środa, 15 sierpnia 2012

I love dots, I love stripes...


To jest właśnie ten zestaw, który chciałam ubrać na nasze sobotnie spotkanie bloggerek, o którym pisałam TUTAJ. Udało mi się dziś, gdyż pomimo pochmurnego nieba było całkiem ciepło. Uciekłam z zatłoczonej pielgrzymami Częstochowy (dziś apogeum!) do Mamy na wieś.
Nie będę dziś dużo pisać, bo jestem potwornie zmęczona, co zresztą widać na zdjęciach. Ostatnie dwa tygodnie siedzę w biurze po 10 godzin i ledwo żyję... Moim obecnym i jedynym pragnieniem jest choć tydzień urlopu...Marzenie ściętej głowy...
Ponieważ kilka osóbek marudziło :), że się nie uśmiecham na zdjęciach, wrzucam taką uśmiechniętą fotkę, specjalnie dla Was dziewczyny i chłopaku :)

 Sandałki/sandals - Las Palmas
Spodnie/trousers - Amisu by New Yorker
Pasek/belt - Mondi by Escada
Koszula/shirt - Next
Torebka/bag - Atmosphere
Kolczyki/earrings - OASAP
Bransoletki/bracelets - H&M
Obrączka/ring - H&M

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Subiektywnie ulubione: Stephen King

Zaniedbałam tą serię, przyznaję się bez bicia. Obiecałam, że "Subiektywnie ulubione" będzie się ukazywała co miesiąc i tak mi jakoś troszkę zeszło :) Mam jednak tak obszerną listę "the best of" pisarek i pisarzy, że z powodzeniem starczy na posty na kolejne kilka lat... Zaczynam od najbardziej ukochanych, ale tak naprawdę ciężko mi stopniować, bo każdy z autorów jest doskonały w tym co robi i sięgam po jego książki z wielką przyjemnością.
Dziś postanowiłam napisać o mistrzu horroru, niekestionowanym królu budowania napięcia i wciągania czytelnika w przerażający świat, z którego nie można, i nie chce się wydostać. Pożeram więc kartkę za kartkę, książkę za książką i ciągle mnie zadziwia, z jaką lekkością autor tworzy kolejne historie, postacie, koszmary... A potem długie noce, kiedy śpię przy zapalonej lampce nocnej, bo zasłona przy oknie tak podejrzanie się układa, jakby ktoś tam stał... Albo jeszcze gorzej, COŚ....
Tak. Tylko jedna osoba budzi we mnie takie emocje i zasługuje na taki wstęp - Stephen King!
NIe pamiętam kiedy i po którą jego książkę sięgnęłąm jako pierwszą. Być może była to "Carrie", "Lśnienie" lub "Martwa strefa", na pewno jednak miałam wtedy -naście lat i zakochałam się w jego powieściach na amen. Prawie koczowałam w okolicznych bibliotekach, polując na kolejne dzieła, zaś weekendy i wakacje oznaczały jedno - można czytać do woli, zarywać noce i pochłaniać jedną książkę za drugą...
Nie będę tutaj przytaczać całej bogatej bibliografii, autora, bo lista jest naprawdę długa, możecie ją zobaczyć na polskiej stronie poświęconej pisarzowi -  www.stephenking.pl Mnie najbardziej zachwycam w nim cudowna zdolność, z jaką przechodzi od klasyki horroru - wampirów w "Miasteczku Salem", poprzez mroczne ścieżki ludzkiego umysłu (kultowa "Misery" ) aż do fantastyki typu "Pod kopułą", którą czytałam niedawno. Jest to zresztą jego najdłuższa powieść wydana w całości, i chyba najgrubsza, jaką "przerobiłam".
W większości książek autorstwa Stephena Kinga akcja dzieje się w stanie Maine (USA), gdzie pisarz mieszka z rodziną i gdzie jest aktywnym członkiem lokalnej społeczności.
Nie ma jego książki, która by mi się nie spodobała, choć nie przeczytałam wszystkich, ale jednak zdecydowaną większość.
Gorzej z ekranizacjami, nie ukrywam, że lubię oglądać i porównywać i nie dotyczy to tylko SK. O filmach typu "Lśnienie" Kubrick'a nie ma co dyskutować, młody Jack Nicholson stworzył idealny portret szaleńca, opętanego przez... hotel! Również wspomniania wcześniej "Misery" to dzieło genialne, Kathy Bates po prostu jest fanatyczną czytelniczką, która w imię miłości do książki i postaci potrafi połamać pisarzowi kostki... I w tym przypadku nie zupa była za słona, a zakończenie niedobre...Nie mam również zastrzeżeń, a wręcz przeciwnie - uwielbiam i oglądałam po milion razy "Zieloną milę" i "Skazania na Shawshank" - tak, to też na podstawie jego twórczości, pomimo, że nie tak straszne jak "Smętarz dla zwierzaków" na przykład...Albo ten straszny klown w "Coś"...
Zekranizowany oryginalny scenariusz (napisany specjalnie, nie ma takiej powieści!) "Sztorm Stulecia" jest  niezły, podobnie "Czerwona Róża", to naprawdę przerażająca klasyka horroru. "Mgła" i "Łowca snów" zaś totalnie mnie rozczarowały, czytałam "Mgłę", jest to opowiadanie, i jest o niebo lepsze od niedawnej w sumie, bo z 2007 r, i to hollywoodzkiej, filmowej wersji. Wypasione bajery, gigantyczne robale, a jakieś to takie niespójne, kupy się nie trzyma i zakończenie zmienione, a tego nie cierpię nabardziej!
Reszta jest zbyt stara, nawet z lat 80-tych, jak choćby "Miasteczko Salem" czy "Christine", więc ciężko oceniać (pomijam wspomnianie "Lśnienie", które jest moim równieśnikiem :). Inne efekty specjalne, inne stroje, które dziś czasem śmieszą :)
Nie ma to małe "przeterminowanie "jednak odniesienie w kwestii słowa pisanego, bo książki Kinga są ponadczasowe, lepiej je więc przeczytać niż obejrzeć ekranizację jego starszych dzieł.
A jeśli wpadnie wam w ręce powieść autorstwa Richarda Bachmana, też bieżcie w ciemno, bo... to nadal King :) Pisał kiedyś pod takim pseudonimem i taki na przykład (świetny zresztą) "Blaze" wydano z tym własnie nazwiskiem autora.
Ja nastawiam się na całą serię "Mroczna Wieża", tylko najpierw muszę ją zdobyć i mieć trochę wolnego. Jestem jej niezwykle ciekawa, ale na zasadzie, jak bardzo mnie zaskoczy, bo, że nie rozczaruje - to pewne. W końcu to Król :)

sobota, 11 sierpnia 2012

Close enough...


Skopiowałam samą siebie. Ten zestaw bazowy był już TUTAJ. Wróciłam jednak do niego i zmieniłam buty oraz dodatki. Niby podobnie, ale jednak inaczej...
Na dziś wymyśliłam sobie piękne pytonowe sandałki, miętowe rureczki i marynarską koszulę z krótkim rękawem. Idealny strój na słoneczny dzień i 24 stopnie za oknem.... Tyle, że owo słonko było, ale ok. 7 rano, gdy się przebudziłam, a potem gdy wstałam o 10 było już pochmurno i 15 stopni... Po czym lunął deszcz...
A today okazja nie byle jaka, bo kolejne spotkanko częstochowskich bloggerek, które okazało się w efekcie zlotem żelaznej trójcy :) Z siedmiu osób, które się zapowiedziały, zjawił się stały zestaw, czyli Ewa - VIOSNA (po lewej) , Kalina - Mikala (po prawej) oraz ja - za obiektywem :)


Ta piękna kawa z kwiateczkiem na wierzchu to moja czekoladowo-karmelowa poezja z Coffe Heaven. Nie jestem wielbicielką kawy i pijam ją bardzo rzadko, ale te "kofihewenowe" uwielbiam, zwłaszcza  "żółwia". Dziś skusiłam się na nowość z oferty letniej i okazała się bardzo smaczna.
Czas upłynął Nam miło na ploteczkach o blogosferze, zakupach i różnych babskich pierdołach. Po czym wykorzystałyśmy okazję i poszłyśmy na parking zrobić fotki, bo zestawy należało uwiecznić. Mój prezentuję poniżej, zapraszam Was również na blogi dziewczyn, obie wyglądały genialnie, choć dziś każda wystąpiła w innym stylu :)
Blog Kaliny (dzięki za zdjęcia Kochana!) znajdziecie tu - http://mikalafashion.blogspot.com/
Zaś Ewy pod tym adresem - http://viosna000.blogspot.com/


Buty/loafers - Deichmann
Spodnie/trousers - Bershka
Pasek/belt - no name
Koszula/skirt - H&M
Naszyjnik łańcuch/chain necklace - Stradivarius
Zielony naszyjnik/green necklace - no name
Torebka/bag - TopShop
Zegarek/watch - Guess
Bransoletki/bracelets - H&M

środa, 8 sierpnia 2012

Buy less, wear more...


Uwielbiam Goka Van'a.
Pozytywny fashion  - szaleniec, który kocha to, co robi i wkłada w swoja pracę całe serce.
Namiętnie oglądałam programy, które prowadził, choć przyznaję, nie wszystkie jego stylizacje mnie powalały. Cóż, czasem najwyraźniej mamy różne ubraniowe punkty widzenia... Jest jednak jedna zasada Goka, która jest moim modowo - zakupowym motto. Zawsze. Brzmi ona "buy less, wear more" czyli "kupuj mniej, noś więcej". Powtarzam ją sobie w myślach jak mantrę podczas każdego wypadu do Galerii, dzięki czemu nie wracam z torbą niepotrzebnych ciuchów, a tylko z jedną czy dwoma rzeczami . Albo nawet bez rzeczy :) Sprawdza się ona zwłaszcza podczas wyprzedaży, gdy zewsząd atakują nas wielkie czerwone szyldy "SALE 70%" czy "DRUGIE ZA PÓŁ CENY!". Jak tu nie wejść i nie skorzystać!
W tym roku również byłam oszczędna,  kupiłam tylko kilka drobiazgów, typu bluzka za 9,99 pln z New Yorkera, duży koszyk z trawy morskiej H&M za 20 zł, spodnie z TallyWeijl za 29 zł oraz widoczna na foto bluzka z Mohito, również w tej samej cenie.
Zestawiłam ją prosto, z jedną z ulubionych spódnic oraz z klasycznymi czarnymi szpilkami. No i wielki powrót blaszki, czyli kolia z Cubusa znów górą!
A, zapomniałabym, jeszcze udało mi się upolować duży litrowy szampon CeCe Med Of Sweden z algami morskimi, czekał na mnie ostatni na promocji w SuperPharm, cena tylko 19,99 zł! Kupiłam kiedyś inny szampon tej marki, z jedwabiem, i jestem zachwycona! Moje włosy go uwielbiają, mam nadzieję, że ten algowy też spełni pokładane w nim nadzieje.
Koniec moich wynurzeń, zostawiam Was z kilkoma fotkami i idę spać. Ciągle jestem niewyspana...


Szpilki/pumps - Atmosphere
Spódnica/skirt - H&M
Bluzka/blouse - Mohito
Kolia/necklace - Cubus
Kopertówka/clutch - no name 

niedziela, 5 sierpnia 2012

In the window...


Lubię eksperymenty. Nowe, przedziwne smaki, miejsca, które czasem nie są z mojej bajki, ale mnie zachwycają, nie jestem też przywiązana do jednego gatunku muzycznego czy filmowego. Modowo także uwielbiam próbować, testować, sprawdzać. Raz mam ochotę na totalną elegancję, innym znów razem luz, a czasem kobieco i seksownie. Najlepsze pomysły miewam w momencie, kiedy usypiam, gdy umysł się wycisza i podsuwa jakieś nowe rozwiązania.
Tak też powstał dzisiejszy pomysł na zdjęcia, nie obok okna, ale w nim. Już w ostatnim poście pisałam, że ciężko w Czewce zrobić zdjęcia w jakimś fajnym miejscu, więc robię gdzie mogę. Zwłąszcza, że niestety nie mam na podorędziu fotografa, więc molestuję Mamę lub Brata :) Jak to mówią, jak się nie ma co się lubi... Tutaj wykorzystałam okno od ganeczku w starym domku, w którym kiedyś mieszkał mój  Dziadek. Często widzicie to tło, ale przeważnie stoję obok, a nie siedzę w oknie. Dzisiaj jest inaczej.
Kiecka letnio-upalna, fryzura z waroczem od skroni, też przedsenne olśnienie, po co od razu golić bok, jak można zapleść :)

 Szpilki/pumps - Atmosphere
Sukienka/dress - Saints&Mortals
Kolczyk/earring - Katherina
Bransoleta szeroka/ wide bracelet - Cubus
Bransoletka kolce/spikes bracelet - Katherina

piątek, 3 sierpnia 2012

Tak po prostu...


Miało być zupełnie inaczej.
Wymyśliłam sobie do tego stroju tło zdjęcia w deseń eleganckiej elewacji biurowca czy hotelu, ewentualnie jakieś stylowe schody. Coś a la szklana tafla, marmur czy też piaskowiec, plus jakieś fajne rośliny w donicach.
Na wymyśleniu się skończyło...
W tym mieście nie ma czegoś takiego! Fajnie przeszklony biurowiec? Może w Krakowie... Pięknie wykończony hotel? Zapewne w Warszawie...
Pozostają tylko nieśmiertelne Aleje, a konkretnie Trzecia, bo Druga rozkopana na amen a Pierwsza nawet nie ruszona i po prostu brzydka. Po remoncie i wyłożeniu kostką numer trzy prezentuje się całkiem gustownie. Tyle tylko, że jest ona tuż obok Jasnej Góry, więc dziki tłum pielgrzymów i turystów gości tam całe lato, zwłaszcza w weekendy. Nie ma gdzie zaparkować, nie ma gdzie usiąść. A tego nie lubię. Bardzo.
Efekt?
Zostałam u Mamy, jako tło posłużył więc bluszcz.
Tunika Ax Paris zdecydowanie lepiej prezentuje się z paseczkiem, bez niego wyglądam jak pączek, bynajmniej kwiatowy... Urzekły mnie w niej te wielkie motywy, oraz fajnie wykończony dekolt.
Dodatki proste, kolorystyka szarości, bieli i brudnego różu.


Sandały/sandals - Next
Tunika/tunic - AX Paris
Pasek/belt - Stradivarius
Kopertówka/clutch - H&M
Obrączki/rings - H&M

środa, 1 sierpnia 2012

Jak to jest zrobione, czyli kok :)

Obiecałam, więc dodaję szybki post jak uczesać jeszcze szybszego koka :)
Jakość zdjęć nie powala, wybaczcie, niestety mój aparacik bardziej kocha focić outside niż we wnętrzach.

No to zaczynamy, potrzebne będą: gumka, wsuwki, drobny grzebień do tapirowania i KONIECZNIE lakier do włosów! Oraz mama, siostra czy koleżanka do przeprowadzenia tych wszystkich zabiegów fryzjerskich :)

1. Czeszemy kucyk, w zależności jak wysoko chcemy kok, należy na odpowiedniej wysokości ten kucyk "wyprodukować", pamiętajmy, że w jego miejscu wypadnie środek koczka


2. Pasmo po paśmie tapirujemy i spryskujemy lakierem cały nasz koński ogonek


 3. Efekt końcowy powinien przypominać tzw "piorun w szczypiorek"


4. Następnie bierzemy grube pasma, lekko je wygładzając grzebieniem, podwijamy końce w spód i przypinamy wsuwką/wsuwkami


5. Upinamy tak pasmo po paśmie dookoła kucyka, tworząc koczek-bombkę


 6. Na koniec ostatnie poprawki, dodatkowe wsuwki, kilka pryśnięć lakierem i gotowe!