niedziela, 17 stycznia 2021

just grey



Casual zwyklakiem zwany. 

Robiony po Nowym Roku, gdy jeszcze nie było śniegu.

Obecnie za oknem śnieżyca, a ja myślami przebywam w Egipcie, na Zanzibarze, ewentualnie Dominikanie, niepotrzebne skreślić.

Alternatywnie, nawet w Bieszczady bym pojechała, pośmigać na nartach.

Siedzę więc i myślę...







Zdjęcia by M.

Golf/turtleneck - Mohito

Płaszcz/coat - no name

Jeansy/jeans - Diesel

Botki/boots - Bershka

Torebka/bag - Fabiola

niedziela, 10 stycznia 2021

A wszystko to, bo Ciebie kocham




Kocham golfy. 

Golfy, albo duże dekolty, nic pośredniego, nic na to nie poradzę :) 

A ponieważ aura nie sprzyja tym drugim, pozostają mi te pierwsze.

Noszone solo, pod marynarkę, pod sukienki -bezrękawniki, z kamizelką... Do wyboru, do koloru!

Ja do tej palety barw dokładam jeszcze wesję total, czyli sukienki z golfem. Gładkie, dopasowane, przy których poszaleć można z dodatkami.

Dziś wersja w czerwieni, z równie ukochaną czernią i wężowe kozaki na przełamanie. 

W szafie mieszkają dwie szare, w planach kremowa i czarna. To ciuch tak uniwersalny, że warto go mieć w kilku kolorach. Co też uczynię, jak tylko znajdę te idealne, choć odrobinę różniące się od posiadanych :)






Zdjęcia by M.


Sukienka/dress - Sugarfree

Kurtka/jacket - Steve Madden

Kozaki/boots - Zara

Kopertówka/clutch - no name

Pierścionek/ring - Pandora

niedziela, 3 stycznia 2021

Moje podsumowanie 2020 roku czyli burza piaskowa, sqash i Bajka

 

Foto: White Box Studio Paweł Bastrzyk


Chyba nie ma osoby, która wraz z początkiem nowego roku nie podsumowywałaby starego. Niekoniecznie oficjalnie, słowem pisanym, wszem i wobec jak ja, ale chyba każdy ma jakieś przemyślenia na ten temat, dla jednych był to bowiem rok koszmarny, dla innych taki jak każdy, jeszcze inni oceniają go całkiem dobrze. Nawet pomimo tego, że świat stanął całkiem na głowie a słowa "koronowirus" i "covid-19" wywołują we wszystkich tylko tęsknotę, by to się wreszcie skończyło.

Nie należę do wyjątków, też mam szczerze dość strachu o zdrowie swoje i najbliższych, wkurzenia, że nie da się nigdzie polecieć, a najprostsze sprawy stają się naprawdę skomplikowane.

Pomimo to, oceniam ten miniony rok 2020 całkiem dobrze.


Zacznijmy od podróży, bo to chyba jedna z moim największych pasji. 

Z planowanego wiosną wylotu do Egiptu wyszło jedno wielkie nic, bo krajowy i światowy lockdown skutecznie wyleczył z wyjazdów wszystkich zapaleńców podróżowania. Pozostało czekać, by lato okazało się łaskawsze. Osobiście się zacięłam, że jeśli tylko się da, to na letni urlop polecę gdzieś nad ukochane ciepłe morza i basta! Nawet sama, bo moja przyjaciółka utknęła w Irlandii Północnej. 

Kto mnie zna, wie, że ja uparta jestem :) Poleciałam sama, spędziłam cudowny tydzień w hotelu Calypso Beach na Rodos (szczerze Wam ten hotel polecam, super standard!) i żałowałam, że tak krótko, zawsze urlopowałam 10-14 dni. 

Mało tego, przezwyciężyłam mój strach przed lataniem! 

Takie wychodzenie ze strefy komfortu to bardzo cenne i rozwijające doświadczenie, polecam!


Jeszcze w 2019 roku odkryłam nową sportową zajawkę, mianowicie sqash. Całą wiosnę sumiennie dwa razy w tygodniu grałam, szczerze polecam! Po godzinie na korcie człowiek schodzi mokry, metabolizm przyspiesza jak diabli, pracują wszystkie mięśnie. Świetnie się chudnie i kształtuje sylwetkę. Jeden jedyny minus, że trzeba mieć partnera do gry, samemu trochę ciężko :)


A jeśli już przy chudnięciu jesteśmy, to nareszcie... Jakoś dwa, trzy lata temu nałapałam kilka kilogramów za dużo z powodów różnych i przeważnie nieprzyjemnych. Nie czułam się specjalnie źle, ale fakt nie mieszczenia się w większość ubrań mocno frustrował, a jedynym plusem był biust w rozmiarze D :) Niby przy wzroście 160 cm 8 kg na plusie to nie tragedia, ale wolę się jednak w moim przez całe życie nominalnym XS niż M.

Chudnąć zaczęłam po woli właśnie na sqashu, wyeliminowałam również to, co mnie dobijało, czyli pieczywo i jedzenie późnym wieczorem. Plus doszło trochę stresu, a to zawsze wiąże mi żołądek na supeł i żyję na kawie.

Wiosną waga wróciła do normy, znów mieszczę się w ukochane jeansy sprzed lat, co dość mocno poprawia mi humor, pomimo, że na sqashu nie byłam dobre pół roku, nie ma gdzie, nie ma z kim.


Jeśli poruszamy kwestie wizualne, to napiszę to raz na zawsze - tak, to jest mój naturalny kolor oczu :) Nie pytajcie więcej :)

Co zaś się włosów tyczy... Jestem w tej materii totalnym szaleńcem! Potrafię wymyślić sobie jednego dnia, że muszę je obciąć, albo zmienić odcień i koniec, muszę! W 2019 zaczęłam eksperymenty z blondem, by jesienią po prostu iść do fryzjera, obciąć i zafarbować w domu na czekoladowy brąz, zbliżony do mego koloru naturalnego.

Większą część 2020 nosiłam ów ciemny brąz, włosy sobie rosły, ale...

Najpierw z długich obcięłam na long boba...

Potem, przy ściąganiu owej ciemnej farby z włosów zrobiłam się trochę ruda...

A obecnie, dosłownie dwa dni przed końcem roku stałam się burzą piaskową :) Koniakowy blond albo piaski Sahary, jak kto woli. I to nie koniec :) Ale reszta w 2021 roku.


Filmowo, ja, zakochana w Bieszczadach, sięgnęłam wreszcie po serial "Wataha". Przepadłam maksymalnie i na amen! To perełka wśród polskich seriali, świetne aktorstwo, super zdjęcia Tomasza Augustynka, genialna muzyka Łukasza Targosza! Pan Leszek Lichota mistrz świata, Pani Ola Popławska palce lizać, plus tego masa świetnych polskich aktorów w rolach epizodycznych.

Na fali tegoż właśnie odkryłam bieszczadzki zespół Tołhaje, który nagrywał między innymi utwory do "Watahy". Ich płyty nie związane z serialem są równie wyborne, jeśli ktoś lubi klimaty folk i ogólnie dobre brzmienie, warto się zainteresować.


Książkowo, utknęłam na długo w pewnym pisarzu, którego przedstawiać chyba nie trzeba... Dwa słowa: Harlan Coben

Kiedyś czytywałam namiętnie, zwłaszcza serię z Myronem Bolitarem. Teraz zaczęłam gromadzić własną biblioteczkę, począwszy od pozycji, których do tej pory nie znałam. Trzeba gościowi przyznać, pisać potrafi i wciąga w swój świat!


Kto mnie zna, wie, że ja zapalony grzybiarz jestem. Z racji tego, że wychowałam się na wsi, ogólnie kocham łąki i lasy, nic mnie tak nie relaksuje jak spacer w takich okolicznościach przyrody. 

Ale i od dziecka uwielbiam zbierać grzyby, zresztą to już rodzinna tradycja, chodzimy razem od lat. Mogę spędzić w lesie pół dnia, na grzybach znam się całkiem dobrze, resztę weryfikuje rodzina, a jak pewni nie jesteśmy to grzyba nie zbieramy, a te w koszach też przeglądamy jeszcze w domu przy obieraniu.

Ten rok był bardzo dobry, co widać powyżej:)


W tym roku kupiłam nowy telefon i jestem bardzo zadowolona z Samsung S10 Lite. Ma świetny aparat i dość duży wyświetlacz, więc można spokojnie obejrzeć film na Netflix czy poczytać jakieś artykuły on-line. Nie gubi zasięgu, bateria trzyma przyzwoicie, szczerze polecam!


I na koniec, coś co jest bardzo bliskie memu sercu, mianowicie zwierzęta... 

Wiecie, że mam suczkę Karę, która jest mieszańcem owczarka niemieckiego i labradora, taki mix nazywa się fachowo sheprador. Mam też kocura Imbira, który jest mieszanką wszystkiego i fachowo nazywa się dachowcem :) Moje oba futrzaki są adoptowane, bo wychodzę z założenia, że nie ważna rasa, każde zwierzę kocha tak samo mocno, a problem bezdomniaków niestety ciągle istnieje. Lepiej adoptować niż kupować!

Jakiś czas temu znalazłam na Facebooku nasze lokalne stowarzyszenie, a właściwie grupę prywatnych osób, które leczą, dokarmiają bezdomne koty i szukają im domów. Ile mogę to pomagam dziewczynom kupując karmę albo dorzucając się do zbiórek na spłatę faktur od weterynarzy (w sumie, może się dorzucicie Kochani? linki do zbiórek w postach Strefy Kota, link poniżej :). Coraz bardziej też po głowie zaczęła mi chodzić myśl, by zapewnić Imbirowi kompankę lub kompana, jako, że jest kotem niewychodzącym.

Kociej biedy do adopcji jest co niemiara, ciężko podjąć decyzję, zwłaszcza jeśli ktoś ma miękkie serce jak ja i najchętniej wziąłby wszystkie! Zadecydował los, a ja mocno wierzę w takie sprawy. 

Przeczytałam na facebookowej stronie wspomnianej wcześniej Strefa Kota - AdopcjeCzęstośląskie o małej kotce, którą ktoś przygarnął, jak się okazało na chwilę. Dziecko przyniosło kotka z działek, matka zaakceptowała, ale wracający zza granicy ojciec na zwierzę w domu nie wyraził zgody. W rezultacie półroczne jeszcze kocie dziecko, świeżo po sterylizacji, w grudniu, miało trafić z powrotem na puste zimą ogródki działkowe koło Galerii Jurajskiej... Jak (bardzo) mściwa nie jestem i dobre serduszko mam, tak w myślach serdecznie pożyczyłam panu długotrwałej impotencji i pojechałam po malucha.

Tak oto zakończyłam rok trzecim futerkiem w domu, panną Bajką, piękną tricolorką, wielkim przytulasem i jeszcze większym łobuzem. Ustawiła już Karę, ustawiła Imbira, który mam wrażenie, chyba się zakochał bo chodzi wokół niej i grucha jak gołąbek :) Jest wesoło!

I tak to był moi mili rok!

Oby kolejny był sto razy lepszy, czego sobie i Wam życzę!

niedziela, 27 grudnia 2020

Like a lord


W poprzednim życiu musiałam być angielskim lordem. 

Takim żyjącym w starym zamku wśród szkockich wrzosowisk, chadzającym z psami na długie spacery, spędzającym długie godziny w domowej bibliotece, a wszystko to popijając wyborną herbatę i w nienagannym stylu, z wywiązanym fularem, w eleganckiej marynarce, cytując moją ulubioną pisarkę Joannę Chmielewską szał ciał i uprzęży :)

Bo czym innym wytłumaczyć moje wielkie zamiłowanie do wszelkiej maści wiązadeł pod szyją, bluzek z szaliczkami, apaszek, na dodatek lubię jeszcze w to wszystko władować broszkę, a co!

Miłość do psów, zamków i bibliotek jest oczywista, zaś herbatę mogę pić litrami.

Jedyne, co bym mnie chyba raziło w takim lordowskim życiu to polowania - nigdy w życiu - prędzej władowałabym śrut w tyłek jakiegoś polującego jegomościa niż w bezbronne zwierzę!

No i z fajką też raczej na bakier, nigdy nie paliłam nawet papierosów, byłby chyba problem...

Ale poza tym, Sir Paul (nie mylić z McCarntney :) byłby ze mnie jak ta lala!

No sami powiedzcie!






Zdjęcia by M.


Bluzka/blouse - Benetton

Marynarka/jacket - Massimo Dutti

Spódniczka/skirt - Forever 21

Botki/boots - Bershka

Torebka/bag - Michel Kors

Kapelusz/hat - H&M

Broszka/brooch - no name

niedziela, 20 grudnia 2020

Życiowe wybory



Trochę przewrotny tytuł, przyznaję.

Jeśli spodziewacie się jakichś mocno osobistych rewelacji typu: lubię wysokich facetów, to się rozczarujecie. Fakt, lubię wysokich facetów - Tom Criuse nigdy nie miałby u mnie szans, ale za to Brad Pitt, ech... :)

Bardziej jednak chcę się skupić na tej dziedzinie życia, związanej ze stylem i modą.

Bo i tutaj, jak w każdym aspekcie, mam swoje mocno subiektywne preferencje.

Uwielbiam naturalne włókna w szczególności kaszmir i jedwab. Wełną i bawełną też nie pogardzę i staram się, by moja garderoba złożona była w większości z ubrań z takich właśnie materiałów. Jakość stawiam zawsze ponad ilością, ale jedwabnej bielizny, apaszek czy kaszmirowych sweterków nigdy dość.

Lubię klasykę dobrej jakości, markowe ciuchy o klasycznym fasonie to podstawa mojej szafy. Nie wyobrażam sobie życia bez białej koszuli, czarnej marynarki, gładkiego golfa czy karmelowego płaszcza. Klasyczne szpilki zawsze i wszędzie. Biżuteryjnie perły, złoto i srebro.

Miłością wielką darzę również... potargane jeansy i mam ich w szafie kilka par. To trend sprzed kilku lat, który zostanie ze mną chyba na zawsze. Kocham i basta!

Dziś jestem więc miksem tych moich modowych wyborów życiowych, tak lubię najbardziej!







zdjęcia by M.


Golf/turtleneck - Stradivarius

Jeansy/jeans - Zara

Płaszcz/coat - H&M

Torebka/bag - Ochnik

Adidasy/sneakers - Puma

niedziela, 13 grudnia 2020

Brightly




U mnie nadal jasno.

Kiedyś bardzo przeze mnie nie tolerowany beż, teraz staje się podstawą zimowej garderoby. 

Dziś połączenie z błękitem i mały miks wzorów, krata na szaliku i wąż na kozakach.

Czemu nie?
















Zdjęcia by Mar


Golf/turtleneck - Stradivarius
Spódnica/skirt - Sinsay
Płaszcz/coat - Reserved
Kozaki/boots - Zara
Torebka/bag- Ochnik
Szalik/scarf - Jean Paul

niedziela, 6 grudnia 2020

Gossip girl



Dopasowany golf to jedno z moich ulubionych jesienno-zimowych ubrań. 

 Jestem drobna, więc w dużych swetrach tonę i pomimo wielkiej miłości do takowych nie noszę ich non stop. 

Zaś golf to ciuch uniwersalny, można nosić go solo, pasuje pod marynarkę, a taki w neutralnym kolorze (czerń, biel) to uzupełnienie właściwie każdego dołu, od jeansów po elegancką spódnicę.

Dziś zestawienie, które mnie osobiście skojarzyło się z Blair Waldorf z serialu "Plotkara". 

Połączenie tweedowej spódniczki, golfa i marynarki, podkręcone plecioną opaską we włosach. Plus botki na obcasie, mała elegancka torebka i czerwona szminka. Voila!









Zdjęcia by P.

golf/turtleneck - Stradivarius
Marynarka/jacket - Massimo Dutti
Spódnica/skirt - Zara
Botki/boots - Bershka
Torebka/bag - Michael Kors
Opaska/hairband - Sinsay