wtorek, 12 grudnia 2017

W.A.R.S.Z.A.W.A




"Gdy patrzę w Twe oczy, zmęczone jak moje,
to kocham to miasto, zmęczone jak ja.
Gdzie Hitler i Stalin zrobili, co swoje
gdzie wiosna spaliną oddycha..."

T.LOVE "Warszawa"


Jako Częstochowianka pokolenia 80 nie mogę nie kochać T.LOVE.
Jako Polka nie mogę nie kochać Warszawy.
Jako wielbicielka historii nie mogę nie kochać Muzeum Powstania Warszawskiego. - nareszcie byłam.
Jako człowiek nie mogę nie kochać ich za to, że próbowali, żebyśmy my, kolejne pokolenia, mogli żyć wolni.

Jako blogerka, dodaję tutaj kilka zdjęć robionych podczas zwiedzania Warszawy.



 



Zdjęcia  by Beassima


Kurtka/jacket - Steve Madden by TK Maxx
Golf/turtleneck - Catalina
Sztruksy/courdroys - Gudrun Sjoden
Botki/boots - Zara
Torebka/bag - Wittchen
Szalik/scarf - no name
Rękawiczki/gloves - Mohito

niedziela, 3 grudnia 2017

Gry wojenne



Logistyka stroju zimą przypomina planowanie jakiejś małej kampanii wojennej (może gdyby Napoleon lepiej ubrał swoich żołnierzy na srogie rosyjskie mrozy, kto wie czy nasi wschodni sąsiedzi nie mówiliby teraz po francusku :)
Trzeba przewidzieć mnóstwo zmiennych: w jakie miejsca pójdę, czym będę się przemieszczać, czy nie zmarznę na przystanku, czy nie przegrzeję się w wełnianym swetrze w pracy, czy czapka nie zepsuje mi fryzury, czy lepsze grube rękawiczki czy może cieńsze, itp. itd... :)

Nie wiem jak Wy, ja chwilami wymiękam, zwłaszcza, gdy mam do załatwienia kilka spraw w różnych miejscach, rozciągniętych na cały dzień, bez możliwości powrotu do domu i przebrania się.
Stawiam wtedy na wygodę, czyli tradycyjną "cebulkę".
W przypadku sobotniego spotkania ze znajomymi, spaceru po Alejach a potem zakupów świetnie sprawdza się koszulka, na to cienki rozpinany sweter, kożuszek w stylu biker, jeansy, wygodne buty i można iść podbijać świat :)



 
 



I tak bardzo chciała efektów specjalnych w postaci padającego śniegu...




No to ma, prosto z drzewa, lekko zmrożony, mokry i zbity w grudy...
Chyba nie o to chodziło :)





Zdjęcia by Aga S.


Kożuszek biker/fur biker jacket - H&M
Sweter/sweater - Simple
Koszulka/shirt - BRILL
Jeansy/jeans - Hollister
Botki/boots - Vagabond
Torebka/bag - Zara
Szalik/scarf - no name

niedziela, 26 listopada 2017

Shania




Bluzka z lumpa, spodnie z przeceny, kapelusz z Anglii, torebka z Zary, botki z Tymoteo.
Takie boho wyszło :)


 
 
 



Zdjęcia by Beassima



Bluzka/blouse - Zara (sh)
Spodnie/trousers - ONLY by Vero Moda
Botki/boots - Tymoteo
Torebka/bag - Zara
Kapelusz/hat - H&M

czwartek, 23 listopada 2017

Książkowe podsumowanie października

foto: Empik


Czy Wam ten rok też "uciekł" tak jak mnie?
Niedawno jeszcze była wiosna, potem lato szybko przeminęło, odliczane czasem przed- i po urlopie. Już jesień panoszy się na stałe.
Wrzesień upłynął pod znakiem jednej, genialnej książki (recenzja TUTAJ) za to październik okazał się miksem trzech różnych, zarówno pod względem gatunku jak i poziomu literackiego.


Paulina Świst "Prokurator". Książka, która od wytrawnych czytelników zbiera okrutne cięgi na wszelkich forach i portalach - że jak harlequin, że kiepsko napisana, nierealna, że za dużo seksu, że zbyt wulgarna... I to wszystko niestety prawda, ale.. i tak pochłonęłam ją w dwa popołudnia :)
Bo to taki uroczy babski odmóżdżacz, coś a la polska Nora Roberts.
Ona jest piękną panią adwokat, on diabelnie przystojnym prokuratorem, a ich drogi krzyżują się, gdy Kinga, czyli główna bohaterka zmuszona zostaje do obrony przyrodniego brata, gangstera.
I zaczyna się akcja :)
Jeśli nie liczycie na literaturę wysokich lotów a jedynie dobrą, wciągającą zabawę z dreszczykiem, polecam!


Oj jak ja się z panią, pani Bonda męczę :)
Po zeszłorocznym "Pochłaniaczu" przeczytanym na urlopie w Grecji na rok zrobiłam sobie przerwę. W międzyczasie kupiłam trylogię, którą rozpoczyna "Sprawa Niny Frank".
W końcu sięgnęłam po nią w październiku i niestety utwierdzam się w przekonaniu, że fanką autorki nie zostanę.
Główny bohater to Hubert Meyer, profiler policyjny. Na podstawie wyglądu miejsca zbrodni tworzy portrety psychologiczne sprawców. Poznajemy go w momencie, gdy zostaje wezwany do domu znanej aktorki, Niny Frank, którą znaleziono brutalnie zamordowaną. Cała wiejska społeczność miejscowości, w której mieszkała gwiazda jest sprawą zbulwersowana, podejrzenia padają gęsto, co nie ułatwia pracy Meyerowi. Wkrótce też wychodzi na jaw mroczna przeszłość Niny, a raczej Agnieszki...
Książka napisana jest na poziomie, a jednak taki styl do mnie absolutnie nie trafia. Męczę się czytając.
Nie napiszę Wam, że nie polecam, bo Bonda ma wielu fanów i obiektywnie jest dobrą pisarką. Po prostu nie dla mnie, być może dla Was :)


JP Delaney "Lokatorka". Książka pisana z perspektywy dwóch kobiet - obecnej i poprzedniej lokatorki luksusowego domu w Londynie. Domu, którego wynajęcie obwarowane jest surowymi wymogami właściciela, zaś wszystko odbywa się na zasadzie castingu.
Tak trafia tam właśnie Jane, a poprzednio trafiła Emma. Jane żyje, Emma już nie... Obie kobiety bliźniaczo do siebie podobne, obie romansujące z przystojnym architektem, który jest autorem budynku... Obie zawikłane w sieć powiązań, których punktem kluczowym jest ów apartament.
Książka wciąga od pierwszych kartek, akcja toczy się wartko, zaś kolejne pomysły autora zaskakują. Z zakończeniem włącznie!
Polecam!!!

niedziela, 19 listopada 2017

Kochanica Francuza



Beret to największy hit w materii nakryć głowy w tym sezonie.
Dodatek niezwykle szykowny, w końcu kojarzony z jedną ze światowych stolic mody - Paryżem.
Szykowny i ... dość trudny w noszeniu. Szczerze nie znam dziewczyny, która wyglądałaby w berecie przepięknie :) Uroczo - tak, zabawnie - owszem, stylowo - jak najbardziej, ale nie przepięknie :)

Kocham modę na modłę francuską, te wszystkie apaszki, perły, czerwone usta to jak najbardziej "moja bajka".
Postanowiłam więc spróbować sił i z beretem, zwłaszcza, że można takowy kupić w second-hand za kilka złotych (albo w sieciówce za około 50 zł, co kto lubi!).
Zestawiłam go z drugim hitem sezonu - marynarką w czarno-białą drobną kratkę, która wisiała sobie grzecznie w szafie, noszona czasem do pracy, ale jakoś nigdy nie pokazywana tutaj, na blogu.
Plus prosty czarny golf i szerokie spodnie.
Przemyciłam też ulubioną skórzaną kopertówkę i okulary słoneczne, bo i pogoda wczoraj dopisywała, słońce postanowiło rozpieścić nas przez weekend.

... i tylko mi tej wieży Eiffla w tle brak :)

P.S. Tytuł posta dość przewrotny, jeśli jednak napiszę Wam, że jestem wielbicielką klasyki kina z lat 80 i 90 (i Jeremy'ego Ironsa :) wszystko stanie się jasne :)






Zdjęcia by Beassima


Marynarka/jacket - Zara
Golf/turtleneck - Orsay
Spodnie/trousers - H&M
Beret/beret - nn
Kopertówka/clutch - vintage
Okulary/sunglasses - Ray Ban

środa, 15 listopada 2017

3 kosmetyki z Biedronki do 5 zł czyli tanie i dobre




Drogo nie zawsze znaczy dobrze.
Taka zasada dotyczy niemal wszystkich dziedzin życia, czy są to ubrania, obiad w restauracji, czy strzyżenie u fryzjera. Owszem, są marki czy miejsca o wysokiej renomie, gdzie cena rzeczywiście przekłada się na wysoką jakość.
Często jednak bywa tak, że świetnie sprawdza się coś, co kosztuje niewiele.
Dziś chciałabym Wam zaproponować takie właśnie "tanie i dobre" czyli 3 kosmetyki z Biedronki, które według mnie są równie skuteczne co dużo droższe odpowiedniki.





1. BeBeauty Hydrate Nawilżający Płyn Micelarny 2 w 1

Produkt kultowy, chwalony na wszelkich forach kosmetycznych i blogach urodą się zajmujących.
Proste opakowanie, aplikacja bez konieczności odkręcania, po podniesieniu góry nakrętki.
Płyn bezbarwny, bezzapachowy, nie zawiera parabenów ani sztucznych barwników.
Przebadany dermatologicznie i okulistycznie.
Skutecznie usuwa makijaż (także wodoodporny!) a przy okazji nie wysusza. Nie podrażnia ani mojej cery naczynkowej ani okolic oczu, skóra pozostaje po nim rzeczywiście fajnie nawilżona.
Jest dość wydajny, przy zmywaniu codziennego zestawu makijażowego, czyli w moim wydaniu: lekki podkład na twarz + tusz do rzęs, buteleczka 200 ml wystarcza spokojnie na 2 - 3 tygodnie.
Dla mnie to najlepszy micel jaki miałam i kupuję go gdy tylko jest dostępny, bo pomimo, że w stałej ofercie Biedronki, to jednak zdarza się, że jest wyprzedany.

Cena: ok. 4 zł





2. BeBeauty kremowy żel pod prysznic Berries Passion białe kwiaty i jagody acai

Jestem wielką fanką żeli i produktów do ciała Balea, które niestety nie są dostępne w Polsce, nad czym ubolewam :) Wprawdzie mam znajomą dobrą duszę, która przywozi je z Niemiec, jednak używam ich non stop i czasem zapas zwyczajnie się skończy.
Przypadkiem trafiłam na ten biedronkowy odpowiednik, bo... opakowanie do złudzenia przypomina Baleę i był tani. Kupiłam z ciekawości i okazał się strzałem w 10!
Gęsty, kremowy, genialnie pachnie, fajnie się pieni i jest bardzo wydajny.
Występuje w kilku wersjach zapachowych, pojemność 400 ml starcza na kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt użyć.
Nawilża skórę, jeśli nie jest nadmiernie wysuszona, nie trzeba używać balsamu.
Szczerze polecam!

Cena: ok. 4 zł





3. Biosilk Silk Therapy jedwab do włosów

Nie jest to produkt stricte biedronkowy, ale tam dostępny najczęściej.
Seria małych buteleczek (20ml) zawiera nie tylko jedwab do włosów, ale i olejek arganowy, olejek z czarnuszki (testuję obecnie) i olejek makadamia.
Mnie jak do tej pory najbardziej przypadł do gustu ów jedwab.
Pomimo tego, że nie jest to wielka pojemność, jest bardzo wydajny.
O gęstej formule, wystarczy odrobina wtarta po myciu w mokre włosy. Pięknie je odżywia i wygładza oraz nabłyszcza.
Na moje długie już pasma wystarcza na ok. 15 aplikacji.

Cena: 4,99 zł


Znacie, używacie któryś z tych kosmetyków?
Jestem ciekawa Waszych opinii, piszcie!

niedziela, 12 listopada 2017

Metoda wzajemności




Sposobów na uspokojenie sumienia po zakupach jest kilka.
Można wmówić sobie, że świeżo nabyty ciuch jest właśnie tym od lat wymarzonym, a jak wiemy, marzenia trzeba spełniać :)
Można kupić wino i sączyć, patrząc na nowy nabytek odzieżowy... Wraz z coraz niższym poziomem owego szlachetnego trunku w butelce, spada również poziom wyrzutów sumienia, zaś wybornie poprawia się humor :)
W końcu można zastosować metodę wzajemności :)
Na czym ona polega?
Idziesz na zakupy ze swoją przyjaciółką. Zakochujecie się w identycznym modelu czapki, ale każdej z was trochę szkoda wywalić 30 zł na nakrycie głowy, zwłaszcza, że obie jesteście wytrawnymi łowcami w second-handach i czapuchy to kupujecie po złociszu czy co najwyżej piątaku... Przypominacie sobie, że przecież jedna miała w sierpniu urodziny, druga imieniny w październiku a w ogóle to już mikołajki za pasem... W związku z powyższym, każda kupuje czapkę i daje w prezencie tej drugiej!
Działa wybornie, bo miło jest dawać prezenty, jeszcze milej dostawać, a w przypadku metody owej plusem dodatkowym jest fakt, że zawsze w 100% trafione!!!!
Oczywiście możecie ją zmodyfikować, iść na zakupy z siostrą, mamą, chłopakiem i niekoniecznie nabywać dokładnie to samo. Ważny jest zamysł - ja Tobie, a Ty mnie :)

Ja to chyba OPATENTUJĘ :)


 



zdjęcia by beassima


Czapka/hat - ONLY
Sweter/sweater - H&M
Płaszcz/coat - Zaful
Spodnie/trousers - H&M
Buty/boots - Vagabond
Torebka/bag - no name

niedziela, 29 października 2017

Szare miraże



Lubię się czasem wtopić w szarość.
To taki trochę "niewidzialny" kolor, ani jasny ani ciemny.
Nie rzucający się w oczy, a jednak bardzo szlachetny.
Idealny do czerni.
Pasujący do mnie, choć nie zawsze.





Zdjęcia by Aga S.


Koszula/shirt - Burberry
Jeansy/jeans - ACNE
Sweter/sweater - TUTAJ
Botki/boots - Zara
Torebka/bag - no name

czwartek, 26 października 2017

Donna Tartt "Szczygieł" czyli książkowe podsumowanie września

foto: empik.com


Dawno nie czytałam tak... fascynującej historii!
Tym zdaniem zdradzam Wam swoją opinię już na samym wstępie ale uwierzcie, nie bez powodu książka dostała Nagrodę Pulitzera w 2014 roku.
Donna Tartt "Szczygieł".
Autorki nie znam zupełnie, pomimo, że to już trzecia z jej powieści (zamierzam jednak szybko nadrobić zaległości!).

"Szczygieł" to obraz Carela Fabritiusa, wiszący w nowojorskim Metropolitan Museum of Art. To jednocześnie ulubiony obraz matki Theodora Deckera, głównego bohatera powieści.
Historia rozpoczyna się, gdy nastoletni Theo wraz z mamą zwiedzają wystawę we wspomnianym wcześniej muzeum i oglądają tytułowy obraz. Chłopca fascynuje jednak dziewczyna, którą spostrzega na sali, pozostaje więc z tyłu, gdy budynkiem wstrząsa wybuch bomby. Chłopiec cudem uchodzi z katastrofy z życiem, potajemnie zabierając obraz ze sobą.
Odtąd będzie on mu towarzyszył zawsze, przypominając zmarłą podczas zamachu matkę. Stanie się jego amuletem, a jednocześnie przekleństwem.


W tej książce mamy wszystko - miłość, przyjaźń, galerię ciekawych postaci, wszelkie odcienie szarości, wiele niejednoznaczności.
Jest tutaj smutek, jest radość życia, jest strach i nadzieja.

Całkowicie celowo nie chcę zdradzać Wam fabuły powieści poza wspomnianym wyżej początkiem, bowiem to naprawdę cholernie dobra książką i czystą przyjemnością jest odkrywanie, co będzie dalej.
Jest bardzo obszerna, dlatego czytanie jej zajmie dłuższą chwilę, u mnie na tej wciągającej lekturze upłynął wrzesień. Ale warto, polecam bardzo mocno wszystkim tym, którzy lubią słowo pisane pięknie i mądrze.


niedziela, 22 października 2017

Teatralnie



Hej Kochani!
Ci, którzy regularnie zaglądają na mojego bloga wiedzą, że czasem lubię poszaleć.
Bardzo sobie cenię klasykę, ale moja modowa dusza nie lubi stagnacji i jednego, konkretnego stylu. Stąd też pojawiają się i stylizacje boho, i eleganckie, lub też jak dziś, ekstrawaganckie, żeby nie powiedzieć, nieco teatralne.
We wszystkich czuję się jak ryba w wodzie :)

Do czego nosić złotą spódnicę?
Teoretycznie do wszystkiego, praktycznie łatwo przekroczyć granicę kiczu, a za tym akurat nie przepadam.
Do czego więc?
Ja postawiłam na stonowane kolory czyli biel i czerń, ale nie da się ukryć, dałam czadu fasonem koszuli. Zakochana w niej byłam gdy tylko się pojawiła, upolowałam ostatnią sztukę za pół ceny na wiosennej wyprzedaży. Założyłam ją kilka razy, ale zawsze solo. Teraz zaś narzuciłam na nią krótki żakiet i okazało się, że tworzą bardzo fajny zestaw. Owa złota spódnica dodaje zaś smaczku całości.

Jako butoholiczka nieuleczalna nie mogłam się też oprzeć nowym, zamszowym maleństwom od TYMOTEO zwłaszcza, że sklep stacjonarny mieści się w mojej rodzimej Częstochowie, w samym centrum przy Dąbrowskiego 9 gdyby ktoś pytał :) Poszłam, zmierzyłam i przepadłam!
W głowie pozostało mi jeszcze kilka innych modeli, ale ostatecznie zdecydowałam się właśnie na ten, który widzicie na zdjęciach, on line dostępny TUTAJ (w ogóle warto zajrzeć na stronę sklepu, bo trwa promocja urodzinowa Tymoteo z 20% rabatem!).

Do całości dodałam czarną kopertówkę vintage i voila!
Oto jestem teatralnie, bo i do teatru również bym się tak ubrała, ekstrawagancja nie wyklucza elegancji :)


 



Zdjęcia by Beassima


Koszula/shirt - Zara
Żakiet/jacket - H&M
Spódnica/skirt - Mohito
Botki/boots - Tymoteo
Kopertówka/clutch - no name (vintage)

niedziela, 15 października 2017

W żółtych kalendarzach liści...



O miłości na jesień dziś będzie...
Rzadko zakochuję się w ubraniach w cenach regularnych (czytaj - nie pochodzących z second hand) bo wolę wydawać na inne przyjemności, typu podróże. Od tygodnia mam na utrzymaniu również jednego takiego rudego, kto nie widział zapraszam na mój Instagram :)
Co nie zmienia faktu, że uwielbiam przeglądać co nowego w sieciówkach.
Tak właśnie trafiłam na kobaltowy sweter, który widzicie na zdjęciach.
Fason może zwyczajny, ale kolor, ten kolor!
Cena też bardzo przyzwoita więc zawędrował do mojej szafy, oczywiście ostatnio noszę go namiętnie do czego się da, na przykład musztardowej spódnicy:)


 



Zdjęcia by Beassima


Sweter/sweater - H&M
Spódnica/skirt - Zaful
Torebka/bag - no name
Botki/boots - TUTAJ
Kolczyki/earrings - TUTAJ