niedziela, 23 listopada 2014

Sport narodowy...

tumblr

Zmrok zapada za szybko, dni skracają się w tempie ekspresu, a poziom mojego samopoczucia jest wprost proporcjonalny do tego. Czyli co dzień coraz bardziej w dół. Nie, nie myślcie czasem, że jestem jakimś straszliwym ponurakiem i chodzę z nosem na kwintę. Kto mnie zna ten wie, że śmieję się dużo i często, niezależnie od pory roku. Ale jesieni nie lubię i nic na to nie poradzę. Nie przekonują mnie ani piękne zdjęcia z żółto-czerwonych od liści parków, ani perspektywa miłych wieczorów pod kocem, z książką i herbatką. Bo czar pryska, kiedy muszę wyjść na zewnątrz, otulona w milion warstw, włosy od razu elektryzują się jak szalone, grzywka spod czapki wygląda koszmarnie, na podorędziu króluje parasolka. Jestem ciągle śpiąca, nawet kawa nie pomaga. Ożywiam się w towarzystwie innych ludzi, ale gdy wracam do domu robię się znów melancholijna. Po prostu brakuje mi słońca i kopa, które daje!
Banalnie, wiem, możecie takie teksty przeczytać na większości blogów. Ale to życie, nic innego. Jako zwierzę ciepłolubne, powinnam się chyba przenieść do słonecznej Toskanii na przykład... Łagodny klimat, ukochane Włochy, dużo oliwek, winogron i fig które uwielbiam... Pomarzyć zawsze można, niestety ludzka natura jest taka, że pewnie po jakimś czasie zaczęłoby mnie wkurzać, że ciągle jest gorąco, słońce świeci jak oszalałe, ja chcę śniegu!
Jak mówią, wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.
Nie wiem dlaczego, ale pewne narodowości, w tym nasza, przejawiają taki właśnie dziwne podejście do wszystkiego. Może wynika ono z warunków życiowych, może z wychowania, ale jesteśmy wiecznie niezadowoleni. Nie znam tak naprawdę nikogo, kto nie startowałby choć od czasu do czasu w dyscyplinie narodowej, potocznie zwanej narzekaniem. Wystarczy zresztą przeczytać pierwszą połowę tego postu, sama zaprezentowałam model idealny. Najgorsze jest to, że ciągnie się to z pokolenia na pokolenie, niezadowoleni rodzice wychowują niezadowolone dzieci (pedagog ze mnie wylazł :) i koło się zamyka. Jakoś nam ciężko wykrzesać z siebie optymizm, chyba tylko wiosną i latem właśnie widać na ulicach uśmiechniętych ludzi.
Z drugiej jednak strony, skoro każdy sam kształtuje swoją rzeczywistość, zamiast narzekać, może warto coś zmienić. Podejście "i tak się nie uda" gwarantuje 100% porażki, jeśli spróbujemy, szanse na to spadają do połowy. Druga połowa to prawdopodobieństwo sukcesu!
Kiedyś wydawało mi się, że nigdy nie nauczę się jeździć na nartach. Nawet nie chciałam spróbować, z góry zakładając, że nic z tego nie będzie. Gdyby nie upór ówczesnego partnera i to, że po prostu kupił mi sprzęt i zawiózł na stok, pewnie do dziś pozbawiona byłabym jednej z przyjemności, które uwielbiam. Bo pokochałam narty i nie wyobrażam sobie zimy bez choćby jednego wypadu. Ale jako typ bardziej książkowy niż sportowy, założyłam z góry, że się nie uda. A wystarczyło po prostu działać!
Nasz pesymizm życiowy wynika pewnie również z zasady - "lepiej się głośno nie cieszyć, żeby nie zapeszyć". U mnie działa bez pudła. Życie uczy, że im bardziej jesteś z danej sytuacji zadowolony, tym większe prawdopodobieństwo, że coś się schrzani, Tudzież "uczynni", których kłuje w oczy Twój sukces, pomogą schrzanić... Trochę to błędne koło, bo w końcu fajnie jest świętować jakieś swoje życiowe zwycięstwa z innymi, a nie dzielić się tylko porażkami.
Nierealne ambicje również stanowią kulę u nogi, która mentalnie ściąga w dół i frustruje. Wiadomo, trzeba marzyć, wyznaczać sobie cele i do nich dążyć, ale też i pracując na etacie nigdy nie kupię sobie zamku nad Loarą, ani będąc już dorosłą kobietą a nie nastolatką mając i 160 cm wzrostu, nie zostanę supermodelką. Mierzę siły na zamiary. I nauczyłam się jednej ważnej rzeczy, o której wiele osób dzisiaj zapomina - cieszę się drobiazgami. Tym, że świeci słońce, że kiedy to czytacie jestem na Wrocław Fashion Meeting z gronem fantastycznych ludzi, że udało mi się dorwać książkę, której długo nie mogłam nigdzie dostać. Życie składa się z wielkich rzeczy, które przychodzą z hukiem i odmieniają wszystko, ale jednak w większości to owe codzienne drobiazgi kształtują każdy dzień. Jeśli ich nie zauważasz, czekając aż przyjdzie akt własności tego zamku, który zasponsorował chyba tajemniczy milioner, bo sam go przecież nie kupisz, to spędzisz życie goniąc za mrzonką, coraz bardziej niezadowolony.
A przecież wystarczy zmienić punkt widzenia... Bo do cholery po co Ci zamek nad Loarą :)


tumblr

12 komentarzy:

  1. Rozmawiałam kiedyś z sąsiadką, skądinąd całkiem porządną osobą, a dialog wyglądał tak:
    Sąsiadka: No, co tam u was słychać?
    Ja: Dziękuję, dobrze.
    Sąsiadka: No tak, każdemu dzisiaj ciężko.
    Mam wrażenie, że Polacy nie przyjmują nawet innej opcji poza czarnowidztwem. I jeszcze to chłonięcie tylko pesymistycznych informacji, w chwili kiedy człowiek chciałby podzielić się swym szczęściem. Może to jakaś podświadoma zawiść? Sama się, niestety, na tym łapię. Czyjaś radość nie zawsze jest moją radością.
    Twój wpis jak zwykle mądry, do zastanowienia, zatrzymania się. Czy jesteśmy jakimś wyjątkowo paskudnym społeczeństwem? Quo vadis, Polaku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, chyba tak, ja mawiał marszałek Piłsudski, naród wspaniały tylko ludzie k..... :)

      Usuń
  2. Ja jestem totalną optymistką!! u mnie nie ma że coś się nie uda, albo czegoś nie zrobię...inni mogą/potrafią a ja nie ;)??...takie jest moje podejście do życia...maruderów, narzekaczy i innych podobnych..omijam szerokim łukiem ;).
    Tez mogłabym ponarzekać, że jestem sama z dzieckiem i mi cięzko itp, ale po co?? czy ktoś wyjmie portfel i mi da??...nieeee. Więc jeśli prowadzę z kimś dialog to po prostu chcę aby to była miła gadka ot nic więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asieńko, musimy się kiedyś spotkać na żywo :)

      Usuń
  3. widziałam Ciebie wczoraj na Wrocław Fashion Meeting :))ja byłam ze swoim synkiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o jak miło, że mnie rozpoznałaś :)

      Usuń
  4. Dokładnie, trzeba cieszyc sie chwila, trzeba cieszyc sie malymi rzeczami, ja tak mam , jest mi z tym dobrze, jestem szczesliwa i nigdy nie narzekam :) No prawie nigdy :) hahahaha :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się staram, nie zawsze mi wychodzi nienarzekanie :)

      Usuń
  5. Super blog!! Zapraszam do mnie. Dopiero zaczynam :-)

    http://i-want-to-be-like.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana to świetny wpis- uwielbiam jak piszesz...jak zawsze spory problem to przemyślenia, na który dosyć ciężko jest nam dziś odpowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń