Dobija mnie zima! Ciągnę już resztkami sił, wspomagam się czekoladą i oglądaniem zdjęć rajskich plaż w internecie... Wszystkie plany sesji fotograficznych poszły się... bujać, o założeniu nowych zamszowych szpilek z Zary mogę na razie zapomnieć, a na widok zimowego płaszcza mam już mdłości.
Uff, trochę ulżyło... :) Wszyscy mamy już dość i z niedowierzaniem patrzymy za okno, na większości blogów totalne wkurzenie pogodowe... Fajnie wyglądają ozdoby wielkanocne, które już pojawiają się przed centrami handlowymi, całe przysypane śniegiem :)
Postanowiłam, wzorem Indian, odprawić minirytuał przywołujący wiosnę. Mniej widowiskowy niż te rdzennych mieszkańców obu Ameryk, po prostu wiosenne ciuszki, jedzonko ze świeżych warzyw, tulipany w wazonie... Jako, że nie jest to blog kulinarny ani wnętrzarski, skupmy się tylko na owym zestawie odzieżowym, jak wyglądają kwiaty i sałatka grecka, większość z Was wie :)
Prostota tu jest, jak to u mnie. Szpilki, jeansy, marynarka. Nowym nabytkiem jest brzoskwiniowa bluzka tunika z Atmosphere, którą kupiłam na ostatnich łowach w sh. Nówencja z metką za 16 zł, uwielbiam takie okazje! Pasek, który u mnie robi za naszyjnik, też już pokazywałam, jak widzicie uparcie noszę go na szyi.
Za jakość zdjęć przepraszam, kolega samowyzwalacz miał focha...
UWAGA! Wkrótce wielkie rozdanie, rozlosuję kilka zestawów kosmetyczno-biżuteryjnych od sponsorów spotkania bloggerek! Zaglądajcie, bo warto!
Szpilki/pumps - Buffalo London
Jeansy/jeans - Bershka
Bluzka/blouse - Atmosphere
Marynarka/jacket - H&M


























