Nie umiem pływać...
Albo też umiem wybiórczo, zależy jak na to patrzeć. Kiedy woda sięga mi do szyi, mknę jak strzała żabką. Kiedy obok jest materac, którego mogę się w razie czego chwycić, sunę jak rekin w Szczękach" :) Ale nie daj Boże, żebym zamoczyła głowę, albo zorientowała się, ze nogami nie sięgnę dna, zaś złapać nie ma czego... Prezentuję wtedy panikę i topienie się w czystej postaci.
Z tego też powodu wszelkie jachty i łódki nie są moją ulubioną rozrywką.
Żeglowałam w dorosłym życiu bodajże dwukrotnie, z czego raz zaliczyliśmy "grzyba" i tylko kapok na grzbiecie uratował mnie przed pójściem na dno jak przysłowiowy kamień w wodę. Na zalewie zerwał się szkwał, bujnęło nas lewo, w prawo i świat odwrócił się do góry nogami, średnia przyjemność... Nie znam więc zachodów słońca na Mazurach, a te na Bałtyku czy Morzu Śródziemnym oglądam tylko z plaży.
Żałuję trochę, bo wiatr we włosach to fajna sprawa, ale jednak wolę stały ląd pod stopami.
Tekst powyższy nijak ma się do stylizacji poza faktem, że mam na szyi apaszkę w marynistyczne motywy, niemniej takie właśnie przemyślenia przyszły mi do głowy, kiedy spojrzałam na te zdjęcia.
Rozumiecie, prawda? :)
Zdjęci by Ewa - Viosna
Płaszcz/coat - Zara
Torebka/bag - Zara
SPodnie/trousers - Stradivarius
Szpilki/heels - Zara
Apaszka/silk scarf - no name
okulary/sunglasses - Glamglasses