Dawno nic mnie nie zachwyciło tak, jak zamek w Gołuchowie. A zamki i pałace uwielbiam i zwiedzam w kraju i za granicą, gdy tylko nadarzy się okazja, nawet te zrujnowane.
Nie będzie przesadą, jeśli gołuchowski majątek (czyli budynki i olbrzymi park) nazwę perełką ziemi wielkopolskiej. Jest nią w istocie i w pełni zasługuje na swoją nazwę. Ale gdy w grę wchodzi rodzina Czartoryskich, nie może być inaczej. Losy zamku wiążą się bowiem ściśle z córką księcia Adama Jerzego, Izabellą.
Ale zacznijmy od początku, czyli garść faktów historycznych.
Zamek w Gołuchowie w pierwotnej formie, czyli na planie prostokąta, z basztami obronnymi i fosą, został wzniesiony w latach 1550 - 1560 dla Rafała Leszczyńskiego, starosty radziejowskiego i wojewody brzesko-kujawskiego. Pozostawał w jego rękach przez kilka dekad, a po jego śmierci w 1692 roku odziedziczył go syn Wacław. To pod jego rządami obronny dwór, jaki wybudował senior Leszczyński, przekształcono w okazałą, wieloskrzydłową rezydencję magnacką z reprezentacyjnym arkadowym dziedzińcem. Leszczyńscy mieszkali tam przez kolejne sto lat, aż do roku 1695, gdy majątek sprzedano rodzinie Suszków.
Na przestrzeni wieków gołuchowskie dobra kilkukrotnie zmieniały właścicieli, popadając stopniowo w ruinę. W końcu pod koniec XIX wieku Tytus Działyński odkupił to, co zostało z Gołuchowa z przeznaczeniem na siedzibę dla syna Jana Kantego, który wkrótce poślubić miał Izabellę Czartoryską. Niestety młody Działyński został skazany przez władze pruskie za organizację powstania styczniowego i musiał więc uciekać za granicę, dlatego małżeństwo z Izabellą zawarł w Paryżu. Ponieważ majątkowi w Gołuchowie w związku z wyrokiem Jana Kantego groziła konfiskata, Czartoryska formalnie odkupiła go z rąk Działyńskich. I nic lepszego stać się nie mogło!
Izabella z Czartoryskich Działyńska była bowiem wielką patriotką, która kochała sztukę i ratowała polskie pamiątki historyczne po rozbiorach. Z zamku w Gołuchowie uczyniła dzieło swojego życia, podnosząc go z kompletnej ruiny i tworząc w nim jedno z najważniejszych prywatnych muzeów w dziewiętnastowiecznej Europie. W latach 1872 - 1885 budowla przeszła gruntowną przebudowę w stylu zamków nad Loarą, nad którą czuwało dwóch wybitnych francuskich architektów: Maurice Ouradou i Eugene A Viollet-le-Duca. Przyziemie i piwnice zostały zaadaptowane pod przyszłe sale muzealne, do dekoracji wnętrz sprowadzono autentyczne zabytkowe detale architektoniczne z całej Europy.
Wraz z ogrodnikiem Adamem Kubaszewskim Izabella zaprojektowała również 158 hektarowy park w stylu angielskim, otaczający zamek. Sprowadzono do niego setki rzadkich i egzotycznych roślin, tworząc jedno z najwspanialszych arboretów w kraju.
Gołuchów nabrał blasku, a Izabella zaczęła zwozić tu swoją kolekcję dzieł sztuki, którą do tej pory trzymała w paryskim hotelu Lambert, należącym do jej rodziny. Do wielkopolskiej posiadłości trafiła m. in rzadka kolekcja waz antycznych, biżuteria, malarstwo czy oryginalne ryciny Durera.
W 1893 roku w celu ochrony zbiorów utworzyła Ordynację Książąt Czartoryskich w Gołuchowie, w statucie której zawarła dwa kluczowe (i rewolucyjne jak na tamte czasy) zapisy. Po pierwsze ogólną i bezpłatną dostępność muzeum dla zwiedzających, po drugie zaś niepodzielność zbiorów (kolekcja nie mogła być rozsprzedana ani podzielona przez spadkobierców), dzięki czemu przetrwały w całości aż do II wojny światowej.
W 1899 roku Izabella zmarła w Paryżu, ale zgodnie z jej wolą, jest pochowana w Gołuchowie, w mauzoleum w dawnej kaplicy na terenie parku.
Niestety, pożoga II wojny światowej rozproszyła piękną kolekcję Izabelli po całym świecie, a wiele eksponatów bezpowrotnie przepadło. Wprawdzie rodzina Czartoryskich latem 1939 roku, przeczuwając zbliżającą się wojnę, ukryła część zbiorów w Warszawie, ale zostały one odnalezione przez Niemców, którzy splądrowali również gołuchowski zamek. Od czasów powojennych trwa próba odzyskania wielu dzieł sztuki, ukrytych w prywatnych kolekcjach lub w hitlerowskich skrytkach, które nigdy potem nie zostały przez grabieżców opróżnione.
Tyle historii, choć uwierzcie, jest to tylko mały wycinek :) Jak mały? baaardzo.
Teraz taka mała dygresja, skąd mi się ten Gołuchów w ogóle wziął i dlaczego mały wycinek.
Mój parter życiowy Adam robił tam długofalowe zlecenie fotodokumentacji, postanowiłam więc, ze w któryś weekend pojadę z nim. Wielkim plusem było to, że jako fotograf i jego pomocnik mieliśmy dostęp do sal zamkniętych do zwiedzania, mogłam więc trochę po zamku pobuszować. No i cudowny Pan Przewodnik (niestety nie znam imienia) który wziął nas na małą wycieczkę - w ciągu 1,5 godziny zdążyliśmy zaliczyć zaledwie dziedziniec i dwie sale :) Pan jest bowiem absolutnym pasjonatem (którego rodzina pracowała od pokoleń w gołuchowskich dobrach) zakochanym w zamku i znającym jego historię od podszewki więc zwiedzanie całości z jego komentarzem zajęłoby pewnie cały dzień, na co ani On ani my niestety nie mieliśmy czasu. Dlatego naprawdę to, co napisałam powyżej o historii Gołuchowa to maleńki skrót.
Zamek i park wokół robią olbrzymie wrażenie. Tak po prostu.
Pomimo wojennego rozproszenia eksponatów z kolekcji Izabelli, część wróciła na swoje miejsce i można je podziwiać. A historie związane z ich powrotem są różne. Jak opowiadał nam ów cudowny starszy pan przewodnik oprowadzając po salach, np. mała starożytna figurka głowy wojownika wróciła do kolekcji zamku w wyniku... wyrzutów sumienia. Została skradziona przez hitlerowca w czasie wojny, jednak na łożu śmierci polecił on swojemu synowi zwrócić artefakt na miejsce, skąd został zabrany. Syn wolę ojca wypełnił. Z kolei kawałek cennego szklanego naczynia został w ubiegłym roku zidentyfikowany przez amerykańską archeolog Dorothy King jako polska strata wojenna. Powiadomiła ona nasze władze i artefakt ten, należący do prywatnej kolekcji w Nowym Jorku, powrócił do gołuchowskiego zamku, gdzie jego miejsce - mam wielką nadzieję, że z czasem wiele innych, zaginionych dzieł również powróci.
Zamek w Gołuchowie to oddział Muzeum Narodowego w Poznaniu.
Obowiązują tutaj poniższe zasady.
Godziny otwarcia od wtorku do niedzieli (w poniedziałek obiekt nie jest dostępny do zwiedzania) 9-16, przy czym zwiedzanie odbywa się co pół godziny, a ostatnia tura startuje o godz. 15. Przejście z przewodnikiem trzeba umówić wcześniej, telefonicznie lub mailowo.
Bilet normalny kosztuje 20 zł, ulgowy 13 zł, dzieci do 7 r.ż., wstęp bezpłatny, dzieci i młodzież 8-26 r.ż. bilet wstępu 1 zł. Wtorki wstęp bezpłatny dla wszystkich.
Po wyjściu z zamku spacer po parku obowiązkowo! Teren jest rozległy, są tu również stawy, mostki, pasieka, można znaleźć jadalne kasztany z drzew posadzone jeszcze ręką ogrodników Izabelli!
Warto dotrzeć również do Pokazowej Zagrody Zwierząt, gdzie spotkać możemy żubry, daniele czy koniki polskie. Wstęp bezpłatny (znajduje się na terenie parku).
Na terenie majątku mieści się także Muzeum Leśnictwa, które obejmuje budynki Powozowni, Owczarni i Oficyny. Bilet wstępu do wszystkich trzech to 25 zł normalny, 18 zł ulgowy lub 40 zł bilet rodzinny.
Z mojej rodzinnej Częstochowy do Gołuchowa jest kawałek drogi, więc polecam opcję wyjazdu weekendowego z noclegiem, bo zamek i park z przyległościami to naprawdę cały dzień atrakcji. Niedaleko zamku (5 minut samochodem) są apartamenty "U Alicji", znajdziecie je na bookingu - czyściutko, pokoje z łazienką i aneksem kuchennym. Zaś na obiad polecam restaurację "Zamkowa", która jak sama nazwa wskazuje ... znajduje się poza zamkiem :), dosłownie kilkadziesiąt metrów za murami posiadłości (na samym terenie przy zamku jest tylko kawiarnia). W Zamkowej skosztujecie klasycznych dań kuchni polskiej, bardzo smacznych, a ceny również przyjazne.







































