![]() |
| tumblr |
Zmrok zapada za szybko, dni skracają się w tempie ekspresu, a poziom mojego samopoczucia jest wprost proporcjonalny do tego. Czyli co dzień coraz bardziej w dół. Nie, nie myślcie czasem, że jestem jakimś straszliwym ponurakiem i chodzę z nosem na kwintę. Kto mnie zna ten wie, że śmieję się dużo i często, niezależnie od pory roku. Ale jesieni nie lubię i nic na to nie poradzę. Nie przekonują mnie ani piękne zdjęcia z żółto-czerwonych od liści parków, ani perspektywa miłych wieczorów pod kocem, z książką i herbatką. Bo czar pryska, kiedy muszę wyjść na zewnątrz, otulona w milion warstw, włosy od razu elektryzują się jak szalone, grzywka spod czapki wygląda koszmarnie, na podorędziu króluje parasolka. Jestem ciągle śpiąca, nawet kawa nie pomaga. Ożywiam się w towarzystwie innych ludzi, ale gdy wracam do domu robię się znów melancholijna. Po prostu brakuje mi słońca i kopa, które daje!
Banalnie, wiem, możecie takie teksty przeczytać na większości blogów. Ale to życie, nic innego. Jako zwierzę ciepłolubne, powinnam się chyba przenieść do słonecznej Toskanii na przykład... Łagodny klimat, ukochane Włochy, dużo oliwek, winogron i fig które uwielbiam... Pomarzyć zawsze można, niestety ludzka natura jest taka, że pewnie po jakimś czasie zaczęłoby mnie wkurzać, że ciągle jest gorąco, słońce świeci jak oszalałe, ja chcę śniegu!
Jak mówią, wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.
Nie wiem dlaczego, ale pewne narodowości, w tym nasza, przejawiają taki właśnie dziwne podejście do wszystkiego. Może wynika ono z warunków życiowych, może z wychowania, ale jesteśmy wiecznie niezadowoleni. Nie znam tak naprawdę nikogo, kto nie startowałby choć od czasu do czasu w dyscyplinie narodowej, potocznie zwanej narzekaniem. Wystarczy zresztą przeczytać pierwszą połowę tego postu, sama zaprezentowałam model idealny. Najgorsze jest to, że ciągnie się to z pokolenia na pokolenie, niezadowoleni rodzice wychowują niezadowolone dzieci (pedagog ze mnie wylazł :) i koło się zamyka. Jakoś nam ciężko wykrzesać z siebie optymizm, chyba tylko wiosną i latem właśnie widać na ulicach uśmiechniętych ludzi.
Z drugiej jednak strony, skoro każdy sam kształtuje swoją rzeczywistość, zamiast narzekać, może warto coś zmienić. Podejście "i tak się nie uda" gwarantuje 100% porażki, jeśli spróbujemy, szanse na to spadają do połowy. Druga połowa to prawdopodobieństwo sukcesu!
Kiedyś wydawało mi się, że nigdy nie nauczę się jeździć na nartach. Nawet nie chciałam spróbować, z góry zakładając, że nic z tego nie będzie. Gdyby nie upór ówczesnego partnera i to, że po prostu kupił mi sprzęt i zawiózł na stok, pewnie do dziś pozbawiona byłabym jednej z przyjemności, które uwielbiam. Bo pokochałam narty i nie wyobrażam sobie zimy bez choćby jednego wypadu. Ale jako typ bardziej książkowy niż sportowy, założyłam z góry, że się nie uda. A wystarczyło po prostu działać!
Nasz pesymizm życiowy wynika pewnie również z zasady - "lepiej się głośno nie cieszyć, żeby nie zapeszyć". U mnie działa bez pudła. Życie uczy, że im bardziej jesteś z danej sytuacji zadowolony, tym większe prawdopodobieństwo, że coś się schrzani, Tudzież "uczynni", których kłuje w oczy Twój sukces, pomogą schrzanić... Trochę to błędne koło, bo w końcu fajnie jest świętować jakieś swoje życiowe zwycięstwa z innymi, a nie dzielić się tylko porażkami.
Nierealne ambicje również stanowią kulę u nogi, która mentalnie ściąga w dół i frustruje. Wiadomo, trzeba marzyć, wyznaczać sobie cele i do nich dążyć, ale też i pracując na etacie nigdy nie kupię sobie zamku nad Loarą, ani będąc już dorosłą kobietą a nie nastolatką mając i 160 cm wzrostu, nie zostanę supermodelką. Mierzę siły na zamiary. I nauczyłam się jednej ważnej rzeczy, o której wiele osób dzisiaj zapomina - cieszę się drobiazgami. Tym, że świeci słońce, że kiedy to czytacie jestem na Wrocław Fashion Meeting z gronem fantastycznych ludzi, że udało mi się dorwać książkę, której długo nie mogłam nigdzie dostać. Życie składa się z wielkich rzeczy, które przychodzą z hukiem i odmieniają wszystko, ale jednak w większości to owe codzienne drobiazgi kształtują każdy dzień. Jeśli ich nie zauważasz, czekając aż przyjdzie akt własności tego zamku, który zasponsorował chyba tajemniczy milioner, bo sam go przecież nie kupisz, to spędzisz życie goniąc za mrzonką, coraz bardziej niezadowolony.
A przecież wystarczy zmienić punkt widzenia... Bo do cholery po co Ci zamek nad Loarą :)
![]() |
| tumblr |

