wtorek, 11 czerwca 2013

Golden sunflowers...


Czy istnieje sukienka idealna?
Ciężkie pytanie... Za takową uważa się wylansową przez Coco Chanel klasyczną małą czarną, która pasuje praktycznie na każdą okazję. Ale czy można określić takim mianem sukienkę jako taką, którą każda z Nas ma (lub powinna mieć) w swojej szafie? Według mnie ideał jak najbardziej istnieje i ma dwie podstawowe cechy: nie tylko świetnie leży i jest dobry gatunkowo, ale i "nosicielka" czuje się w niej jak milion dolarów! Albo lepiej dwa miliony,...Albo pięć :) Zachwyty przedstawicieli płci przeciwnej traktujemy w tym przypadku jako miły bonus :)
Na taką SUKIENKĘ właśnie trafiłam. Model w słoneczniki, ostatnio dość popularny na blogach, nie tak jak "rogate" szorty z Zary, ale jednak :) Jest bardzo kobieca, poza tym mam słabość do ubrań z wszelkimi haftami. Wybrałam kolor jasnej zieleni, który fajnie sie komponuje z moimi ciemnymi włosami, a neony wciąż modne.
Zestawiłam ją ze złotymi szpilkami oraz torebką. Z biżuterią oszczędnie, tylko duży stylizowany ZŁOTY KIEŁ oraz PIERŚCIEŃ Z CZARNYM OCZKIEM


Szpilki/pumps - no name
Sukienka/dress - OASAP
Torebka/bag - no name
Pierścionki/rings - OASAP

niedziela, 9 czerwca 2013

Pomiędzy czernią a bielą...


Baskinka jest passe. Zaczynam przekornie, bo widać co mam na sobie :)
Nie mam jej w żadnych (mnie znanych) kolekcjach wielkich projektantów. Tak właśnie uważam, kto śledzie światowe trendy też to zauważy. Oczywiście nie dotyczy to sieciowek, te "tłuką" fason już od dobrych trzech sezonów... Do jej wielkich zwolenniczek nie należę, zostałam nawet zaatakowana na Modnej Polce, że jak to, czy w takim razie należy wyrzucić wszystkie takie ubrania? Jestem liberalna, niech każdy nosi to co chce i jak chce, jego sprawa. Jednak nie zapętlajmy się w to samo od kilku sezonów, moda jak życiem idzie do przodu... Jak dla mnie, jeśli ktoś się jednak uprze, może mieć nawet piżamę z baskinką :)
Paradoksalnie, ten fason jest stworzony dla mojej figury! Mam ramiona ciut szersze nież biodra, więc taka falbanka wokół nich świetnie równoważy i nadaje mojej sylwetce dobre proporcje. W przypadku ołówkowej spódnicy muszę się mocno nakombinować, żeby wyglądać dobrze. Ta ze zdjęcia ten problem rozwiązuje, mogę nosić bluzki dowolne, a i tak jest ok.  Jestem chyba jedną z nielicznych kobiet, która zamiast mniejszy, chce mieć wizualnie większy tyłek :) Na szczęcie, tylko wizualnie :)  Poza tym ten śliczny wzorek na dole, który urzekł mnie od razu. Połączenia czerni i bieli tej wiosny i lata to podstawa mojej szafy.
Gdyy ktoś  był zainteresowany zamszowymi bucikami ze zdjęcia, założyłam raz i idą na aukcję - TUTAJ - stopa mi w nich ucieka do przodu, z tyłu robi się prawie 1cm luzu, nie lubię tak : ) Rozmiar 36.


Szpilki/pumps - H&M
Spódnica/skirt - LIVIA CLUE
Bluzka/blouse - Zara
Naszyjnik/necklace - H&M
Bransoletka/bracelet - Diva
Zegarek/watch - Genewa

piątek, 7 czerwca 2013

Weekend w SPA z Moja Nowa Figura


Wszyscy ciekawi zdjęć i relacji z mojego wyjazdu do Jachranki, na wygrany w konkursie Moja Nowa Figura weekend w SPA wreszcie się doczekali! Oficjalna fotorelacja wspomożona trochę tekstem :)

24.05.2013 Piątek, Dzień I, godz. 7.50 - telefon kolegi z pracy, czemu mnie nie ma, czy się z nim nie zabieram... Zapomniał, że mam urlop i wyjeżdżam i chwała mu za to wielka! Obudził mnie, gdy powinnam już od 20 minut siedzieć w Polskim Busie do Warszawy... Minuta paniki, szybki check-out on-line rozkładu PKS/PKP, jest pociąg o 8.30, zdążę na styk... Tyle, że jest ósma, a ja w piżamie w domu... NIGDY się tak szybko nie ubierałam, błyskawiczna toaleta w międzyczasie dzwoniąc po taksówkę... 8.10 siedzę w taxi i modlę się, żeby nie było korka pod Estakadą, na szczęście jakiś anioł stróż się zlitował... 8.20 wysiadam pod Głównym, pociąg za 10 minut, a ja nie mam biletu i bladego pojęcia, z którego peronu odjeżdżam... Znów boska interwencja, pusta kasa, wprawdzie tempo pań drukujących bilety zawrotne, ale o 8.25 gnam przez dworzec ciagnąc półotwartą walizkę - nie jest na zamek tylko dwa zatrzaski, jeden właśnie postanowił się zepsuć... Jakiś uczynny facet ładuje moją walizę do pociągu, ja ładuję siebie, pociąg rusza... Nazwę to krótko - niesamowity fart, a kop adrenaliny na poziomie skoków spadochronowych...
Warszawa. Zbiórka o 13 pod Złotymi Tarasami, wsiadamy do limuzyny hummer, która zawozi Nas do Hotelu Windsor we wspomnianej wcześniej Jachrance, nad Zalewem Zegrzyńskim. Każda uczestniczka zostaje zakwaterowana w osobnym, komfortowym pokoju. Szybka toaleta i nieco spóźnione idziemy do SPA, które mieści się na najniższym poziomie hotelu. Tam czeka na nas zdrowa przekąska, jacuzzi oraz zabiegi - żyć nie umierać!
Potem kolacja, na której pojawia się gość specjalny, Zosia Ślotała. Wszyscy już się poznaliśmy, więc gadamy, wygłupiamy się, w rezultacie rozchodzimy się do pokoi przed pierwszą w nocy :) Kładę się do łóżka i nagle zaczyna grać.... Bajm! Na żywo! Okazuje się, że na jednej z sal odbywa się impreza firmowa koncernu energetycznego, którą zespół uświetnia... Usypiam, słuchając "Szklanki wody" :)


25.05.2013 Sobota, Dzień II  - po śniadaniu w grupach rozpoczynamy warsztaty: fotograficzne (z Zosią i fotograf Martą Wojtal), fitness -zdrowożywieniowe - tutaj wspomagają Nas Paulina i Aneta, oraz modowo-stylizacyjne, te ostatnie prowadzi przesympatyczny Adam Chowański. Grafik jest bardzo napięty, organizatorzy przygotowali dla Nas mnóstwo atrakcji w tak krótkim czasie! Po warsztatach szybki obiad i już biegniemy na makijaż, a potem zostajemy przetransportowane nad Zalew. Tutaj kolejna niespodzianka - rejs łodzią, szampan i truskawki oraz sesja zdjęciowa każdej z Nas!  Potem powrót do Hotelu, by przygotować się do kolacji, na którą udajemy się do yacht clubu w sąsiedniej Warszawiance. Ok. 23 znów w hotelu, przenosimy imprezę do pokoju... Idę spać o wpół do czwartej... :)

 
26.05.2013 Niedziela, Dzień III - tradycyjnie śniadanie, potem wymeldowujemy się z pokoi. Jako że mnie i dwóm koleżankom bardzo się spieszy na pociąg/PKS, dostajemy szybszy, osobny transport. Podjeżdża biały Jaguar  - tak mogę podróżować zawsze :)  11.05 Dworzec Centralny - ciąży chyba na mnie jakieś fatum komunikacyjne, miotam się 45 minut i nikt nie potrafi mi wytłumaczyć, gdzie jest przystanek nr 6, z którego odjeżdżam... Na dziesięć minut przed odjazdem PKS trafiam sama, przypadkiem, kierowana mętnymi wskazówkami ochrony dworca...
16.30 - w domu, rzucam walizkę, siadam na kanapie i myślę, że chcę wrócić do Jachranki! Doskonale się bawiłam, wypoczęłam i zrelaksowałam się! Poznałam fantastycznych ludzi, oprócz Adasia i naszego dobrego duszka Marty N. :) także koleżanki bloggerki:
Ewa -  http://evegore.blogspot.com/
Emilka - http://emilyyyimaginationnn.blogspot.com/
Natalia - http://glamourina.pl/
Aga - http://paniaga.blogspot.com/
Delfina - http://deedeelicious.blog.pl/
Ola - http://www.glodzik.pl/
Kasia - http://www.kuchniabazylii.pl/
Ola - http://2smaki.pl/

Mojego autorstwa są tylko dwa kolaże z pokoju i SPA - nie miałam czasu robić zdjęć :) Wykorzystałam więc te od Figury oraz Marty Wojtal, dzięki!

środa, 5 czerwca 2013

No risk, no fun...



Zacznę najbanalniej na świecie - o pogodzie... Czy u Was też jedna wielka deszczowa masa, kalosze są sprzętem pierwszej pomocy, a świat wygląda na znośny jedynie spod koca, wspomagając się kubkiem herbaty lub kakao? U mnie tak...
Jakkolwiek deszcz wiosną rzeczą niezwykłą nie jest, to bardzo komplikuje życie. Pomijam fakt, że dotarcie gdziekolwiek komunikacją miejską to cała wyprawa wyposażona w kurtkę, parasol, kalosze, a i tak znajdzie się jakiś dowcipny kierowca, który z kozacką fantazją ochlapie ludzi na przystanku... Wyjście z domu bez wcześniej wymienionego osprzętu w ogóle nie wchodzi w grę, spacer to opcja dla bardzo zagorzałych zwolenników "Deszczowej piosenki", a najgorsze z tego wszystkiego, że aparaty fotograficzne nie lubią wody... Dziwne to, a jednak, jakoś im - płyny w ogóle - szkodzą...
W związku z tym człowiek jak ja, nie dysponujący studiem fotograficznym, ani oświetleniem studyjnym w domu, przytula smętnie nos do szyby i modli się o słońce nie tylko dlatego, żeby wreszcie móc założyć sandałki...
Tymczasem, fotki z weekendu, kiedy nawet było znośnie i dość długimi chwilami nie padało! Pisałam, że białe rurki znów będą i słowa dotrzymuję. Do tego ulubiona ramoneska i neonowy top plus dodatki.
Na zdjęciach możecie zobaczyć mój efekt końcowy mokka fantasy ombre, o którym pisałam kilka postów wcześniej. Mnie się bardzo podoba, lubię takie refleksy na włosach.





Szpilki/pumps - Atmosphere
Pasek/belt - Moschino
Koszulka/shirt - H&M
Kurtka/jacket - CHOIES
Naszyjnik/necklace - H&M
Bransoletka/bracelet - Diva
Okulary/sunglasses - Paul Frank

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Minty mint...


Zastanawiam się, jak do tej pory obywałam się bez białych rurek... Pasują do wszystkiego, absolutnie każdy kolor wygląda z nimi świetnie, nawet w wersji total white. Fakt, zimą i jesienią noszenie ich jest ciężkie, chyba, że chcemy je ubarwić nowymi, ciekawymi wzorami z błota i śniegowej brei... Za to latem można szaleć do woli, co niniejszym zamierzam czynić, uprzedzam więc tych ze słabymi nerwami, niecierpliwych, którzy w każdym poście oczekują nowych ubrań - białe rurki będą tu często! Nie będę się wzorować na gwiazdach i wypożyczać ubrań tylko do sesji, oby nie pokazać się dwa razy w tym samym :) To co na blogu, to i na żywo na mnie.
W związku z powyższym, tutaj zestawiłam moje białe rurki z miętową bluzką LIVIA CLUE - polska marka, szyjąca fajne ciuszki w dobrej cenie. Klikając w link powyżej zostaniecie przeniesieni do nowo otwartego sklepu internetowego, a z okazji jego inauguracji jest konkurs, można zgarnąć fajne nagrody!
Pozostając w temacie ubrań - organizujemy w Częstochowie Swap, czyli wymianę/sprzedaż ubrań! Data 15 czerwca, sobota, startujemy w południe, w Babim Lecie na ul. Kilińskiego 11 (między Placem Biegańskiego a Teatrem). Chętnych proszę o zgłaszanie się do wydarzenia, której jest założone na moim fanpage tutaj

Ciężko mi było zrobić te zdjęcia, bowiem Obywatel Pies uważa się za najważniejszego w naszej rodzinie. W związku z tym na fotkach powinien być on, nie ja, ewentualnie razem :) Na ostatnim ujęciu typowe spojrzenie z gatunku "a co mi tu będziesz gadała..."


Sandałki/sandals - Shellys
Spodnie/trousers - Takko
Bluzka/blouse - LIVIA CLUE
Kopertówka/clutch - H&M
Okulary/sunglasses - H&M (brata :)

sobota, 1 czerwca 2013

Say my name...


Pewne imiona po prostu pasują do niektórych ludzi...Nie chodzi tu o wygląd fizyczny, a raczej ogóle wrażenie i charakter. Wszystkie Kingi jakie znam, to fajne kobitki "z jajami", to samo Marty i Moniki. Agnieszki są bardzo matczyne i rodzinne, Marysie delikatne, trzeba się nimi zaopiekować. Anie to artystyczne dusze, marzycielki, zaś Kasie gaduły :)  Ewy to oazy spokoju i opanowania. A Pauliny, hmmm....Pauliny to w ogóle mieszanka wybuchowa :)
Na studiach miałam koleżankę o imieniu Marzena, do której namiętnie (nie złośliwie!) mówiłam Dagmara, ona po prostu IDEALNIE PASOWAŁA na Dagmarę! Myliłam się tak przez pięć lat, jedyne, co mnie usprawiedliwia, to fakt, że była w innej grupie i miałyśmy razem niewiele zajęć, więc nie widziałyśmy się często.
Też czasem mylicie imię w ten sposób? Bo ktoś jest idealną Justyną, choć ma na imię Małgosia? :)

Ten zestaw dedykowany jest pewnej Marcie, która podarowała mi ten naszyjnik. Wulkan energii, urocza osóbka z cudownym uśmiechem! Dzięki za wszystko, byłaś naszym dobrym duchem podczas wyjazdu :)
Jeśli już wspominamy prezenty, na pazurkach mam pastelowy róż z Joko, dostałam dwa lakiery jako prezent niespodziankę do zegarka wygranego w konkursie na blogu IWONKI. Doskonale trafiłaś w mój gust Kochana, bardzo dziękuję!


A co mam w dzisiejszym poście na sobie?
Biała sukienka-tunika z Preski jest doskonałą bazą praktycznie do wszystkiego. Wystarczy zmienić dodatki i odpiąć kokardę. Tak jak pisałam, będzie z nią jeszcze kilka stylizacji, na fanpage zrobimy sondę, która najlepsza :)
Do tego ramoneska z Choies oraz wspomniany wcześniej naszyjnik i szeroka bransoleta.
Czerń i biel to połączenie idealnie, nie trzeba nic więcej.


Szpilki/boots - River Island
Sukienka/dress - PRESKA
Kurtka/jacket - CHOIES
Bransoletka/bracelet - DIVA
Naszyjnik/necklace - H&M