poniedziałek, 20 maja 2013

Animal instinct...


Kilka fotek z niedzieli  - pomimo prognoz, pogoda wyjątkowo dopisała, wskoczyłam więc w krótkie spodenki.
Zwierzęce motywy, czy jako print na odzieży, czy jako dodatki, bardzo mnie kuszą w tym sezonie. Na zmianę z paskami, oraz bielą jako taką. Najchętniej pozostawiłabym w szafie tylko takie ubrania.
Tutaj elementy animalistyczne w postaci pierzastego naszyjnika oraz wężowych sandałów, które zestawiłam z prostymi beżowymi szortami oraz kobaltową koszulą.
Dziś po południu zamierzam zrobić na głowie małą rewolucję, także w kolejnym poście zaprezentuję Wam efekty, to podobno nowość na 2013 rok :)
Zapraszam także na moje aukcje Allegro, wszystko od 12,50 zł - TUTAJ


Sandały/sandals - Las Palmas
Szorty/shorts - H&M
Pasek/belt - nn
Koszula/shirt - LIVIA CLUE
Naszyjnik/necklace - OASAP
Obrączki/rings - H&M

sobota, 18 maja 2013

Niebieski słoń...

Ramoneska to od kilku sezonów podstawa garderoby. Pasuje niemal do wszystkiego, no może poza suknią wieczorową i dresem :)
Ja mam już jedną, kupioną w zeszłym roku w Stradivariusie, pojawiała się tutaj dość często. Jednak ma zamki w kolorze ciemnego srebra, więc nie do wszystkiego pasuje. Tak, dobrze przeczytaliście, kolor zamków w kurtce nie pasuje mi do wszystkich dodatków. Jestem niezwykle drobiazgowa i przywiązuję wagę do takich szczegółów, jeśli mam np. złote bransoletki i ćwieki na butach, to ozdoby przy kurtce też muszą być w takim odcieniu :) Z tego powodu, w mojej szafie zagościłam druga ramonka, z CHOIES - jest bardziej dopasowana i krótsza niż ta stara. Pomimo, że nie mierzona, leży lepiej od tej mierzonej przed zakupem, ot paradoks...
Razem z kurtką wybrałam również śmieszny podkoszulek z kolorowym słoniem, mam dość dużo turkusowych "dołów", więc będzie się fajnie komponować, a i do zwykłych jeansów idealny. Dziś zestawiłam go ze spódniczką z H&M oraz klasycznymi szpilkami. Trochę rockowo, trochę elegancko, czyli tak, jak lubię najbardziej.


Szpilki/pumps - Atmosphere
Spódnica/skirt - H&M
Koszulka/shirt - CHOIES
Pasek/belt - Top Secret
Kurtka/jacket - CHOIES
Bransoletka kolce /spikes bracelet - DIVA
Zegarek/watch - Guess
Bransoletka z kryształem/bracelet with crystal - Ania Kruk
Obrączki/rings - H&M
Okulary/sunglasses -Romeo Gigli

czwartek, 16 maja 2013

MM czyli... miętowa maxi!


Spódnica maxi kusiła mnie od dawna, już zeszłego lata przymierzałam się do takiej. Dostałam piękną, czarną, szyfonową, która pojawiała się tutaj kilkukrotnie. Jednak jest ona na tyle przezroczysta, a podszewka pod spodem w długości mini (plus mega rozporek na nodze), że do pracy na przykład się nie nadaje :)
Szukałam więc dalej i znalazłam tą idealną z PRESKI Jest z miękkiego materiału, nie prześwituje, ma luzacki fason z kieszeniami. I ten odcień mięty-zieleni, który idealnie komponuje się z opalenizną!
Zestawiłam ją ze zwykłym bawełnianym topem i pasiastym żakietem. Idealny strój na zakupy, na które wczoraj wybrałyśmy się z Kalinką (dzięki za zdjęcia :)
Szukałam białych spodni, czarno-białych zresztą też, generalnie jakichś jasnych ubrań, za czarno mam w szafie... Nic nie znalazłam, nowe kolekcje tym razem mnie nie porwały. Pojechałam do domu trochę zniesmaczona. Dziś wracając z pracy weszłam z nudów do Takko, sklepu w którym byłam raz. Kupiłam idealne białe spodnie, panterkowe spodenki na lato i piękną kobaltową sukienkę... Ironia losu, trafić na świetne ciuchy zupełnie się na to nie nastawiając..

 Sandały/sandals - Zara
Spódnica/skirt - PRESKA
Top/top - Fishbone
Narzutka/jacket - WHOSALE-ORDERS
Bransoletka z kryształem/bracelet with crystal - Ania Kruk
Bransoletka ćwieki/spikes bracelet - DIVA
Zegarek/watch - Leonardo Geneva
Torebka/bag - Stefano Serapian
Podwójny naszyjnik/double necklace - H&M

środa, 15 maja 2013

Orzechy i sushi, czyli trochę inaczej...

Tytuł posta brzmi trochę enigmatycznie, więc śpieszę wyjaśnić - dziś słów kilka o tym jak dbam o ciało i zdrowie. Nie będzie to post kosmetyczny, co jakiś czas bowiem robię aktualizację mojego top 10 w tej materii. Właśnie zauważyłam, że dawno takowego nie było, a w łazinkowej szafce pojawiło się kilku nowych faworytów, więc wkrótce możecie się spodziewać.
Tymczasem dziś chcę się skupić na temacie, którego tutaj do tej pory nigdy nie poruszałam, a więc diecie i ćwiczeniach. Nie spodziewajcie się ode mnie jakiegoś złotego środka, każda z Nas jest inna, mamy odmienny rytm dnia, rozkład zajęć, poziom aktywności fizycznej, preferencje żywieniowe, co wpływa znacząco na to, jak wyglądamy i jak się czujemy. Jest jednak kilka produktów i podstawowych zasad, których stosowanie może nie zmieni Nas od razu w aniołka Victoria's Secret, ale poprawi sylwetkę, stan włosów i skóry, doda energii.
Przedstawię Wam, jak to wygląda u mnie.


Po pierwsze - kwestie dietetyczne i nawyki żywieniowe.
Zasadniczo staram się jeść częściej, ale w mniejszych porcjach, oraz nie po godzinie 19-tej. Nie stosuję jakiejś specjalnej diety, ale "mięsnie" preferuję tylko drób lub chudą wędlinę, nie przepadam za tłustymi daniami. Uwielbiam ryby pod każdą postacią, surowe, czyli sushi oraz w formie rodzimego śledzika w oleju, a także wędzone, pieczone na ruszcie... Są bogatym źródłem nienasyconych kwasów Omega-3, łatwo przyswajalnego białka, minerałów i witamin. Gdybym mieszkała nad morzem i miała dostęp do świeżych pewnie, żywiłabym się nimi w kółko...
Lubię także makaron, ryż, czasem ziemniaki, jednak nie wyobrażam sobie obiadu bez wielkiej porcji surówki, czy ugotowanego brokuła. Generalnie jestem bardziej wielbicielką zieleniny, czyli warzyw i owoców. Sałatkę grecką i capriciosa (pomidory z mozarellą i bazylią) mogę jeść namiętnie, często modyfikuję ją na bazie tego, co akurat mam w kuchni, na przykład w greckiej zamiast cebuli kukurydza i rzodkiewka, a ser feta zastępuję również mozarellą. Bardzo często wystaczy mi tylko podstawa, czyli lodowa sałata plus pomidor czy ogórek, posypane ziołami, doprawione - pycha!
Niestety, nie potrafię się przestawić całkowicie na ciemne pieczywo, pyszne pszenne bułeczki prosto z pieca czasem mnie skuszą, dlatego staram się ograniczyć ich spożycie tylko do kanapek co jakiś czas. Nie "zapycham" się pieczywem dodatkowo do sałatek czy innych dań.
Nabiał jest moją słabością, sery pleśniowe, żółte, mozarella, ser biały, jogurty... Staram się nie nadużywać ich spożywania, nadmiar białka jest niewskazany. Jednak raz na jakiś czas twarożek ze świeżą rzodkiewką i szczypiorkiem, czy ktoś jest mu się w stanie oprzeć? :)
Owoce. Ukochanym jest melon, którego latem traktuję jako pożywienie uniwersalne, całodzienne. To bogate źródło wit. C i błonnika, ma działanie przeczyszczające i moczopędne, dlatego jest polecanym w dietach. No i jest pyszny!
Drugim ulubionym owocem importowym jest czerwony grejpfrut, który ma najwięcej witaminy C ze wszystkich cytrusów, zawiera również witaminy z grupy B i sole mineralne. Wspomaga przemianę materii, ma właściwości przecigrzybiczne, odkażające, pomaga w leczeniu infekcji (przydatny przy kuracji antybiotykowej).
Z rodzimego podwórka zaś - przede wszystkim jabłuszka.  Skarbnica błonnika, żelaza, potasu, magnezu, witaminy C i P. Są dostępne przez cały rok a bogactwo odmian i smaków pozwala wybrać ten ulubiony gatunek najbardziej nawet wybrednemu smakoszowi. Ja lubię twarde, chrupie i słodkie.
Orzechy włoskie jadam przez cały rok. Mam dostęp do takich hodowanych w sadzie przez moją dalszą rodzinę, więc każdego roku mam świeże, prosto z drzewa :) Podobnie jak ryby, zawierają one duże ilości kwasów Omega-3, z jabłkami łaczy je zawartość błonnika, ponadto to źródło witamin z grupy B, przeciwutleniaczy (wit. E) oraz magnezu.


Oczyszczanie organizmu i napoje. Złota zasada to picie dużych ilości wody, specjaliści zalecają ok. 2 litrów dziennie. Staram się jej pić rzeczywiście jak najwięcej, ale te dwa litry to ciągle niedościgniony ideał. Jestem wielką miłośniczką herbat, więc wszelkie herbatki i ziółka stawiam ponad wszystko, również kawę, której praktycznie nie pijam wcale. Nie traktuję jej jako podtrzymywacza czynności życiowych, jak to robią niektórzy, dla mnie to bardziej deser, koniecznie z dużą ilością mleka i muszę mieć na nią ochotę.
Do naparów i ziół wracając, podstawa u mnie to mięta i pokrzywa, oraz herbata z dodatkiem imbiru. Nie będę się na ten temat powtarzać, bo post i tak jest już długi, zainteresowanych odsyłam do mojego starego wpisu  TUTAJ
Teraz zaś słów kilka o specjalnych naparach, które odkryłam niedawno, skusiłam się na Figurę "odchudzanie i oczyszczanie" oraz "przemianę materii i jędrność skóry". Kupiłam je w dobrej aptece i w promocji (nadal trwa! przynajmniej w punkcie w częstochowskich Jagiellończykach) dostałam trzecią gratis a całość w pięknym opakowaniu. Cena 1 opakowania (20 saszetek) to 8,50 zł, a więc bardzo przystępna. Obie mają fajny smak, ta w zielonkawa jest cytrynowa, a ta różowa owocowa. Pijąc je, nie mam odruchu, że to coś dla zdrowia = niedobre, bowiem obie mają specyficzny, łatwy do polubienia smak.


Ćwiczenia. Hmmm.... Niestety nie mam natury sportsmenki, która wstaje o piątej rano, przebiega 10km, idzie na ósmą do pracy a po niej prosto na siłownię czy basen. Przyznaję wszem i wobec - jestem leniuszkiem, wynika to jednak nie tylko z mojej natury (wiem, tylko winny się tłumaczy :) , ale i z braku czasu i dużej ilości zajęć. Ograniczam się więc do kwadransa dziennie, pomocą jest mi tu wysłużona już (sprzed 3 lat) płyta Shape. Układ znam na pamięć, ale łatwiej utrzymać tempo ćwicząć z prowadzącymi. W weekend niekiedy porywam się na dłuższy, 45 minutowy trening, po którym ociekam potem i zapominam jak się nazywam, ale czego się nie robi dla figury :)
Jako, że moja aktywność jest ograniczona a i tryb pracy również mam biurowo-siedzący, dużo chodzę. Staram się przemieszczać na nogach gdzie tylko mogę, w tak zakorkowanym mieście jak Częstochowa dodatkowym plusem jest to, że pieszo jestem na miejscu czasem szybciej niż samochodem czy autobusem.
Ponadto świetnym trenerem jest mój Figo, który ma dopiero rok, mnóstwo psiej miłości w sobie i chyba ADHD, więc gdy tylko jestem w rodzinnym domu, nie odpuści. Widuje mnie tylko przez weekendy, więc muszę mu wynagrodzić pozostałe dni nie tylko pieszczotami i przywożonymi smakołykami, ale i zabawą. A w tej materii jest niezrównany i niezmordowany... Goni mnie, potem ja muszę gonić jego, kopać mu piłkę i biegać za nim, by ją odebrać, pełen wachlarz atrakcji, po których mam tylko ochotę paść...
Wyszedł mi z tego nie tylko post, a cały poemat, ale chciałam go zrobić od dłuższego czasu i tak jakoś zeszło... Kto wytrwał do końca - dzięki i do następnego :)

poniedziałek, 13 maja 2013

Feathers...


Dziś w roli głównej stonowany set z wczoraj.
Czerń generalnie dominuje w mojej garderobie, ale lubię ożywić ją jakimś mocniejszym kolorem, najczęściej czerwienią. W tym zestawieniu jednak jako kontrast postanowiłam na jasne barwy - łososiowy naszyjnik i białą bluzkę, bowiem biel tego lata będzie najbardziej hot.
Osobiście, odkryłam ją na nowo, gdyż jak do tej pory kojarzyła mi się jedynie z Pierwszą Komunią (temat obecnie na czasie :) i ślubem. Zdanie zmieniłam nagle, właściwie nie wiem, pod wpływem czego... Marzy mi się teraz garnitur, sukienka, spódnica, spodnie - wszystko białe! Nawet zapragnęłam szpilek w tym kolorze! Wiem, zarzekałam się, że nigdy, a jednak... Chyba tylko bielutkie kozaczki (o zgrozo, nawet bywają lakierowane) i rajstopy nadal pozostaną dla mnie nie do przejścia...
Co do rajstopek właśnie.... Jak wiecie, jeśli ciemne, to w moim przypadku tylko grube i matowe. Wzorzyste, cienkie, czarne, wydawały mi się zawsze odpowiednie dla młodszych dziewczyn. Ale ten model bardzo mi się spodobał, mają fajny a la groszkowy wzorek, więc się skusiłam i nie żałuję.
Powstał zestaw idealny na spacer po mieście, kawę z przyjaciółką, wizytę u rodziny... Wykorzystałam go na razie w tym ostatnim punkcie, więc pewnie jeszcze nie raz go założę :)


Botki/boots - New Look
Rajstopy/tights - CONTE
Spódnica/skirt - H&M
Pasek/belt - Top Secret
Bluzka/blouse - Tru City
Naszyjnik/necklace - OASAP
Kurtka/jacket - Stradivarius
Torebka/bag - OASAP

sobota, 11 maja 2013

Magda M...


Dziś kolejny z zestawów, w których chadzam do pracy, konkretnie wczorajszy...
Skąd tytuł posta? Kolega na mój widok stwierdził, że wyglądam jak Magda M... Poszperałam w sieci i rzeczywiście, bohaterka tego popularnego kilka lat temu serialu często nosiła na ubraniach wzór w groszki.
Zestaw ten powstał przypadkiem, bluzka wisiała w szafie od zimy (łup z sh!), dolną część odzienia przygotowałam zaś na kupkę "do sprzedania". Ponieważ w tym tygodniu zrobiło się bardzo ciepło, postanowiłam wreszcie tą groszkową górę założyć. Skórzane spodnie są na taką pogodę za grube, białe i czerwone dopiero w planach, pozostały czarne. Z głupia frant zmierzyłam te wlaśnie, jedyne o prostym fasonie i okazało się, że są idealne! Zmieniły więc szybko status na "wielki come back do szafy".
Dodatków właściwie nie ma, sznurkowa bransoletka oraz białe okulary w stylu retro.
Jedyne barwne plamy to paznokcie w kolorze czerwonym, jakoś nie mogę się od tego koloru odkleić, choćby na pazurkach, ale jednak :)
Pics by Kalinka


Szpilki/pumps - River Island
Spodnie/trousers - H&M
Bluzka/blouse - H&M
Torebka/bag - Zara
Okulary/sunglasses - Firmoo
Bransoletka/bracelet - Mohito