to, by być odbieranym właściwie, jak ów chodzący milion dolarów :)
Spiesząc się gdzieś, nie zastanawiamy się nad strojem, tylko ubieramy to, co wpadnie nam "pod rękę". Często nie jest to najtrafniejszy wybór :)
Najlepszą metodą jest uszykowanie danego zestawu wcześniej, a nawet zmierzenie go, bo coś, co teoretycznie powinno do siebie pasować, w praktyce okazuje się wyglądać razem źle.
Ja strój na dzień następny dobieram zawsze wieczorem dnia poprzedniego, prasuję i wieszam na wieszak. Wtedy rankiem mam pewność, że nie będę się miotać po garderobie z przerażeniem w oczach (zaraz się spóźnię do pracy!), a spokojnie ubiorę i przygotuję do wyjścia. Będę mieć również pewność, że wyglądam dobrze, a co za tym idzie, wywrę dobre wrażenie :)


Mam nadzieję, że spodobał Wam się mój mały poradnik i skorzystacie ze wskazówek w nim zawartych. W razie pytań i sugestii wszelakich, piszcie w komentarzach, na pewno odpowiem!

środa, 26 kwietnia 2017

Blogotok 6 warsztat



Bardzo lubię jeździć na wszelkie zloty blogerów i branży social media w ogóle.
Czy to imprezy typowo modowe, na przykład Fashion Week Poland, czy też na te warsztatowe, pozwalające zdobyć nowe umiejętności jeśli chodzi o techniczną stronę prowadzenia bloga.
Zresztą na obu poznaję zawsze fajnych ludzi, co jest dodatkowym plusem.

Z powodów powyższych, w ubiegłą sobotę 22 kwietnia 2017 razem z Beatą z bloga Beassima  postanowiłyśmy udać się do Kielc na szóstą edycję BLOGOTOK.
Impreza odbywała się na terenie nowoczesnego kompleksu Targi Kielce, nie miałyśmy więc problemów z dojazdem, organizatorzy zadbali również o darmowe miejsca parkingowe dla uczestników.
Po krótkim wstępie rozpoczęły się prelekcje:
"Kulinaria -technikalia" prowadzący: Magda i Łukasz Sawa z bloga AleMeksyk.eu
"Ewolucja wasztatu blogera" prowadzący Maria Górecka z mamygadżety.pl
"Wiedz, że coś się dzieje czyli o monitoringu dla blogera słów kilka" prowadzący MIkołaj WInkler z Brand24
"Narzędzia dla blogera" prowadzący z Kupon.pl, TradeTracer, ReachBloger i Fresh Mail
"Jakich błędów unikać na początku blogerskiej/vlogerskiej przygody?" prowadzenie Katarzyna Pura z tabletowo.pl
"Warsztat jako inwestycja" prowadzący Tomek Czajkowski z magicznyskładnik.pl
"Zjeść ciastko i mieć ciastko. Jak blogować z głową?" prowadzenie Jakub Pasek z oczekując.pl

Byłam na wszystkich... i chyba liczyłam na za wiele, lub też jestem zbyt wyedukowana w blogerskim warsztacie (jakby nie patrzeć Moda i Takie Tam ma już 6 lat!), bo nie dowiedziałam się niczego nowego :)
Za dużo autopromocji, za mało praktycznych porad dotyczących blogowania, na co liczyłam.

Za najciekawszy uważam wykład Mikołaja z Brand24, konkretnie i na temat, jakie są zalety monitoringu pod kątem profesjonalnego prowadzenia bloga i social mediów z nim związanych.
Podobał mi się również występ Marysi Góreckiej - taki prosto od serca, jak to wyglądało w jej przypadku, plus trochę porad w co warto zainwestować, a w czym podszkolić się samemu.

Podsumowując imprezę oceniam bardzo sympatycznie, zadbano o to, byśmy mieli dostęp do strefy z sokami, kawą i ciachami, podano przekąski obiadowe w wersji moje ukochane sushi, tarty, pizza.
Widać wielki wkład organizatorów w przygotowanie całości i chwała im za to!
Natomiast zabrakło mi merytoryki, praktycznych porad a propos warsztatu blogera, bo slogany typu "pasja i zaangażowanie" dla mnie niewiele wnoszą :) Są moim motorem napędowym od pierwszego posta tutaj i są całkowicie oczywiste :)





Zdjęcia by me, telefon Honor 7

niedziela, 23 kwietnia 2017

Haftowana




Gdyby ktoś mnie zapytał, czy jestem już przesycona motywami kwiatowymi i haftami, odpowiem z pełnym przekonaniem, że nie.
Kojarzą mi się one z latem, czyli moją ukochaną porą roku. Kojarzą z dobrymi emocjami, kolorami i radością.
Niemniej, dziś oficjalnie oświadczam, że nie zamierzam kupować więcej takich ubrań.
Kolekcja, którą zgromadziłam jest wystarczająca :)
A ja lubię inwestować, ale w klasykę.
Dlatego dziś ostatni post z serii - coś nowego, haftowanego w mojej szafie.
Koszula z Zaful zamyka stawkę :)

Od tej pory zestawy z haftami będą się pojawiać, owszem, ale stworzone z tego, czym JUŻ dysponuję w obrębie garderoby. Koniec i basta haftozakupomanii!
No chyba, że trafię coś ekstra w second hand, wtedy dodamy powyżej gwiazdkę i tekst drobnym druczkiem, że takich zakupów moja deklaracja nie dotyczy :)
Na razie trzymam się swojego postanowienia mocno i nie zamierzam się ugiąć!





Zdjęcia by Bea

Koszula/shirt - Tutaj
Spodnie/trousers - Zara
Szpilki/heels - Ryłko
Torebka/bag - Michael Kors

środa, 19 kwietnia 2017

Mom jeans and embroidered sweater




Kiedy kilka dni temu przyszła do mnie przesyłka ze swetrem Rosegal, który widzicie w dzisiejszym zestawie, pomyślałam tylko "kurcze, kiedy ja go założę, przecież wiosna jest..." Zdarzyło mi się już nosić sandały, chodzę w lekkich parkach i ramoneskach, a letnie kiecki i spodenki czekają w kolejce.

Po czym..
Kiedy piszę te słowa jest wtorkowy wieczór, a za oknem regularna grudniowa śnieżyca i co najmniej 10 cm śniegu... zaiste, w drugiej połowie kwietnia, sama radość... Zwłaszcza w przypadku tak ciepłolubnego i słońcokochającego stworzonka jak ja :)
Myślę więc że ponoszę sobie trochę ten sweter, bo znośne temperatury mają się pojawić dopiero około majówki.
Przeskoczymy zapewne z zimowych kurtek w koszulki z krótkim rękawem. Z dwojga złego, zawsze lepiej w tę stronę :)



 



Zdjęcia by Aga S.


Sweter/sweater - TUTAJ
Jeansy/jeans - Bershka
Szpilki/heels - Zara
Torebka/bag - Zara

niedziela, 16 kwietnia 2017

Red biker and floral dress



Ładna pogoda - brak! (chciałam początkowo napisać wiosenna -brak, ale przecież TO JEST wiosenna pogoda, taki właśnie kwiecień-plecień :)
Świąteczny nastrój - nie ma! (jestem stworzeniem wybitnie niebożonarodzeniowym i niewielkanocnym i proszę ode mnie nie wymagać zachwytów w tej materii :)

Za to...
Głowa pełna planów na majówkę - w gotowości!
Nowa czerwona ramoneska z Zaful - jest!
Kolejny haftowany ciuch (tym razem kiecka z Rosegal) - obecna!
Para wysokich szpilek - zawsze!
Czerwone usta - jak to u mnie!





Zdjęcia by Aga S.


Kurtka/biker - TUTAJ
Sukienka/dress - TUTAJ
Szpilki/heels - Laura Piacci

środa, 12 kwietnia 2017

I'd be lost without You...




Kolejne okrycie z haftem na plecach...
Mam straszliwą wręcz skłonność do takich właśnie kurtek, parek, narzutek... Oraz spodni, koszul, sukienek i wszystkiego innego :)
Haftowanym ubraniom jako takim nie potrafię oprzeć się od dawna, ale to, co dzieje się ostatnio przechodzi ludzkie pojęcie!
Grzeszę, grzeszę okrutnie i mocno rozważam założenie samej sobie jakiejś blokady rodzicielskiej na karcie płatniczej :)
Najpierw zamrugały do mnie okiem espadryle z różami, weszłam tylko na stronę pokazać koleżance, że piękne, ale na szczęście nie ma mojego rozmiaru... A tu pech - pojawiła się jedna para 36... No i nie dałam rady, musiałam kupić... Łudziłam się jeszcze, że może nie będą "na żywo" tak piękne, albo nie będą jednak pasować na moje małe stopy i odeślę, niestety... Są cudne i leżą idealnie... :) Czekają na tą piękną, ciepłą i słoneczną wersję wiosny i na lato... Mam nadzieję, że pojawią się na blogu wkrótce :)

Potem spacerując przez częstochowskie Aleje nieopatrznie spojrzałam na wystawę ONLY, a jak wiadomo witryny sklepowe to dla kobiety wielkie, wielkie zło! Bo w oko coś wpadnie, a narząd ten wbrew pozorom ma bardzo dobre połączenie nie z mózgiem, a z sercem... Taka nowa babska anatomia, rozumiecie :)
No i z tego oka w to serducho wielbicielki haftów poszła jeansówka (której w mej szafie było brak - tak podstawowe odzienie!) ale na manekinie zobaczyłam tylko przód kurtki więc trzymałam się dzielnie, nawet do sklepu nie weszłam!
Za to dwa dni później w towarzystwie koleżanki blogerki, znów przy okazji spaceru z kawą na wynos, zagościłyśmy w tamtych rejonach. Tym razem nie wytrzymałam, tylko obejrzeć chciałam, nawet nie dopuszczałam opcji mierzenia... Ale ten tył, TEN TYŁ!
Założyłam, Kalinka stwierdziła krótko - musisz brać, świetna :)
Akurat miałam na sobie ukochane czerwone Conversy, zestaw idealny nie sądzicie?
Cena z metki zachęciła dodatkowo, 79 zł przeceniona ze 149 zł.
No i tak, jest i ona :)


 



Foto by Aga


Kurtka/jacket - Pieces by ONLY
Koszulka/Shirt - ACNE
Spodnie/trousers - Takko
Torebka/bag - Guess
Trampki/sneakers - Converse
Zegarek/watch - Daniel Wellington