FBInstagramlinkemaillink

czwartek, 23 października 2014

Perfect life...


Źródło: www.richscholar.com

Prowadzę bloga już bardzo długo. Zaczynałam od zdjęć, które wyglądały jak robione kalkulatorem, potem coraz bardziej wciągając się w blogowanie, kupiłam cyfrówkę, potem lustrzankę. Obecnie zdjęcia są na dobrym poziomie, a nawet doskonałym, gdy robią je zaprzyjaźnieni fotografowie- profesjonaliści. Tutaj jest wielki progres. Stylizacje to jednak nadal ubrania z mojej szafy, to, co noszę na co dzień, od święta, do pracy, na imprezy, na spotkania. Jednym się mój styl podoba, innym nie. To jednak nadal jestem ja a blog to kawałek mojego życia i mojej codzienności. Blogowanie daje mi wiele radości, dzięki temu byłam na kilku fajnych imprezach i poznałam mnóstwo fantastycznych ludzi z całej Polski.
I z lekkim przerażeniem patrzę na to, co dzieje się w blogosferze. Zostałam chyba w tyle, bo nie mam IDEALNEGO życia jak z plakatu reklamowego. A raczej nie przedstawiam tego na blogu jako IDEALNEGO życia.
Moje mieszkanie jest w tonacji beżu i brązu, a nie sterylnej bieli i szarości, na stoliku nie stoją tulipany, nie czytam Vogue do śniadania i nie śpię w pościeli z egipskiej bawełny.
Dalej - nie pijam kawy ze Starbucks więc naczynka z logo na fotce nie uświadczysz. Wprawdzie miałam okazję spróbować w Gdańsku ( w Częstochowie lokalu brak) ale jakoś mnie nie kusiło. Jak myślicie, może powinnam kupić i potem sobie kubeczek nosić na zdjęciach?
Owo śniadanie (bez Vogue, za to przeważnie przy komputerze albo z książka) to również nie puszyste croissanty z francuskiej piekarni i cappucino z serduszkiem z pianki. Ewentualnie jak w filmie "Bruce Wszechmogący" - kawa prosto od Kolumbijczyka, który pojawił się za oknem - świeżo mielona i parzona, prawie że z krzaczka! Niestety, jadam kanapki, jajecznicę i inne serki wiejski. Z herbatą, czarną, słodzoną, napojem jakże pospolitym.
Ubrania nabywam najczęściej na wyprzedażach albo w ulubionym sh, no chyba, że mnie coś zachwyci w nowej kolekcji. Rzadko jednak kupuję, bo co mnie naprawdę porywa wisi w sklepach, do których nawet nie wchodzę bo cena bluzki czy spódnicy ma trzy zera. Tudzież sklepów owych nie ma nawet w moim mieście.
Widzicie mnie w tym, co noszę, nie wypożyczam tylko do zdjęć, lub też nie kupuję i nie oddaję po sesji. Stylówki i fotki byłyby świetne, fakt, szkoda tylko, że ciuchy wrócą na wieszak sklepowy i w markecie na zakupach mnie w tym już nie spotkasz.
Ubieram to, co mi się podoba i w czym dobrze wyglądam, a nie to co, jest akurat najmodniejsze. Fajnie jest podążać za trendami, owszem, też się staram, ale nie kupię tylko dlatego, że "na czasie". Już wielokrotnie słyszałam, że teraz blogerki są jak klony, jakaś słynna typu Blonde Salad coś nosi, nagle muszą mieć wszystkie (oczywiście kopie od Chińczyka lub z Allegro). Z tą różnicą właśnie, że ona ma oryginały.
Mam alergię na podróbki, a już Louis Vuitton w szczególności. Fakt, ciężko teraz kupić coś, co nie jest inspirowane jakimś znanym projektantem, bo sieciówki same wypuszczają takie kolekcje. Ale jak widzę kogoś z torebką w logo LV - jeszcze model, który nawet nie istnieje - albo w koszulce z napisem Celine czy Balmain - ewidentnej kopii, śmiać mi się chce. Po co udawać, że się nosi coś, na co człowiek nie stać? Lepszy H&M czy inna Zara niż chiński Dior!

I wychodzi na to, że wszystko robię źle! Oglądam blogi, śledzę profile na FB i Instagramie i według wszelkich prawideł kurde żyję nieidealnie!

Wybaczcie, nie wierzę, że nagle wszystkie czytają Vogue na zmianę z książkami Murakami'ego, w kosmetyczkach noszą tylko najdroższe perfumy, malują usta błyszczkami od Diora i jadają w modnych restauracjach i kawiarniach. Naprawdę tylko zdrowe sałatki i inne frykasy popijane Perrier'em? Paznokcie koniecznie hybrydy w kolorowe wzorki? Codziennie świeże kwiaty w wazonie z weneckiego szkła? Szpilki jak sztylety od Zanotti przez 24 godziny na dobę, czy to zakupy, impreza czy spacer po parku?
Chyba coś się zaczyna zapętlać, skoro próbujemy przedstawiać swoje życie jak obrazek z gazety.
Powiecie, że zazdrość przeze mnie przemawia. Nie, nie o to chodzi. Pewnie, nie pogardziłabym milionem dolarów od złotej rybki czy pana Lotto i pewnie wtedy kupiłabym ten błyszczyk Diora i może nawet pościel z egipskiej bawełny...
Ale AUTENTYCZNOŚĆ, oto słowo klucz.
Lubię stronę Kasi T., jej stylizacje, relacje z wyjazdów, wystrój domu, bo wiem, że to prawdziwe, to jej normalność, stać ją na to i tak żyje. Tymczasem znam i obserwuję od dawna wiele blogów, które chyba tą autentyczność tracą. Próbują pokazywać nie swoją rzeczywistość, papierowo-gazetowy świat i życie-prawie-idealne, okraszone jednak ubraniami ze współprac z chińskimi sklepami internetowymi i tanimi butami z polskich. Nie mam nic przeciwko takim sklepom, żeby była jasność, o ile nie oferują podróbek a osoba, która rzeczy na blogu prezentuje nie udaje kogoś, kim nie jest.
Dziewczyny, mnóstwo Was lubię, cenię to co robicie, nie dajmy się wpędzić w jakieś błędne koło. Każda z Nas jest wyjątkowa, ma swój styl i to powinna pokazywać, bo wzorce kreowane przez media to tylko fotoshopowe maski, wygładzone, dopieszczone, IDEALNE.
A przecież ideały w prawdziwym życiu po prostu nie istnieją.

źródło: www.justalittlenutty.com

wtorek, 21 października 2014

Włóczykije...




Włóczykij z Doliny Muminków.
Pierwsze moje skojarzenie, kiedy wskoczyłam w niedzielę w ten wygodny zestaw.
Czemu jednak nie miałabym nim zostać?
Wygodę cenię, w tej kompozycji czuję się doskonale, miła odmiana od obcasów i elegancji, którą preferuję na co dzień.

A teraz trochę informacyjnie. Kochani, w sobotę między 15 a 19 odbędzie się w Galerii Jurajskiej event (info TUTAJ), związany z modą na jesień. Będę miała przyjemność w nim uczestniczyć razem z kilkoma moimi częstochowskimi blogerkami. Naszym zadaniem będzie wystylizowanie modelek, ale i będziemy odpowiadać na pytania, chętnie też doradzimy. W imieniu swoim i koleżanek zapraszam!




Foto by Mama

Botki/boots - OASAP
Jeansy/jeans - Bershka
Sweter/sweatr - Marella by Max Mara
Płaszcz/coat - Sheinside
Kapelusz/hat - H&M
Torebka/bag - Zara

niedziela, 19 października 2014

Two points of view...





Rzadko zdarza się, żeby jeden zestaw był fotografowany przez dwóch niezależnych artystów.
Przeważnie blogerki współpracują z konkretną osobą, lub też robią sobie zdjęcia nawzajem. Przyznam się, że nie widziałam jeszcze na żadnym z blogów tego samego zestawu w interpretacji więcej niż jednego fotografa.
Mnie się ta rzadka sztuka udała.
Dziś inaczej niż zwykle, dwa punkty widzenia dwóch utalentowanych facetów :)
Jedne w wąskim kadrze, stricte fashion, okiem Michała.
Drugie autorstwa Miłosza, na tle panoramy miasta, z ratuszem oraz przepięknym muralem "Wieża Babel", który stworzył częstochowski artysta Tomasz Sętowski.





Płaszczyk/coat - PEPERUNA
Kapelusz/hat -H&M
Kozaki/boots - Bershka
Kopertówka/clutch - PlayWorkCreate

piątek, 17 października 2014

Autumn in the city...



Nie lubię jesieni! Każdego roku gdy nadchodzi, przekonuję siebie, że przecież jest pięknie, świeci słońce, liście żółcą się i czerwienią, temperatura pozwala na noszenie lekkiej ramoneski i butów na gołe nogi. Tak jak ubiegłej soboty, kiedy robiliśmy te zdjęcia...
A potem przychodzą takie dni jak dziś, deszczowo, buro, chłodno, o 17 robi się ciemno... A po zmianie czasu będzie jeszcze gorzej...
Należę do ludzi, których nastrój w dużej mierze zależy między innymi od pogody. Wiosną i latem jestem pełna energii, pomysłów na wszystko i wszystkich. Jesienią zaś jest najgorzej, bo deszcz, zimno i szybko zapadająca ciemność krzyżują dodatkowo wszelkie plany blogowe.
Z utęsknieniem czekam na zimę. Paradoksalnie, pomimo, że o tej porze roku słupek rtęci spada najniżej a zmrok zapadający o 15 to normalka, jakoś łatwiej mi to znieść. Śnieg ma według mnie w sobie jakiś magiczny klimat, kojarzy się dzieciństwem, lepieniem bałwana, Świętami i radością. Poza tym uwielbiam jeździć na nartach! A stricte blogowo, biały puch jest naturalną blendą... Czekam więc!






Kozaki/boots - Reserved
Spódnica/skirt - C&A
Koszula/shirt - Forever Pink/eButik.pl
Ramoneska/jacket - Choies
Szalik/scarf - Burberry
Torebka/bag - MacKenzie

środa, 15 października 2014

Książki, które...

źródło: rhythmicrhymes.wordpress.com

Dzisiaj post o literaturze, książki, a raczej całe ich serie i autorzy, którzy wywarli na mnie największe wrażenie. Powinno być 10, ale ograniczę się do tych naj...
Okazje są dwie: po pierwsze, zostałam zaproszona do zabawy przez Milenę z bloga CRUX INTERPRETUM, do której to osóbki bardzo lubię zaglądać :)
Po drugie, kocham czytać! Rzadko tutaj książki przemycam, bardziej skupiam się na modzie, ale nie zmienia to faktu, że od dzieciństwa pochłaniałam wręcz każdą możliwą lekturę. Wakacje zaczynały się dla mnie wyprawą do biblioteki, lub powtarzaniem do znudzenia pozycji, które miałam na półkach w domowej biblioteczce. Miłość do książek zaszczepili mi rodzice i jestem im za to bardzo wdzięczna. Zamiast miliona zabawek, kupowali mi kolejne pozycje Szklarskiego, czy też przeróżne albumy.

Zaczynamy więc, będzie chronologicznie.
1. Alfred Szklarski i jego seria o przygodach Tomka Wilmowskiego - jakże ja te książki kochałam! Zebrałam całą kolekcję, pamiętam twarde, kolorowe lakierowane okładki i wielką radość, gdy kolejna pozycja gościła na półce. To książki mądre, uczące honoru, odpowiedzialności, a przy tym doskonałe kompendium geograficzno-biologiczne, bo bohater podróżował po całym świecie.

2. "Pan Samochodzik" to druga seria, która mogę śmiało powiedzieć, tkwi w mojej świadomości do dziś. To właśnie ona zaszczepiła mi miłość do historii i wielkie pragnienie zostania archeologiem.
Autorem tego cyklu jest Zbigniew Nienacki, akcja dzieje się przeważnie w Polsce, ale i też w państwach ościennych, na przykład czeskiej Pradze.
To właśnie od czasów "Panów Samochodzików" moim ulubionym gatunkiem są te pozycje, które zawierają w sobie TAJEMNICĘ...

3. Liceum, klasa 1. Koleżanka pożycza mi na weekend jakąś Chmielewską i dziwny tytuł "Całe zdanie nieboszczyka"... Co to w ogóle jest?
Zakochałam się w książkach Pani Joanny od pierwszego... rozdziału!!!!!!! Wpadłam jak śliwka w kompot, łyknęłam "całe zdanie.." przez weekend i pognałam w poniedziałek do bibliotek po kolejne... Przeczytałam jej wszystko, ale do ulubionych należą te najstarsze, na przykład "Klin"., "Lesio"czy "Wszystko czerwone". Mam prawie całą Chmielewską w jednym wydaniu na półce i czytam często i w kółko - bo kocham!

4. Również w czasach licealnych trafiłam na mistrza innego gatunku: horroru. Kto też lubi taką literaturę od razu wie, o kogo chodzi - niedościgniony Stephen King. Nie pamiętam co jako pierwsze przeczytałam, kojarzy mi się "Mroczna połowa". Wiem jedno, do tej pory potrafi mnie nieźle wystraszyć, potem śpię przy zapalonej lampce... Ulubione i te najbardziej straszne to "IT" ,  "Lśnienie", "Smętarz dla zwierzaków" oraz najgrubsza ze wszystkich "Pod kopułą". Na marginesie, oglądam drugi sezon serialu na podstawie kopuły i jest fajny, ale totalnie odeszli od książki, co mi bardzo przeszkadza. Pewnie gdybym jej nie czytała, bardziej by mi się podobał.

5."Władca Pierścieni" J.R.R. Tolkiena. Klasyka światowej literatury. Fenomen autora zadziwia mnie do tej pory, stworzył nie tylko całe krainy Śródziemia i ich historię, ale i język elfów, zgodny z regułami składni, fonetyki i innych prawideł.
"Władcę" czytałam akurat na studiach w przerwie wakacyjnej więc pochłonęłam go w niecały tydzień, zarywając oczywiście noce. Uwielbiam również ekranizację Petera Jacksona, a obecnie czekam na ostatnią część "Hobbita".

6. Nie pamiętam kiedy trafiłam, na pannę Jones, literackie "dziecko" Helen Fielding, ale polubiłam ją od razu, tak jak i jej szaloną mamę i ojca. Mam w domu i "Dziennik Bridget Jones" i "W pogoni za rozumiem",wersje książkowe i filmowe. Nikt tak jak ona nie potrafi poprawić mi nastroju, a zarzuty, że jest to miałka literatura bez ambicji dla gospodyń domowych proszę sobie pod tramwaj podłożyć! To książki O ŻYCIU, normalnej, zwyczajnej dziewczyny, która chce być kochana, dobrze wyglądać, mieć fajną pracę i rodzinę. Tak jak miliony z nas. KROPKA.

7.Saga "Millennium" Stieg'a Larsson'a. Mocna pozycja, mocna i dobra. Trzy grube tomy zapewniają dużą dawkę literatury na najwyższym poziomie. Świetnie zarysowane postacie - Lisbeth Salander to moja zdecydowana faworytka, a jej losy to historia twardej kobiety, która przeszła w życiu przez piekło, a pomimo to pozostała człowiekiem. Dość ekstrawaganckim w wyglądzie i zachowaniu, ale człowiekiem. Pierwszy tom to dodatkowo świetny wątek kryminalny. POLECAM!

To na tyle i uwierzcie, ograniczałam się.
Na temat Kinga stworzyłam już zresztą kiedyś osobny post (TUTAJ) jak również Pani Joanny Chmielewskiej (TUTAJ), kto więc chętny poczytać więcej, zapraszam.

niedziela, 12 października 2014

Fall in love with grey...



Szary.

Pokochałam.

Bardzo.

Moja miłość obecnie ogranicza się do owego grubego, ciepłego swetra, który kupiłam zupełnie przypadkiem.
Najlepsze ubrania i dodatki w mojej szafie pochodzą właśnie z takich zrządzeń losu, a raczej bóstw zakupowych. Tutaj zadziałał bożek odpowiedzialny za rejon mazowiecki :)
Podczas naszego wyjazdu do Warszawy nie omieszkałyśmy oczywiście odwiedzić Złotych Trasów i sklepów, których nie ma w naszej Jurajskiej, na przykład River Island. Właśnie tam ten milutki szaraczek wpadł mi w ręce - oczywiście przeceniony - z 199 zł na 59 zł. Jakkolwiek mi się podoba, to jednak wyjściowych dwóch stówek bym za niego chyba nie dała, także bardzo mnie ta okazja ucieszyła.
Obecnie jestem na etapie szukania cienkich, szarych wełnianych spodni, z szerszą nogawką, najlepiej z zaszewkami, niestety nie widziałam nigdzie. Gdyby komuś wpadły w oko, proszę o info.

A teraz słów kilka o mentalności ludzi w naszym pięknym kraju, taka anegdotka dla Was, sytuacja, która przytrafiła nam się podczas zdjęć.
Spieszyłam się. Bambi czekała już na mnie, światło uciekało jak szalone, a ja miałam dosłownie chwilę na przemieszczenie się dość znaczny kawałek. W szpilkach nie pobiegnę, więc szybka decyzja - baletki na nogi, obcasy do torby obok aparatu (jednak kieszonki na obiektywy się przydają :) i lecę. Na miejscu, szybko zrzuciłam moje płaskacze (całkiem ładne zresztą, lakierowana skóra) i zostawiłam je obok koła samochodu Bambi, lekko wsunięte pod autko. Odeszłyśmy ze 3 metry obok i robimy zdjęcia. Ludzie przechodzą, bo niedaleko przystanek, markety. Bambi odwróciła się do samochodu w najbardziej odpowiednim momencie. Jakiś miły pan podszedł, chapsnął moje baletki i już zamierzał sobie pójść, taka taktyka "na partyzanta", może nie zauważą... Na szczęście zareagowałyśmy szybko i głośno, rzucił buty i sobie poszedł... Dość długą chwilę nie mogłam wyjść z podziwu, do czego też ludzie są zdolni, żeby kraść coś komuś sprzed nosa? Na dodatek widać było, że są to buty czyjeś, postawione specjalnie obok samochodu, praktycznie nowe więc nikt ich nie wyrzucił. A my zaraz obok...
Ten kraj i to miasto nie przestaną mnie zadziwiać :)



Zdjęcia by BAMBI BOHO

Golf/turtleneck - River Island
Spódnica/skirt - Reserved
Torebka/bag - H&M
Szpilki/pumps - Zara
Pierścionek/ring - OASAP

piątek, 10 października 2014

VII Spotkanie Częstochowskich Blogerek za nami!



Co robimy, kiedy się spotykamy, my blogerki?
Rozmawiamy. To przede wszystkim. Dużo, na każdy temat - facetów, dzieci, pracy, blogosfery, zdjęć, butów, kremów do twarzy i innych rzeczy ważnych i mniej ważnych... Dla osób postronnych może się to wydawać dość miałkie (żeby nie powiedzieć, mało ambitne!) ale o czym w końcu rozmawiają kobiety? O wszystkim i o niczym, a prowadzenie bloga nic w tej kwestii nie zmienia, poza faktem, że dochodzi jeszcze ta sfera jako temat do obgadania. To taka dygresja, mocno spóźniona, bo a propos sytuacji z zeszłego roku a konkretnie swapa ubraniowego. Przyszło jakieś dziewczę na ową imprezę, zapewne z chęcią obejrzenia nas "na żywo"jak małpek w zoo, podsłuchało sobie fragment rozmowy na temat popularnych wówczas tiulowych spódnic, po czym wysnuło JEDYNY SŁUSZNY WNIOSEK. Że blogerki są puste, głupie, beznadziejne,rozmawiają o ubraniach itp. Nie omieszkało mnie o tym poinformować w anonimowym komentarzu, który rozbawił mnie do łez! Jasne, my blogerki modowe powinnyśmy rozmawiać o teorii cząstek elementarnych lub też wpływie malarstwa flamandzkiego na kulturę Europy... Tematy to bardzo ciekawe, owszem, ale dla pasjonatów, a my akurat bawimy się czymś innym... Pozostawię bez dalszego komentarza.
Śmiejemy się, dużo, czasem głośno, bo po prostu cieszy nas własne towarzystwo i dobrze się w nim czujemy!
Robimy zdjęcia - to już chyba taka skaza, nie tylko naszych czasów (nieśmiertelne selfie i Instagram rządzą!) ale i skrzywienie "zawodowe" - każda okazja do zrobienia fotek stylówki jest dobra!
A poza tym - doskonale się bawimy, wiele z nas zdążyło się już zaprzyjaźnić, a z racji obowiązków wszelakich nie zawsze jest okazja spotkać się prywatnie.
Integrujemy się dość mocno, teraz dołączyły również branże - kosmetyczna i kulinarna! Grupa na FB liczy już ponad 40 osób!!!

A kto był tym razem, na siódmym z kolei spotkaniu i kogo (oprócz spóźnialskich :) można zobaczyć na fotkach?

Kasia i Magda - quintessenceofbeauty.blogspot.com
Aga - gneshka.blogspot.com
Ewa - viosna000.blogspot.com
Sylwia - bambiboho.blogspot.com
Emilka - littleglamdress.pl
Ewa - simplythebest.co
Justyna - elfiesplanet.blogspot.com
Justyna - justinka.com
Paulina - styling-mylove.blogspot.com
Marta - marcherryfashion.blogspot.com
Karolina - iamcharlott.blogspot.com