niedziela, 18 października 2026

pomysł na weekend czyli zamek w Gołuchowie


Dawno nic mnie nie zachwyciło tak, jak zamek w Gołuchowie. A zamki i pałace uwielbiam i zwiedzam w kraju i za granicą, gdy tylko nadarzy się okazja, nawet te zrujnowane.

Nie będzie przesadą, jeśli gołuchowski majątek (czyli budynki i olbrzymi park) nazwę perełką ziemi wielkopolskiej. Jest nią w istocie i w pełni zasługuje na swoją nazwę. Ale gdy w grę wchodzi rodzina Czartoryskich, nie może być inaczej. Losy zamku wiążą się bowiem ściśle z córką księcia Adama Jerzego, Izabellą.



Ale zacznijmy od początku, czyli garść faktów historycznych. 

Zamek w Gołuchowie w pierwotnej formie, czyli na planie prostokąta, z basztami obronnymi i fosą, został wzniesiony w latach 1550 - 1560 dla Rafała Leszczyńskiego, starosty radziejowskiego i wojewody brzesko-kujawskiego. Pozostawał w jego rękach przez kilka dekad, a po jego śmierci w 1692 roku odziedziczył go syn Wacław. To pod jego rządami obronny dwór, jaki wybudował senior Leszczyński, przekształcono w okazałą, wieloskrzydłową rezydencję magnacką z reprezentacyjnym arkadowym dziedzińcem. Leszczyńscy mieszkali tam przez kolejne sto lat, aż do roku 1695, gdy majątek sprzedano rodzinie Suszków. 

Na przestrzeni wieków gołuchowskie dobra kilkukrotnie zmieniały właścicieli, popadając stopniowo w ruinę. W końcu pod koniec XIX wieku Tytus Działyński odkupił to, co zostało z Gołuchowa z przeznaczeniem na siedzibę dla syna Jana Kantego, który wkrótce poślubić miał Izabellę Czartoryską. Niestety młody Działyński został skazany przez władze pruskie za organizację powstania styczniowego i musiał więc uciekać za granicę, dlatego małżeństwo z Izabellą zawarł w Paryżu. Ponieważ majątkowi w Gołuchowie w związku z wyrokiem Jana Kantego groziła konfiskata, Czartoryska formalnie odkupiła go z rąk Działyńskich. I nic lepszego stać się nie mogło!

Izabella z Czartoryskich Działyńska była bowiem wielką patriotką, która kochała sztukę i ratowała polskie pamiątki historyczne po rozbiorach. Z zamku w Gołuchowie uczyniła dzieło swojego życia, podnosząc go z kompletnej ruiny i tworząc w nim jedno z najważniejszych prywatnych muzeów w dziewiętnastowiecznej Europie. W latach 1872 - 1885 budowla przeszła gruntowną przebudowę w stylu zamków nad Loarą, nad którą czuwało dwóch wybitnych francuskich architektów: Maurice Ouradou i Eugene A Viollet-le-Duca. Przyziemie i piwnice zostały zaadaptowane pod przyszłe sale muzealne, do dekoracji wnętrz sprowadzono autentyczne zabytkowe detale architektoniczne z całej Europy. 










Wraz z ogrodnikiem Adamem Kubaszewskim Izabella zaprojektowała również 158 hektarowy park w stylu angielskim, otaczający zamek. Sprowadzono do niego setki rzadkich i egzotycznych roślin, tworząc jedno z najwspanialszych arboretów w kraju.







Gołuchów nabrał blasku, a Izabella zaczęła zwozić tu swoją kolekcję dzieł sztuki, którą do tej pory trzymała w paryskim hotelu Lambert, należącym do jej rodziny. Do wielkopolskiej posiadłości trafiła m. in rzadka kolekcja waz antycznych, biżuteria, malarstwo czy oryginalne ryciny Durera. 

W 1893 roku w celu ochrony zbiorów utworzyła Ordynację Książąt Czartoryskich w Gołuchowie, w statucie której zawarła dwa kluczowe (i rewolucyjne jak na tamte czasy) zapisy. Po pierwsze ogólną i bezpłatną dostępność muzeum dla zwiedzających, po drugie zaś niepodzielność zbiorów (kolekcja nie mogła być rozsprzedana ani podzielona przez spadkobierców), dzięki czemu przetrwały w całości aż do II wojny światowej.

W 1899 roku Izabella zmarła w Paryżu, ale zgodnie z jej wolą, jest pochowana w Gołuchowie, w mauzoleum w dawnej kaplicy na terenie parku.

Niestety, pożoga II wojny światowej rozproszyła piękną kolekcję Izabelli po całym świecie, a wiele eksponatów bezpowrotnie przepadło. Wprawdzie rodzina Czartoryskich latem 1939 roku, przeczuwając zbliżającą się wojnę, ukryła część zbiorów w Warszawie, ale zostały one odnalezione przez Niemców, którzy splądrowali również gołuchowski zamek. Od czasów powojennych trwa próba odzyskania wielu dzieł sztuki, ukrytych w prywatnych kolekcjach lub w hitlerowskich skrytkach, które nigdy potem nie zostały przez grabieżców opróżnione.


















Tyle historii, choć uwierzcie, jest to tylko mały wycinek :) Jak mały? baaardzo. 

Teraz taka mała dygresja, skąd mi się ten Gołuchów w ogóle wziął i dlaczego mały wycinek. 

Mój parter życiowy Adam robił tam długofalowe zlecenie fotodokumentacji, postanowiłam więc, ze w któryś weekend pojadę z nim. Wielkim plusem było to, że jako fotograf i jego pomocnik mieliśmy dostęp do sal zamkniętych do zwiedzania, mogłam więc trochę po zamku pobuszować. No i cudowny Pan Przewodnik (niestety nie znam imienia) który wziął nas na małą wycieczkę - w ciągu 1,5 godziny zdążyliśmy zaliczyć zaledwie dziedziniec i dwie sale :) Pan jest bowiem absolutnym pasjonatem (którego rodzina pracowała od pokoleń w gołuchowskich dobrach) zakochanym w zamku i znającym jego historię od podszewki więc zwiedzanie całości z jego komentarzem zajęłoby pewnie cały dzień, na co ani On ani my niestety nie mieliśmy czasu. Dlatego naprawdę to, co napisałam powyżej o historii Gołuchowa to maleńki skrót.

Zamek i park wokół robią olbrzymie wrażenie. Tak po prostu. 

Pomimo wojennego rozproszenia eksponatów z kolekcji Izabelli, część wróciła na swoje miejsce i można je podziwiać. A historie związane z ich powrotem są różne. Jak opowiadał nam ów cudowny starszy pan przewodnik oprowadzając po salach, np. mała starożytna figurka głowy wojownika wróciła do kolekcji zamku w wyniku... wyrzutów sumienia. Została skradziona przez hitlerowca w czasie wojny, jednak na łożu śmierci polecił on swojemu synowi zwrócić artefakt na miejsce, skąd został zabrany. Syn wolę ojca wypełnił. Z kolei kawałek cennego szklanego naczynia został w ubiegłym roku zidentyfikowany przez amerykańską archeolog Dorothy King jako polska strata wojenna. Powiadomiła ona nasze władze i artefakt ten, należący do prywatnej kolekcji w Nowym Jorku, powrócił do gołuchowskiego zamku, gdzie jego miejsce - mam wielką nadzieję, że z czasem wiele innych, zaginionych dzieł również powróci.




Zamek w Gołuchowie to oddział Muzeum Narodowego w Poznaniu.

Obowiązują tutaj poniższe zasady.

Godziny otwarcia od wtorku do niedzieli (w poniedziałek obiekt nie jest dostępny do zwiedzania) 9-16, przy czym zwiedzanie odbywa się co pół godziny, a ostatnia tura startuje o godz. 15. Przejście z przewodnikiem trzeba umówić wcześniej, telefonicznie lub mailowo. 

Bilet normalny kosztuje 20 zł, ulgowy 13 zł, dzieci do 7 r.ż., wstęp bezpłatny, dzieci i młodzież 8-26 r.ż. bilet wstępu 1 zł. Wtorki wstęp bezpłatny dla wszystkich.

Po wyjściu z zamku spacer po parku obowiązkowo! Teren jest rozległy, są tu również stawy, mostki, pasieka, można znaleźć jadalne kasztany z drzew posadzone jeszcze ręką ogrodników Izabelli! 

Warto dotrzeć również do Pokazowej Zagrody Zwierząt, gdzie spotkać możemy żubry, daniele czy koniki polskie. Wstęp bezpłatny (znajduje się na terenie parku).

Na terenie majątku mieści się także Muzeum Leśnictwa, które obejmuje budynki Powozowni, Owczarni i Oficyny. Bilet wstępu do wszystkich trzech to 25 zł normalny, 18 zł ulgowy lub 40 zł bilet rodzinny.











Z mojej rodzinnej Częstochowy do Gołuchowa jest kawałek drogi, więc polecam opcję wyjazdu weekendowego z noclegiem, bo zamek i park z przyległościami to naprawdę cały dzień atrakcji. Niedaleko zamku (5 minut samochodem) są apartamenty "U Alicji", znajdziecie je na bookingu - czyściutko, pokoje z łazienką i aneksem kuchennym. Zaś na obiad polecam restaurację "Zamkowa", która jak sama nazwa wskazuje ... znajduje się poza zamkiem :), dosłownie kilkadziesiąt metrów za murami posiadłości (na samym terenie przy zamku jest tylko kawiarnia). W Zamkowej skosztujecie klasycznych dań kuchni polskiej, bardzo smacznych, a ceny również przyjazne.


Uff... rozpisałam się, wrzuciłam mnóstwo zdjęć i mam nadzieję, że zachęciłam Was do odwiedzin Gołuchowa. Ja jestem absolutnie zakochana w tym miejscu, takie wrażenie zrobił na mnie w ostatnich latach chyba tylko zamek Neuschwenstein w Niemczech, natomiast w Gołuchowie dodatkowo jest piękny park arboretum, no i absolutnie genialny Pan Przewodnik, być może traficie na Niego podczas zwiedzania, gorąco Wam tego życzę! 

czwartek, 18 czerwca 2026

Północna Macedonia i Jezioro Ochrydzkie czyli tani urlop za granicą.

Ochryda, widok z plaży Potpesh

Ochryda, widok z mariny na stare miasto


Północna Macedonia, Ochryda - kierunek nieoczywisty, który pojawił się podczas przeglądania siatki połączeń Wizzair z Katowic wczesną wiosną. Szybka konsultacja ze znajomymi i szybka decyzja - lecimy.

Poniżej podsunę Wam garść praktycznych wskazówek, miejsc, a nawet smaków z tej podróży, być może ktoś skorzysta. Piszę od razu - naprawdę warto! Macedonia jest piękna i o wiele tańsza niż Polska czy popularne kierunki turystyczne w Europie, dotyczy to noclegów, biletów wstępu, jedzenia. Różnice w cenie sięgają nawet 50%!

Jezioro Ochrydzkie wpisane jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO - to jedno z najstarszych i najgłębszych (289m!) jezior na kontynencie europejskim, nazywane "perłą Bałkanów". Leży na granicy Północnej Macedonii i Albanii, otoczone jest górami, więc i miłośnicy pływania jak i trekkingu znajdą coś dla siebie. 


Waluta - czym płacić w Macedonii?

Oficjalną walutą jest denar macedoński, przelicznik do złotówki to mniej więcej 100 denarów = 7 zł. Ale... w moim rodzinnym mieście, czyli Częstochowie nie kupisz tej waluty w żadnym kantorze :) Za to lepszym rozwiązaniem jest zabranie euro. Zapłacicie nim absolutnie wszędzie - restauracje, bilety wstępu do zabytków, noclegi (w niektórych restauracjach proponowano nam również płatność złotówkami). Przy czym trzeba mieć przy sobie gotówkę jako taką, bo nie wszędzie można płacić kartą, a z bankomatu wypłacicie tylko denary macedońskie.


Jaki internet w Macedonii?

Wyjeżdżając poza Unię Europejską trzeba pamiętać o wyłączeniu transmisji danych, inaczej rachunek za telefon i internet może nas nieco zaskoczyć. Aby jednak mieć internet poza wifi na kwaterze, warto wykupić kartę esim. Ja korzystałam z Holafly, który sprawdził mi się rok temu w Szwajcarii, a teraz również w Macedonii. Za pakiet z nielimitowanym dostępem zapłaciłam 84 zł za 5 dni, przy czym bez problemu mogłam również udostępnić internet na inne urządzenie, robiąc z telefonu router.


Loty do Ochrydy, lotnisko, transfer

Sezonowo, od czerwca do połowy września na malutkie (naprawdę! najmniejsze na jakim byłam:) lotnisko w Ochrydzie lata Wizzair. Start z Wrocławia lub Katowic dwa razy w tygodniu. My lecieliśmy pierwszym dostępnym lotem z katowickich Pyrzowic, cena biletów w obie strony z bagażem podręcznym wyniosły nas niecałe 300 zł na osobę. Jeśli chcecie dokupić bagaż podręczny (walizka 10kg) priority, warto się wstrzymać i sprawdzać jego cenę aż do do dnia przed wylotem (chyba, że w momencie kupowania biletów jest naprawdę korzystna). Nauczyłam się już pakować na kilkudniowe wyjazdy w plecak Cabin Zero 28l., który serdecznie polecam, bo jest prostokątną kostką idealnie pod wymiar bagaży podręcznych Wizzairr. W większości latamy tą linią i warto mieć wymiarowy bagaż, gdyż od dłuższego już czasu na polskich lotniskach jest to skrupulatnie sprawdzane przez personel przy boardingu. Jednak czasem lubię zabrać trochę więcej ubrań :) i wtedy ta walizka "dziesiątka" jest jak znalazł - teraz dzień przed wylotem udało się ją dokupić za 160 zł w sumie w obie strony.

Lotnisko w Ochrydzie jak wspominałam jest maleńkie (całe trzy gates!) i znajduje się na granicy miasta, ok. 10 km od starego miasta. Nie jeżdżą z niego autobusy, ale jeśli nie wynajmujemy samochodu, za ok. 15-20 euro dojedziemy do centrum taksówką. Wiele miejsc noclegowych oferuje również własny transfer lotniskowy, nasz gospodarz odebrał nas z lotniska i potem dostarczył na lot powrotny.


Noclegi w Ochrydzie

Szukając noclegu, zawsze korzystam z Bookingu, jest tu mnóstwo kwater, bliżej i dalej od jeziora, bardziej budżetowych i tych "na wypasie". Przy czym ceny są naprawdę bardzo przyjazne, zwłaszcza przed i po sezonie, który trwa tu od 1 lipca do końca sierpnia.

My spaliśmy w pięknej willi z widokiem na jezioro, na starym mieście, wpisując na Booking Villa Bobby Old Town na pewno znajdziecie, szczerze polecam! Przemili gospodarze, doskonale mówiący po angielsku.

Samo stare miasto w Ochrydzie jest doskonałym miejscem noclegowym, bowiem poza widokami jest tuż obok mariny i głównego deptaku, a jednocześnie jako część historyczna jest za murem, nie ma tu ruchu ulicznego i jest cicho. Wypożyczając samochód trzeba to wziąć pod uwagę - przed murem granicznym jest parking i albo zostawiamy auto, albo wjeżdżamy w kręte i wąziutkie uliczki (wjazd na stare miasto jest możliwy tylko dla mieszkańców i wynajmujących tu kwatery turystów), ale trzeba się liczyć z brakiem miejsca parkingowego lub uszkodzeniem auta.

Nocleg na starym mieście odradzam natomiast, jeśli masz problem z chodzeniem, czy masz dziecko wożone w wózku - dzielnica jest położona kaskadowo, do mariny i deptaku nad jeziorem czy plaży przemieszczasz się głównie schodami. Wtedy warto poszukać kwatery bliżej mariny czy w pozostałej części miasta.


Ochryda, widok z apartamentu de luxe Villa Bobby Old Town

Ochryda, mury starego miasta


Gdzie smacznie zjeść w Ochrydzie?

Jak niemal wszędzie, stołując się "na mieście" w Ochrydzie mamy wybór pomiędzy restauracjami jak z instagrama, i tymi bardziej dla lokalsów, bez wystroju prosto od architekta wnętrz. 

Pierwszego dnia, wracając z plażingu na plaży Potpesh, bardzo głodni weszliśmy właśnie do takiej knajpki Kaj Kanevche na obiad. Lokal nawet bez owego instagramowego wystroju, ale nad samym jeziorem czyli "z widokiem". Jedzenie smaczne, nie można zarzucić. Natomiast rachunek dwa razy taki jak w innych knajpkach, które później poleciła nam nasza gospodyni. 

Właśnie je chcę Wam polecić.

Pierwsza mieści się na starym mieście i nazywa Pod-Drum albo Kaj Tanya Pod-Drum. Zapłacicie w niej jedynie gotówką! Stoliki wewnątrz oraz kilka na zewnątrz, kuchnia lokalna, czyli macedońskie pyszności. My zasmakowaliśmy w grillowanych warzywach, warto tez polecić zapiekaną fasolkę czyli słynne macedońskie tawcze-grawcze i wszelkie mięsiwa. Za kolację dla 4 osób dorosłych i dwójki dzieci, z kilkoma różnymi daniami,  napojami (w tym również alkoholowymi) zapłaciliśmy w sumie ok. 50 euro. 

Mocno znaną i polecaną w internecie jest restauracja Vkusno, która mieści się koło centrum zakupowego, w części handlowo - restauracyjnej poza starym miastem, wychodzi się na ten deptak prosto z mariny. Tutaj również za nieduże pieniądze można zjeść lokalne dania, można również płacić kartą.

Za niedocenioną natomiast uważam sąsiednią, Brioni, której właściciel mówi po polsku i można się bez problemu dogadać. Ceny są podobne, potrawy również lokalne i bardzo smaczne, mogę polecić. Na pewno trzeba spróbować sałatki szopskiej!

A na deser, lody w lodziarni Amore przy tym samym deptaku, 1 gałka kosztuje 1 euro, a gałki duże, "lepione" jak we włoskich gelateriach.


restauracja Kaj Tanya Pod-Drum, grillowane warzywa

restauracja Kaj Kanevche, pstrąg z warzywami

restauracja Brioni, sałatka szopska


Plaże w Ochrydzie

Jeśli szukacie pięknych, piaszczystych plaż nad turkusową wodą... to źle trafiliście :) Wprawdzie woda w jeziorze jest czyściuteńka i w słonecznie dni turkusowa, ale plaże Ochrydy to głównie kamienie, dlatego warto zabrać buty do wody. 

Najbliżej od starego miasta jest plaża Saraiste, w praktyce kawalątek kamienistego nabrzeża, zastawionego leżącymi łodziami. Lepiej przejść na plażę Potpesh kilkaset metrów dalej. Jest dłuższa i szersza, z dojściem charakterystycznym drewnianym pomostem nad wodą. Również kamienista, ale są tu już restauracje, gdzie można wypożyczyć leżaki. Widok na najsłynniejszą cerkiew Św. Jana Teologa w Kaneo gratis - z tej plaży jest właśnie pierwsza fotka w poście.


Ochryda, drewniane pomosty do plaży Potpesh

Jezioro Ochrydzkie, plaża Potpesh


Schodząc ze starego miasta na przeciwną do mariny stronę wzgórza trafimy na najlepszą chyba plażę w rejonie miasta, nie ma ona nazwy więc wrzucam screen jak ją znaleźć poniżej, jest na mapie oznaczona jako "plaża", oczywiście napisana cyrylicą. Jest szeroka, prawie piaszczysta, są leżaki, pomost i knajpki. Trafiliśmy na nią w dniu załamania pogody więc kąpieli nie było i na zdjęciach jest pusta. Orientacyjnie prawy dolny róg screena to Fort Samuela na szczycie wzgórza, górujący nad starym miastem.



Ochryda, plaża

Ochryda, plaża


Jeśli wypożyczycie zaś auto, warto pojechać na plaże do miejscowości Struga, albo do Naum, gdzie przy okazji można zwiedzić piękny klasztor. Ewentualna powłóczyć się wybrzeżem, może trafi się jakaś dzika? :)

 

Co zwiedzić?

Ochryda oprócz jeziora i bujnej przyrody pełna jest pięknych zakątków. Stare miasto to idealne do spacerowania uliczki, co kawałek piękna cerkiew, można również przejść deptakiem koło mariny, czy napić się kawy w knajpce nad jeziorem.

Jednak dwa obowiązkowe punkty zwiedzania to górująca nad miastem twierdza Samuela oraz najsłynniejszy zabytek, cerkiew Św. Jana Teologa w Kaneo.

Fort Samuela to średniowieczna twierdza na szczycie wzgórza, rozbudowana na przełomie X i XI wieku przez cara Samuela, gdy Ochryda była stolicą jego państwa. Mury są doskonale odrestaurowane, jest z nich piękny widok na jezioro i miasto. Natomiast poza tym, nic tam nie ma, środek to trawa i kawałek wykopalisk archeologicznych. Warto jednak wejść dla samych widoków, zwłaszcza, że bilet wstępu kosztuje tylko 2,5 euro, czyli 150 denarów macedońskich.


Ochryda, Fort Samuela


Piękna cerkiew Św. Jana Teologa w Kaneo to najbardziej znany widoczek znad Jeziora Ochrydzkiego. Od naszego apartamentu na starym mieście to kwadrans spaceru, warto! Pięknie odrestaurowany, niestety nie weszliśmy do środka, bo przyszliśmy z plaży w strojach mocno odkrytych. 


Ochryda, cerkiew Św. Jana Teologa w Kaneo


Weszliśmy za to (innego dnia) do cerkwi św. Zofii, która znajduje się tuż poniżej Fortu Samuela, więc warto te dwa punkty połączyć w jednej wycieczce. Sama cerkiew to zabytek z XI w. z przepięknie odrestaurowanymi, kolorowymi freskami w środku. Zewnątrz, na terenie przylegającym, są również stanowiska archeologiczne z zabytkową mozaiką, warto rzucić okiem. Wstęp 3 euro.


Ochryda, cerkiew św. Zofii
Ochryda, cerkiew św. Zofii, pięknie odrestaurowane freski


Rejs po Jeziorze Ochrydzkim.

To absolutnie żelazny punkt programu i jedyny sposób na zwiedzenie słynnej Bay Of Bones czy klasztoru Św. Nauma bez konieczności wypożyczenia samochodu.

Schodząc do mariny (okolice masztu z flagą Macedonii, ciężko przeoczyć) natkniemy się na sprzedawców biletów na wszelkiej maści jednostki pływające. Są tu i kilkuosobowe mniejsze łódki i większe stateczki z pokładem widokowym. W zależności od ilości osób i trasy, ceny od 15 do 30 euro od osoby. Jako, że byliśmy teraz, czyli jeszcze przed sezonem, nie bukowaliśmy biletów dzień wcześniej, po prostu zeszliśmy rano do portu, kupiliśmy bilety i popłynęliśmy. Jak jest latem, nie wiem. My zdecydowaliśmy się na duży statek z pokładem widokowym, który podczas rejsu zatrzymywał się tylko we wspomnianej wcześniej Zatoce Kości i Naum - osobiście wolę większe jednostki pływające, bo mój żołądek nie lubi bujania :) Cały rejs trwał kilka godzin, cena biletu to 15 euro. Na statku jest toaleta i bar, można się więc napić kawy z widokiem, a jest co podziwiać!


Bay Of Bones czyli Zatoka Kości.

Chwytliwa nazwa prawda? Wzięła się stąd, iż w zatoce znalezione olbrzymie ilości kości zwierzęcych, które dawniej służyły jak narzędzia lub trofea ludziom, mieszkającym w "mieście na wodzie". Zatoka Kości to bowiem niezwykła, zrekonstruowana prehistoryczna osada na palach z epoki brązu, której oryginał funkcjonował między 1200 a 700 rokiem p.n.e. 24 domki można zwiedzić, zajrzeć do środka i zobaczyć jak wyglądało życie przed 3 tysiącami lat. Budynek główny zaś to ekspozycja z wydobytymi z dna jeziora naczyniami i innymi artefaktami. 

Bilet wstępu 2,5 euro czyli 150 denarów.

Nad zatoką, na wzgórzu są jeszcze ruiny rzymskiego obozu, ale nasz statek zatrzymał się tylko na 20 minut więc najzwyczajniej nie zdążyliśmy tam wejść, a szkoda. Na samo jednak zwiedzenie muzeum na wodzie i zrobienie zdjęć absolutnie wystarczająco.


Ochryda, Zatoka Kości

Ochryda, Zatoka Kości

Ochryda, Zatoka Kości, ekspozycja muzeum

Ochryda, Bay Of Bones village

Ochryda, Zatoka Kości wioska


Monastyr Św. Nauma

Klasztor Świętego Nauma to drugi punkt naszego rejsu, mieści się on nad samym brzegiem jeziora. Założony przez Świętego Nauma Ochrydzkiego w 905 roku!, był jednym z największych ośrodków literatury i kultury słowiańskiej tamtych czasów. W środku pełen pięknych fresków i sakralnych artefaktów, na zewnątrz z zadbanym dziedzińcem, po którym przechadzają się pawie. Na trawniku obok można również spotkać żółwia.

Postój tutaj trwał 2 godziny więc poszliśmy na pobliską plażę - piaszczystą, z kawiarniami i dużym zacienionym trawnikiem obok. Zwiedzanie plus kąpiel w jeziorze - najlepszy pakiet!


Monastyr św. Nauma
Jezioro Ochrydzkie, plaża w Naum

Jezioro Ochrydzkie, Monastyr św. Nauma

Północna Macedonia, Monastyr św. Nauma

paw


Monastyr św. Nauma

St. Naum Monastir

Monastyr św. Nauma

Klasztor w Naum

Klasztor św. Nauma

St. Naum Monastery


Mam nadzieję, że spodobał się Wam mój miniprzewodnik ochrydzki, starałam się tu zawrzeć wszelkie istotne informacje, które ułatwią pobyt i zachęcą do urlopu w Ochrydzie. Jeśli jednak macie dodatkowe pytania, zapraszam do sekcji komentarzy, odpowiem na każde.


Ochryda, widok na stare miasto

Ochryda molo

Ochryda marina

Magnolia Grandiflora

Deptak nad Jeziorem Ochrydzkim

Marina Jezioro Ochrydzkie