środa, 18 lipca 2012

K.O.K - reaktywacja


Tak, to ja, tak, znów w koku. Bo lubię, bo wygodnie, bo po to zapuszczam włosy, żeby się tak czesać... A właściwie czemu się tłumaczę? :)
Napiszę Wam zupełnie szczerze - nie mam dziś totalnie weny. W głowie zero pomysłów na post, ZERO, okrąglutkie i obłe, nieco tłuściutkie :)
Jest dopiero środek tygodnia a ja czuję się totalnie wypompowana... Jestem niskociśnieniowcem, więc obecna pogoda mnie po prostu usypia, przychodzę z biura i mam ochotę tylko przytulić głowę do poduszki... Tak na kwadransik... Albo pięć kwadransików... Albo pięćdziesiąt...
Teraz jednym okiem "siedzę" na Modnej Polce, na drugie piszę posta, poza tym wymieniam luźne myśli  z siedzącym obok bratem i planuję, co będę porabiać w weekend. Jestem jak Napoleon - mistrz podzielnej uwagi, no i podobnego wzrostu :)
Wciągnęłam się w nowy serial, "Once upon a time" czyli "Dawno, dawno, temu" z Jennifer Morrison, znaną lepiej jako Cameron z "Dr. House". Serial opowiada o .... bajkach :) Baśniowe postacie, takie jak Królewna Śnieżka czy Czerwony Kapturek ukazane są w nieco innym, nie tak idealnym świetle, w kontekście bajkowego oraz rzeczywistego świata. Twórcami scenariusza są Edward Kitsis i Adam Horowitz, czyli duet od "Zagubionych" ("Lost"), co gwarantuje dobrą zabawę i ... wciąga! Ja już jestem przy 15 odcinku, cały pierwszy sezon liczy 22 części po ok. 43 minuty. Jeśli ktoś chciałby wciągnąć się tak jak ja, można zupełnie darmowo oglądać na stronie z której i ja korzystam - zalukaj.pl.


Sandały/sandals - Quazi
Spódnica/skirt - Stradivarius
Bluzka/blouse - Zara
Kolia/necklace - Katherina
Kolczyki/earrings - Romwe

poniedziałek, 16 lipca 2012

Hard rock jeans...


Kiedyś, w pięknych czasach liceum i studiów, kiedy w wakacje i ferie miałam mnóstwo wolnego czasu, uwielbiałam dłubać... Nie, nie chodzi o rzeźbiarstwo, teraz pod tym pojęciem kryje się skrót DYI, czyli po naszemu - Zrób to sam :) Ja wtedy po prostu sobie dłubałam, na drutach, na szydełku albo szyjąc i przerabiając ciuchy. Pamiętam, że moje dżinsy z naszytymi na dole kolorowymi gwiazdkami wzbudzały wszędzie furorę, a na studiach robiłam koleżankom swetry.
Dziś pozostały piękne wspomnienia z tamtych czasów i chwilowy napływ weny twórczej, pojawiający się co jakiś czas. Jak pisałam w poprzednim poście, w sobotę miałam takiego artystycznego kopa i wreszcie nabiłam spodenki ćwiekami. Ćwieczki (sądząc po rozmiarze, ta nazwa bardziej pasuje) kupiłam chyba w maju, ale nie miałam chwili wolnego na takie zabawy, szukałam też odpowiednich szortów. Wszystko udało mi się więc zgrać po dwóch miesiącach, całkiem szybko, biorąc pod uwagę, że ponad rok robię skórzany naszyjnik, jak na razie zgromadziłam materiały, ale ciągle mam nadzieję :)
O kurteczce z wyprzedaży w Stradivariusie też Wam kiedyś wspominałam, dziś ma swą premierę.
Wyszedł mi zestaw bardzo młodzieżowy, ale lubię sobie poeksperymentować.


 Sandały/sandals - Stradivarius
Szorty/shorts - House of denim + DYI
Body/body - Victoria's Secret
Kurtka/jacket - Stradivarius
Kolczyki/earrings - Katherina
Klips do włosów/hair cuff - H&M
Bransoletka/bracelet - Katherina

sobota, 14 lipca 2012

Old pictures...


Dzisiaj zestaw aż do bólu zwyczajny, totalny luz.
Wbrew pozorom,  nie myślcie, że biegam ciągle w złotych szpilkach, uczesana w kok :) Nie, nie biegam. Ubieram się zgodnie z nastrojem, a czasem na widok obcasów i eleganckiego stroju mam aż ciarki, jedyne na co mam ochotę, to wrzucić coś mega luźnego. Na mojej wishlist pojawiły się więc Conversy za kostkę, które będą idealne do bojówek z Cubusa, upolowanych na wyprzedaży. Jak na razie jednak cena mnie odstrasza, prawie dwie stówki za tenisóweczki, cóż... Duże dziewczynki, które same się utrzymują muszą czasem wybrać, czy kupić buty czy zapłacić rachunki. Chyba jednak jestem zbyt racjonalna, lub zakupoholizm nie do końca mnie porwał w swe szpony, bo wybieram rachunki. Z bólem serca, bo trampeczki i parę innych drobiazgów z list kuszą, ale jednak... Życiowe priorytety zmieniają się z wiekiem...
Co do dzisiaj prezentowanego zestawu, wygodnie i prosto. Widzimy tu więc piaskowe szorty od sklepu CUDMODA, koszulkę z Croppa, materiałowe koturny z Barratts'a oraz kurteczkę z H&M. Jest to zestawik grillowy zeszłotygodniowy, niestety to bolączka większości bloggerek, nie da się robić wszystkich fotek w czasie rzeczywistym.
Co do rzeczy bieżących, spędziłam pół przedpołudnia ćwiekując szorty, naszła mnie wena twórcza. Jutro zrobię fotki, także w poniedziałek spodziewajcie się efektu moich działań w nowym poście :)


Buty/shoes - Barratts
Szorty/shorts - CUDMODA
Koszulka/shirt - Cropp
Kurtka/jacket - H&M

czwartek, 12 lipca 2012

Total Mamma's vintage...


Co można znaleźć na strychu? Stare książki? Misia i konia na biegunach, które pachną słodkim aromatem dzieciństwa? A może zabytkową wielką szafę, która zawsze jawiła się jako droga prosto do Narnii?
Tak, to wszystko można znaleźć na strychu, na strychu w moim rodzinnym domu. A także dużo, dużo więcej... Jest to istna skarbnica rzeczy bardziej i mniej zapomnianych, stłoczonych razem w skrzyniach i pudłach.
Czyż te spodnie nie są genialne? Znalazłam je właśnie tam, przypadkiem, szukając skryptów ze studiów. Okazuje się, że moja Mama w czasach młodości ubierała się w Benettony, a jak :) Wprawdzie w Polsce komunizm kwitł w najlepsze i o zachodnich markach nikt nie słyszał, ale część rodziny w trakcie i po wojnie rozjechała się do Francji i Australii. Stamtąd więc płynęły paczki pełne smakołyków, ciuchów, i w ogóle powiew wielkiego (czyt. normalnego) świata. Pierwsze prawdziwe jeansy marki Wrangler Mamuńka dostała właśnie od ciotki z Australii. Nawet mojemu pokoleniu, a co dopiero kolejnym, dziwnie się czyta takie historie, wydaje się nie do pojęcia, że w sklepach nie było NIC, wszystko na przydział lub załatwione po znajomości "spod lady". A jednak, były takie wesołe czasy... Wyszedł mi z tego post dość polityczny, broń Boże, od polityki trzymam się daleko.
Jestem niezwykle wdzięczna matce naturze, że obdarzyła mnie figurą po Mamie, bo dzięki temu jej dawne ubrania na mnie pasują. Te cudne spodnie musiały więc być moje, zwłaszcza, że sama je wyszperałam. Zestawiłam je ze znaną już bluzką z Mohito i jeszcze bardziej znanymi Wam złotymi dodatkami :) Wyszło trochę vintage, trochę wyprzedażowo, trochę firmowo, a trochę no name :)
Podróży sentymentalnej koniec!



Szpilki/pumps - no name
Spodnie/trousers - Benetton (vintage)
Pasek/belt - no name
Bluzka/blouse - Mohito
Naszyjnik/necklace - H&M
Bransoletka/bracelet - Katherina
Kolczyki/earrings - OASAP

wtorek, 10 lipca 2012

Całkowicie poważnie...


Dzisiaj będzie bardzo poważnie, wiek zobowiązuje, poza tym ileż można żartować i patrzeć na wszystko z przymrużeniem oka. Śmiech jest niezdrowy, robią się zmarszczki, czasem z jego nadmiaru boli brzuch. Na wesołego człowieka inni patrzą nieco dziwnie, rysując za jego plecami małe kółeczko na czole, szaleniec jak nic!
Biorąc pod uwagę powyższe, od dziś zamierzam być niezwykle stateczną i poważną osobą...
Uwierzyliście?
Ci, którzy mnie znają, pewnie teraz rzeczywiście pukają się w głowę :) Prawda jest taka, że nie potrafię się nie śmiać, dużo gadam i mam dość oryginalne pomysły. Nie, nie jestem lekkomyślna czy nierozważna, bardzo twardo stąpam po ziemi, ale lubię czerpać z życia to, co najlepsze, to, co mnie cieszy i daje pozytywnego "kopa".
Ponieważ jednak miało być na poważnie, zestaw klasyczny, choć złamany kolorem.
Bluzka w kolorze cyklamenu, kupiona w zeszłym roku na wyprzedaży w Zarze.
Spódniczka od sklepu internetowego CUDMODA, fajny fason z zaszewkami na biodrach, idealna na lato, bo bez podszewki.
Pasek ze skóry Alain Manoukian, przywieziony 4 lata temu z Irlandii, kupiony za pół funta w charityshopie.
Sandałki Quazi, nowe kochane maleństwa z lakierowanej skóry i zamszu.  Jak na razie zapowiada się, że będą moim hitem tegorocznych wyprzedaży, przecenione z 220 zł na... 59 zł ze względu na to, że mały rozmiar i ostatnia para.
Naszyjnik ze Stradivariusa, kupiony na zimowej sale.
Cóż, jak widać wyszło nie tylko poważnie, ale i wyprzedażowo :)


Sandały/sandals - Quazi
Spódnica/skirt - CUDMODA
Pasek/belt - Alain Manoukian
Bluzka/blouse - Zara
Naszyjnik/necklace - Stradivarius
Okulary/sunglasses - Paul Frank

niedziela, 8 lipca 2012

Zebra in gold...


 Kocham lato, to moja ulubiona pora roku. Można wtedy dowolnie wariować odzieżowo, zima niestety nie daje takiego pola do popisu. Poza tym, latem wszystkie kolory i fasony są dozwolone, nawet złote buty :) Nie wyobrażam sobie założenia zimą złotych kozaczków i złotej torebki, aczkolwiek taki widok można czasem spotkać na ulicy. Niestety...
Ja wszystkich lojalnie uprzedzam, latem noszę dużo złotego, także bądźcie przygotowani :)
Dziś wersja zebry in gold, przy czym bluzka ma swoją premierę, choć w szafie mam ją dobrych kilka lat. Czasem kupuję jakiś ciuch, bo jestem nim totalnie zauroczona, po czym okazuje się, że nie mam do czego nosić. Założyłam ją więc w ciągu tych kilku lat może ze trzy razy... Nie widać tego dokładnie na foto, ale wokół ciemnych prążków jest cienka oliwkowa obwódka. Spódnica zgrała się więc z nią idealnie, a kupiłam ją tydzień temu na wyprzedaży też tylko dlatego, że mi się bardzo podobała. O tym, do czego mi będzie pasować nie myślałam w ogóle, przyznaję się... Na swoje usprawiedliwienie mam tylko argument, że jest śliczna i była tania, 29 zł :)
Upały wymuszają upięcie włosów, z rozpuszczonymi nie da się wytrzymać, więc dziś znów kok autorstwa Mamuni, tylko razem nie poszła w górę, tylko w obwód :) Wyszła bardzo gustowna kokowa bombeczka...
Za oknem zachmurzyło się bardzo konkretnie i wreszcie zbiera się na burzę. Jeśli chodzi o mnie, jestem za, od kilku dni słońce grzeje niemiłosiernie, w mieście nie da się wytrzymać.
Znikam, bo trwa finałowy mecz Ligi Światowej, mam nadzieję, że chłopcy zrobią mi dziś prezent urodzinowy i wygrają :)


Szpilki/pumps - no name
Spódnica/skirt -Stradivarius
Bluzka/blouse - Zara
Torebka/bag - no name
Bransoletka/bracelet - Cubus
kolczyki/earrings - OASAP

piątek, 6 lipca 2012

Mała lady pank...


Hej!
Dzisiejszy set jest właściwie eksperymentem, najpierw miała być inna biżuteria, potem buty, a na końcu przyszła kolej na fryzurę. Generalnie czuję się w tym zestawie jakbym znów miała 15 lat :) Wprawdzie punkówą jako taką nigdy nie byłam, ale mój nastoletni okres buntu był i przejawiał się właśnie w stroju oraz w kolorowym manicure. Zawsze lubiłam się wyróżniać, był więc etap ciężki butów i bojówek, były dżety i różowe spódniczki (o tym chcę szybko zapomnieć!), była również klasyka. Pamiętam, jak w liceum na matematyce kochany prof. Jeruszka zaczynał lekcję od pytania - Paulina, jaki dziś kolor paznokci? Cudne czasy :)
Nie pytajcie mnie, dlaczego taki tytuł posta, tytuły przychodzą mi do głowy tak po prostu, więc nie walczę z tym :)
Dziś więc koronkowe szorty z OASAP, neonowy top z H&M oraz biżuteria z Katherine. Kucyk z koronką wyszedł "w praniu", doznałam nagłej weny twórczej :) Potworne upały wspomagają taką wenę przy upinaniu włosów, dziewczyny pewnie znają ten ból :)


Sandały/sandals - Stradivarius
Szorty/shorts - http://www.oasap.com/
Top/top - H&M
Kopertówka/clutch - Atmosphere
Bransoleta/bracelet - Katherine
Kolczyki/earrings - Katherine
Obrączka/ring - H&M