niedziela, 13 lipca 2014

Sobota na wsi...



Ludzie dzielą się na dwie grupy- tych, którzy kochają psy, oraz tych uwielbiających koty. Ekstrawertycy to ten pierwszy typ, bowiem przyjacielski, otwarty, szczery "merdacz ogonem" to idealny partner dla takiego człowieka. Z kolei introwertycy bardziej doceniają tajemnicze, chodzące własnymi ścieżkami koty, równie skryte jak oni.
Chyba nie trudno zgadnąć po zdjęciach, którym typem jestem i jaki mam charakter. Tak jak po moim czworonożnym przyjacielu można i po mnie od razu poznać, czy jestem szczęśliwa, smutna, zła. Czasem mi to przeszkadza w życiu, ale taka po prostu jestem.
Post dzisiejszy jest zupełnie spontaniczny, zdjęcia zrobiła moja Mama, kiedy Figo dostawał cotygodniową porcję pieszczot i przelewał na mnie swoja psią miłość. Ubolewam nad tym, że widzę go raz w tygodniu, podczas wizyty w domu rodzinnym, ale nie chcę, by siedział pół dnia sam w mieszkaniu, kiedy ja jestem w pracy. Pod Częstochową, na wsi, ma wielkie podwórko, uwielbiającą go moją rodzinę i kocią przyjaciółkę, z którą podczas zabaw czynią wielkie starania, by zdemolować wszystko na swojej drodze. Z lepszym lub gorszym efektem :)
A moja stylówka jaka jest, każdy widzi... Luźny zestaw weekendowy z "okropnymi" klapkami. I ja się na taki fason pokusiłam, były przecenione w H&M i tak jakoś wyszło... Spodobały mi się, poza tym przydadzą się nad morzem, już niedługo. Do nich zwykłe boyfriendy i luźny haftowany top. Po prostu lato na wsi :)




Klapki/shoes - H&M
Spodnie/trousers - Bershka
Bralet/bralet - Tally Weijl
Top/top - Chicnova

czwartek, 10 lipca 2014

Black stripes...


Sezon "BIG SALE" w pełni. Sklepy pełne są pań, które z obłędem w oczach szukają "okazji życia" i buszują wśród wieszaków niczym wytrawni myśliwi. Jedne czatują, co odwieszą drugie, inne rozpaczają, że nie ma już ich rozmiaru, a na to wszystko patrzą mężczyźni - z przerażeniem :)
Do wyprzedaży podchodzę bardzo racjonalnie, co jest aż dziwne, biorąc pod uwagę, że jestem nie tylko kobietą, ale i blogerką. Wpływa na to fakt, że mam dość specyficzny gust oraz figurę, w związku z tym większość rzeczy, które mi się podobają źle na mnie leży. Dlatego nigdy nie wynoszę naręczy ubrań, kupuję jakieś pojedyńcze rzeczy, a wydać więcej mogę jedynie na buty i dodatki.
Tego lata, poza białą spódnicą z Mohito, którą widzieliście w jednym z poprzednich postów, kupiłam tylko białe spodnie w pasy - nabytek z Zary. Wpadły mi w oko ze względu na ciekawy fason, a w mojej szafie spodni nigdy za wiele. Mam ich zdecydowanie więcej niż spódniczek.
Oto więc dzisiaj one, zestawione z braletem oraz prostą marynarką.


Zdjęcia KASIA FILIPCZAK


Szpilki/pumps - no name
Spodnie/trousers - Zara
Bralet/top - Tally Weijl
Marynarka/jacket - H&M
Zegarek/watch - Lorus

poniedziałek, 7 lipca 2014

Post - industrialny...


Czasem wybieramy się gdzieś, po czym lądujemy w zupełnie innym miejscu... Decydują okoliczności, osoby trzecie lub też po prostu przypadek.
Tak było właśnie wczoraj, podczas robienia zdjęć, które dzisiaj Wam prezentuję.
Razem z fotograf Kasią postanowiłyśmy podjechać gdzieś w rejon nowej częstochowskiej  hali sportowej na Zawodziu. Ponieważ na Alei Pokoju trwa remont mostu, wyznaczono objazd terenami pohutniczymi. Chcąc nie chcąc, musiałyśmy jechać właśnie tą drogą. Jeden rzut oka profesjonalistki z aparatem, moje porozumiewawcze mrugnięcie i decyzja zapadła - próbujemy tutaj.
Jaki jest efekt? Według mnie świetny! Coś nowego jeśli chodzi o tło, poza tym jakość zdjęć bajkowa. Postindustrialny klimat i odrobina dzikości, podkreślona czerwonymi ustami. Mieszanka wybuchowa, ale oceńcie sami!

Zdjęcia fantastyczna KASIA FILIPCZAK

 

 Sandały/sandals - H&M
Kombinezon /jumpsuit - G21
Torebka/bag - Marble
Naszyjnik/necklace - Stradivarius

sobota, 5 lipca 2014

Rzym - śladami cesarzy, śladami papieży...


Rzym jest jak stara książka w pięknej oprawie... Kiedyś wypieszczony jak perła ówczesnego świata, obecnie lata świetności ma za sobą, jest nadgryziony zębem czasu, ale wciąż zachwyca. Każda ulica niczym każda strona odkrywa przed nami magicznej miejsca, kamienice, kościółki, świątynie, fragmenty tego, co pozostało po wielkim Cesarstwie Rzymskim. Upływają wieki i tysiąclecia, a on wciąż... jest. Nie bez powodu nosi nazwę Wiecznego Miasta.
W Rzymie nie można się nie zakochać...Jest zatłoczony, zakorkowany, na ulicach walają się śmieci a turystów zaczepiają co chwila żebrzący emigranci. To prawda. Ale wystarczy stanąć w cieniu Koloseum, wspiąć się na najsłynniejsze z siedmu wzgórz, na których usytuowane jest miasto -Kapitol, czy wyciszyć na Placu Świętego Piotra, patrząc w okna, w których kiedyś pokazywał się nasz ukochany Jan Paweł II. Zapominamy wtedy o wszystkim, chłonąc atmosferę wieków, potęgi i upadku niezliczonych władców,  rzymskich podbojów, historii chrześcijaństwa i całej tej spuścizny, którą ta jedna z potęg antycznego świata nam pozostawiła.
Dziś Rzym i Watykan w moim obiektywie. Nie znajdziecie tutaj wszystkiego, co warto zobaczyć, gdyż w niektórych miejscach jest zakaz fotografowania, zaś Fontanna Di Trevi akurat jest w remoncie - widziałam, ale nie było sensu robić zdjęć. Przy okazji tej ostatniej, przy placyku, stojąc do fontanny przodem - po lewej stronie, można zjeść najlepsze lody w Rzymie. Próbowałam, polecam! Nie omieszkałam również wrzucić do niej monety więc zgodnie z legendą - kiedyś tam wrócę...