Warstwy... Chyba każdy z Nas ma w sobie ciągle wewnętrzne dziecko. Niektórzy jednak tracą konktakt z tą częścią swojej osobowości, całkowicie zatapiając się w dorosłości i robieniu tego, co wypada i należy.
Są jednak tacy, którzy tą radosną, beztroską cząstkę siebie pielęgnują, cieszą się drobnymi rzeczami i czasem lubią skakać po kałużach albo jeść na obiad lody i ciasteczka :) Co nie znaczy oczywiście, że nie są również poważni i racjonalni, kiedy potrzeba.
Ja należę właśnie to tej drugiej grupy.
Na określenie "warstwy" mam tylko jedno skojarzenie - głos Zbyszka Zamachowskiego mówiący "Widzisz ośle, cebula ma warstwy i ogry mają warstwy..." czyli Shrek oczywiście. Dziecko we mnie uwielbiam tą bajkę i całkowicie poważnie przyznaję, że oglądałam ją już niezliczoną ilość razy, a Osioł jest ukochaną postacią.
Ten zestaw (z dziś) składa się wyłącznie z warstw. W moim mieszkaniu jest bardzo ciepło, u Mamy, gdzie spędziłam popołudnie - chłodniej, a na dworze całkiem zimno. Czekanie na autobus nie należy w listopadzie do najprzyjemniejszych zajęć na świecie. W związku z tym strój " na cebulkę" jest najbardziej optymalny. Zdejmując lub zakładając poszczególne warstwy odzieży nigdzie nie zmarzłam, ani też się nie przegrzałam. U mnie wystarczyła sama sukienka, wychodząc założyłam na nią sweterek i płaszcz, a pod nieocieplane kozaki zakolanówki.
Kozaki/boots - Stradivarius
Sukienka/dress - Preska
Sweter/sweater - Zara
Płaszcz/coat - Foymall









