środa, 12 października 2016

Książkowy przegląd miesiąca

foto: empik.com


Wrzesień.
Najpierw przedurlopowe załatwianie miliona spraw, by na wyjazd zostawić wszystko zapięte "na ostatni guzik".
Potem błogie 7 dni na Zakynthos (między innymi na basenie, z lekturką w ręku).
Wreszcie drugi tydzień, nadal wolny, ale służący nadrabianiu zaległości rodzinnych i towarzyskich już w Częstochowie.
W rezultacie jedyną książką, przeczytaną w ubiegłym miesiącu była właśnie Katarzyna Bonda "Pochłaniacz".

Nie wiem, czy to kwestia greckiego rozleniwienia i boskiej słonecznej aury, ale chwilami ciężko było mi się w tą opowieść wciągnąć. Po zastanowieniu natomiast, myślę, że w tym urlopowym klimacie ciężko byłoby mi się wciągnąć w każde słowo pisane, nawet mojego mistrza, ukochanego King'a.
Po prostu nastawiłam się na opalanie, kąpiele, zwiedzanie i błogie "nicnierobienie". Dlatego ta recenzja może być dla Pani Kasi krzywdząca i piszę to w pełni świadomie! Myślę, że gdy przeczytam 2, 3 część cyklu, będę bardziej obiektywna.
Sama historia opisana jest bardzo dobrze, a główna bohaterka, Sasza Załuska jest niezwykle sympatyczną postacią - nieprzesłodzona, nie-cukierkowa, kobieta po przejściach, z krwi i kości. Matka i specjalistka, której jednak zdarza się popełniać błędy. Świadoma swoich słabości. Pewna swoich mocnych stron.
Poznajemy ją w momencie, gdy wraca z Anglii do Polski, by zająć się prywatnym zleceniem od "Bulego", dawnego policjanta, obecnie biznesmena i właściciela klubu w Sopocie, który podejrzewa, że wspólnik chce go zabić. Tymczasem ktoś likwiduje właśnie owego wspólnika, a prawdziwy "Buli" wygląda zupełnie inaczej niż osobnik, od którego zlecenie przyjęła Sasza...
Okazuje się, że sprawa ma swoje korzenie dwadzieścia lat wcześniej, gdy w Trójmieście kwitła "mafia bursztynowa" i "samochodowa", zaś wszyscy w historię uwikłani to krewni "Słonia", potężnego mafioza, bądź też przedstawiciele prawa...
I w sumie nie wiem co mi w tej książce przeszkadza, a jednak chwilami czuję maleńki dyskomfort. Może to polskie realia - wolę literaturę zagraniczną, gdy akcja rozgrywa się w pięknej Europie czy USA (z drugiej strony wielbię Chmielewską, a tu dużo Polski) - może kwestia dość mocnego zagmatwania koligacji rodzinnych. Niemniej, oceniam tą książkę wysoko, ale w skali szkolnej, "5+" a nie "6"  -czegoś mi brak.
Nie zmienia to faktu, że na pewno sięgnę po kolejną część. Mam nadziej zmienić zdanie i ocenić ją wyżej. Bez urlopu i innych pięknych i rozpraszających okoliczności :)


13 komentarzy:

  1. niedawno również skończyłam ją czytać:) polecam także:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Córka właśnie czyta "Lampiony" Bondy i troszkę je męczy... ;) Mnie "Bonda" nie porwała, zdecydowanie wolę kryminały skandynawskie i amerykańskie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma dwóch zdań, też wolę, Nesbo nikt i nic nie przebije :)

      Usuń
  3. 5 to w sumie bardzo dobra ocena, zachęciłaś mnie :) Aura na taką książkę jest teraz odpowiednia, no i własnie skończyłam "Domofon" Miłoszewskiego, który pobudził mój apetyt na kryminały/horrory itp. To ja się biorę za "Pochłaniacz" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. dwa razy podchodziłam do tego wpisu w obawie przed spoilerem, na szczęście nie :) ale też bardzo byłam ciekawa, jakie jest Twoje zdanie, bo przede mną ciąg z Bondą. Może któraś kolejna książka będzie tym, czym dla Bator jest Ciemno prawie noc, która przebija jej wszystkie inne. Zapewne również dlatego, że tylko Ciemno jest horrorem. Ciekawa jestem, jak ocenisz Bondę po kolejnej pozycji. Pozdrawiam, Lidka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lidko, bardzo dziękuję za komentarz! Przede wszystkim, nie znam Pani Bator :) Czas to nadrobić! a horrory uwielbiam.

      Usuń
  5. A ja nie lubię takich ksiażek... Film może i by mnie wciągnął, ale książka raczej nie

    OdpowiedzUsuń
  6. ja jeszcze Bondy nic nie czytałam, może czas to zmienić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czas Kasiu, ciekawa jestem Twojej opinii!

      Usuń
  7. Lubię kryminały, chyba poszukam...pozdrawiam serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Cóż, Pochłaniacz nie był zły, ale nie porwał mnie. Zaczął się obiecująco, gorzej skończył. Zirytował mnie też wątek miłosny bohaterki-profilerki, Saszy - naciągnięty do granic mojej wytrzymałości :) Na plus odnotowałabym, że Bonda posługuje się, jak na autorkę powieści kryminalnych, dość dobrym językiem (na przeciwnym biegunie postawiłabym tu swego ziomka, Artura Urbanowicza i jego książkę Gałęziste - też niedawno czytaną - przykład upiornego sposobu oblekania myśli w słowa :). Nie sili się na nic, pisze lekko, unikając językowych "popisów" (oj, to dziś niedobre słowo!). Ponadto, w Pochłaniaczu odpowiadały mi odniesienia wątków kryminalnych do świata biznesu i polityki, a zatem rzeczywistość skrojona wedle autentycznych polskich wzorów :)
    Pozdrawiam, z wyrazami uznania za świetne stylizacje i kreatywne zabawy z produktami przemysłu odzieżowego :)
    Małgosia

    OdpowiedzUsuń