niedziela, 15 października 2017

W żółtych kalendarzach liści...



O miłości na jesień dziś będzie...
Rzadko zakochuję się w ubraniach w cenach regularnych (czytaj - nie pochodzących z second hand) bo wolę wydawać na inne przyjemności, typu podróże. Od tygodnia mam na utrzymaniu również jednego takiego rudego, kto nie widział zapraszam na mój Instagram :)
Co nie zmienia faktu, że uwielbiam przeglądać co nowego w sieciówkach.
Tak właśnie trafiłam na kobaltowy sweter, który widzicie na zdjęciach.
Fason może zwyczajny, ale kolor, ten kolor!
Cena też bardzo przyzwoita więc zawędrował do mojej szafy, oczywiście ostatnio noszę go namiętnie do czego się da, na przykład musztardowej spódnicy:)


 



Zdjęcia by Beassima


Sweter/sweater - H&M
Spódnica/skirt - Zaful
Torebka/bag - no name
Botki/boots - TUTAJ
Kolczyki/earrings - TUTAJ

niedziela, 8 października 2017

Flats and pearls




I skończyło się rumakowanie!
Za oknem leje na zmianę z pada, kropi, siąpi i w ogóle pizga złem...
Nie lubię tej wersji jesieni, może być zimno, ale słońce proszę!
Zdjęcia siłą rzeczy popełniłam więc w domu, zwłaszcza, że chciałam pokazać Wam tą piękną koszulę z perełkami i haftowane klapki, moje nowe nabytki (uroki zakupów internetowych zza oceanu - zanim przesyłka dotrze, zdąży zmienić się pogoda :)
Zestaw podwójnie imieninowy, bowiem razem z moją Mamą obchodzimy razem.






Zdjęcia by Beassima


Koszula/shirt - TUTAJ
Spodnie/trousers - Zara
Klapki/shoes - TUTAJ 

niedziela, 1 października 2017

Majorka wyspa migdałów



Z każdą kolejną podróżą wydaje mi się, że trafiłam do raju. W mojej interpretacji to słoneczna kraina z błękitną wodą, żółciutkim piaseczkiem, który pieści delikatnie stopy.
A potem, następnego roku, okazuje się ...że istnieje inny raj poza ostatnim rajem. Że to nie Cypr, pachnący figami (ale wypalony ostrym słońcem), że to nie Zakynthos, z genialnymi widokami ale i tłumami turystów. Obecnie rajem jest Majorka :)
Destynacja obrana jako miejsce letniego wypoczynku zupełnie na ostatnią chwilę, pierwotnie w planach była Turcja, potem Sycylia. Ale ponieważ plany mają do siebie to, że lubią się zmieniać, na początku sierpnia wysiadłam z samolotu na lotnisku w Palma De Mallorca, wciągnęłam w płuca hiszpańskie powietrze i stwierdziłam, że tu mi będzie dobrze...
I nie pomyliłam się!
Wyspa zachwyciła mnie pięknymi widokami, gościnnością Hiszpanów, klimatem, architekturą, tak naprawdę wszystkim.
Jako bazę wypadową obrałyśmy El Arenal, małą nadmorską miejscowość blisko stolicy wyspy, czyli wspomnianej wcześniej Palmy. Ponieważ kilka osób pytało mnie już o hotel, mogę go zdecydowanie polecić. Pinero Bahia de Palma to obiekt po remoncie, z genialnym jedzeniem i bardzo miłą obsługą. Niedaleko morza, dosłownie 5 minut spacerkiem do szerokiej, piaszczystej plaży. Samo morze czyściuteńkie, turkusowe, cieplutkie. Dno bez kamieni, dość dłuższy kawałek jest naprawdę płytko więc dzieciaki mogą się kąpać bez obaw. Przez całą długość miasteczka wzdłuż plaży (aż do sąsiedniej miejscowości) ciągnie się deptak z knajpkami, sklepikami i dyskotekami.
Dobra komunikacja miejska, można bez problemu dojechać do Palma de Mallorca (bilet normalny w cenie 1,5 euro) i pozwiedzać na własną rękę.
W samej Palmie imponuje przede wszystkim wielka gotycka katedra La Seu, której budowę zaczęto już w XIII w. Zabytek ten posiada 2 wielkie kolorowe witraże w kształcie kół, jedne z największych tego typu na świecie.
Obok katedry są przepiękne tereny spacerowe z imponującą fontanną, zaś za nią ciągnie się tzw. stare miasto z urokliwymi, wąskimi uliczkami. Można włóczyć się godzinami...



...lub wsiąść do zabytkowego, drewnianego pociągu (który kursuje od 1912 roku) a potem przesiąść się do równie zabytkowego tramwaju podziwiając piękne widoki gór Sierra De Tramuntana dojechać do Soller, urokliwego nadmorskiego miasteczka a la włoskie Positano.


  


My zafundowałyśmy sobie taką wycieczkę, a potem z portu rejs do malowniczej zatoki Sa Calobra, skąd autokarem dojechałyśmy do klasztoru w Lluc, XVII - wiecznego sanktuarium maryjnego. Z wszystkich wypraw podczas urlopu tą (poza pociągiem i samym Soller - pięknie!) uznaję niestety za najmniej udaną. Rejs w warunkach okropnego bujania i fal zalewających pokład (tudzież połową pasażerów - w tym - mnie, których złapała choroba morska) nie należy do największych przyjemności świata. Zwłaszcza, że jak się potem okazało, fale były na tyle wysokie, że miano go odwołać, o czym pasażerów nie poinformowano. Średnio fajnie...




Te negatywne wrażenia "odbiłam" sobie za to na drugi dzień, który uważam z kolei za najbardziej udany. Valldemossa. Miasteczko położone w górach, uznawane za najpiękniejsze na Majorce, z zabytkowym klasztorem kartuzów, w którym mieszkali swego czasu Fryderyk Chopin i George Sand. Obiekt jest zresztą przerobiony na muzeum ich pamięci, a w cenie biletu wstępu jest również krótki koncert fortepianowy. Sama Valldemossa to wąskie, urokliwe uliczki, zwarta zabudowa, malownicza tak bardzo, że można spacerować godzinami.




Smocze Jaskinie czyli Cuevas Del Drach. Piękny twór natury, pełen stalaktytów i stalagmitów. Jedne z najpiękniejszych jaskiń europejskich, ciągnące się na długości 2,5 km. Niestety pełne turystów w sezonie, z wysoką wilgotnością powietrza i temperaturą ok. 20 stopni, co w tłumie ludzi chwilami robi dość klaustrofobiczne wrażenie.
Na dnie znajduje się wielkie podziemne jezioro oraz... a la sala koncertowa z siedzeniami. Gdy dana grupa zwiedzających usiądzie, gasną światła a na jezioro wypływają ładnie oświetlone łodzie z muzykami i odbywa się krótki koncert muzyki klasycznej, bardzo urokliwe widowisko, niestety nie można go fotografować ani filmować.





Co jeszcze warto zwiedzić? Tak naprawę całą wyspę wzdłuż i wszerz, z jej malowniczymi zatoczkami, plażami i pięknymi zakątkami. Jeśli ktoś czuje się na siłach prowadzić na wąskich, krętych górskich drogach, można wypożyczyć auto i zwiedzać na własną rękę. Ja się nie czułam, bo mam koszmarną orientację w terenie i zgubię się wszędzie :) Trochę to ograniczyło nasze zwiedzanie i dlatego moja relacja nie zawiera wszystkich atrakcji Majorki, a jedynie kilka wybranych. Ale uwierzcie, nawet dla nich (plus relaksu na plaży w El Arenal) warto tam się wybrać.

niedziela, 24 września 2017

Jesień idzie...




Wielkimi krokami, nie zważając na nic, chłodząc i mocząc, bez złotych liści i babiego lata, szaroburząc rzeczywistość - jesień idzie...



 
 



Zdjęcia by Beassima

Płaszcz/coat - Zara
Apaszka/silk scarf - Gucci
Body/body - Joop
Jeansy/jeans - Zara
Szpilki/heels - Zara
Torebka/bag - Zara


niedziela, 17 września 2017

Boho queen



Lubię planować.
Dzień, tydzień, spotkania, aktywności domowe, rozkład czynności w pracy.
W schemat ten nieodmiennie wpisuje się przygotowanie ubrania na dzień kolejny. Rano śpię jak suseł więc ten kwadrans zaoszczędzony na miotaniu się po mieszkaniu z szaleństwem w oczach bo nie mam się w co ubrać to błogosławieństwo. Ucinam sobie w tym czasie maleńką drzemkę a ubranko wisi na wieszaku gotowe.
Gorzej z weekendami, gdy umawiam się z kimś spontanicznie. Wtedy nie ma wyjścia, albo stworzę coś fajnego na szybko albo wbiję w nieśmiertelne czarne rurki i Conversy.
Tym razem pośpiech okazał się dobrym doradcą, sukienkę i kozaki zaplanowałam wcześniej, koszyk doszedł do tego siłą rzeczy (jako jedyna torba pasująca kolorem i stylem). Natomiast pasek dołożyłam na dwie minuty przed wyjściem, okazało się, że wpisuje się w ten zestaw idealnie, podobnie jak aztecki naszyjnik, również dorwany w ostatniej chwili.
Tym sposobem powstał zestaw, który oglądacie dziś, a jeśli pogoda dopisze to może i ktoś z Was spotka mnie tak "na żywo" bowiem to połączenie bardzo przypadło mi do gustu i wykorzystam je pewnie jeszcze nie raz.



 



Zdjęcia by Beassima


Sukienka/dress - Rosegal
Naszyjnik/necklace - Stradivarius
Pasek/belt - Next
Kozaki/boots - Reserved
Koszyk/straw bag - nn


niedziela, 10 września 2017

Perły na co dzień



Modę na sztuczne perły wylansowała Gabrielle Chanel prawie sto lat temu. Słynna Coco "miała nosa" bowiem trend ten powraca co jakiś czas, ciesząc oczy i serca wszystkich miłośniczek świecidełek.
Jako rasowa sroka nie byłabym sobą, gdybym nie wypatrzyła takich ozdób w nowych kolekcjach, proponowanych na jesień i zimę 2017.
Jednocześnie nie byłabym sobą, gdybym nie uznała, że co jak co, ale syntetyczne perełki na kołnierzyku to ja mogę naszyć sama, bez konieczności inwestowania stu kilkudziesięciu złotych w nowy ciuch z Zary. Zwłaszcza, że skarbonka po urlopie świeci pustkami. No i znalazłam w szafie odpowiednią koszulę, zaś w szufladzie "krawieckiej" ozdoby imitujące wytwory miłych morskich żyjątek.
Obejrzałam wieczorami kilka filmów klasy "B" i "C" jednocześnie szyjąc, ale stworzyłam to, co chciałam. Czyli całkiem "nowy" stary ciuch.





Zdjęcia by Beassima


Koszula/shirt - Dolce & Gabbana + DIY
Spodnie/trousers - Takko
Trampki/shoes - Converse
Torebka/bag - Bershka
Okulary/sunglasses - Solano

czwartek, 7 września 2017

Książkowe podsumowanie lata: John Grisham "Król afer", Paula Hawkins "Zapisane w wodzie"

foto: empik.com


Lipiec i sierpień czytelniczo pozostawiły po sobie niedosyt.
Lista książek, które zaplanowałam do pochłonięcia (również w czasie urlopu) wydłużyła się niebezpiecznie, trylogia Katarzyny Bondy przeleciała nawet ze mną na Majorkę i z powrotem. Zaliczyłam zaś w ciągu owych dwóch miesięcy... dwie pozycje nowe (plus cała seria Darii Doncowej, przeczytana po raz kolejny, znam prawie na pamięć więc nie liczę).

Jakie były owe nowości?
Na pierwszy ogień poszedł John Grisham, którego dawno temu czytałam namiętnie, zarywając noce.
"Król afer" znany jest również pod tytułem "Król odszkodowań" lub "Król pozwów". Książka nie jest gruba, jak na autora "Firmy" i "Klienta", jest wręcz cienka, ale znajdziemy tu wszystko, czego potrzeba. Jest wartko rozwijająca się akcja, ciekawie skonstruowany kontekst społeczny, wreszcie moralne rozterki bohatera.
Clay Carter jest młodym, ambitnym adwokatem, pracującym w Biurze Obrońcy Publicznego w Waszyngtonie. W momencie, gdy go poznajemy, podejmuje się obrony ciemnoskórego chłopaka, oskarżonego o zastrzelenie na ulicy przypadkowych osób. Sprawa z pozoru prosta, wkrótce okazuje się nieco zagmatwana, bowiem oskarżony nie miał żadnego motywu by zabijać ofiary. Do Claya zgłasza się tymczasem tajemniczy Max Pace, przedstawiciel wielkiego koncernu farmaceutycznego, oferując adwokatowi zawrotną sumę 15 milionów dolarów w zamian za wyciszenie sprawy. Wkrótce Carter staje się specjalistą od pozwów zbiorowych i wszelkiego rodzaju afer, a pieniądze płyną wartkim strumieniem. Jednak nic nie trwa wiecznie, a i "królowi odszkodowań" może podwinąć się przysłowiowa noga...


"Zapisane w wodzie" Pauli Hawkins to historia dwóch pozostających w konflikcie sióstr Abbott.
Jules po traumatycznych przeżyciach z młodości opuściła rodzinne miasteczko dawno temu, nie zamierzając nigdy wracać. Jest jednak do tego zmuszona, gdy jej siostra, Nel popełnia samobójstwo pozostawiając nastoletnią córkę Lenę.
Jules powraca więc w miejsce, gdzie dorastała, do domu, którego nie lubi, rozpamiętując siostrę, do której od dawna ma żal.
Jednak okazuje się, że historia z samobójstwem Nel jest niespójna, czy kobieta naprawdę targnęła się na swoje życie, czy też zamieszany jest w to ktoś trzeci? Zwłaszcza, że spisując historię okolicy, naraziła się wielu mieszkańcom...
Książka napisana jest w sposób lekki, lecz trzeba czytać bardzo uważnie, bowiem wiele drobnych wątków i faktów splata się ze sobą. Zakończenie zaskakuje, a to najważniejsze!
Mogę polecić jako lekturę na jesienne wieczory.