Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
środa, 21 marca 2018
Jak mieć piękne włosy? Porady oraz kosmetyki godne polecenia
Chyba wszystkie chcemy, by nasze włosy wyglądały zdrowo. Zdrowo, lśniąco i pięknie.
Wpływ na ich wygląd ma tryb życia, dieta i sposób pielęgnacji oraz stylizacji fryzury.
Jakkolwiek nieskromnie to brzmi, moje włosy wyglądają bardzo dobrze.
Często też spotykam się z pytaniami, co robię i w jaki sposób o nie dbam, by były w świetnej kondycji.
Po pierwsze i najważniejsze, nie używam lakieru do włosów, pianki, suszarki, prostownicy itp.
Myję włosy przeważnie wieczorem i pozwalam im schnąć naturalnie. Nigdy nie rozczesuję mokrych!
A do samego czesania używam tylko szczotek Tangle Teezer i Michelle Mercier.
Najczęściej noszę je rozpuszczone, a jeśli już związuję w kucyk, to tylko żelową gumką-spiralką (są takie np. w H&M, Rossmanie). Nie łamie ona włosów i nie wyrywa.
Wiem, że dla części z Was, mających bardziej wymyślne fryzury niż moja i inny tryb życia powyższe wskazówki nie będą przydatne, niemniej wiem, że kilka moich koleżanek skorzystało.
Jest również kilka produktów do pięlęgnacji, które polecałam Wam już w poście TUTAJ i TUTAJ.
Dziś pora na nowe odkrycia, które warte są polecenia.
Wszystkie trzy znajdziecie w drogeriach i należą do grupy produktów w przedziale cenowym ok. 10 zł.
Na pierwszy ogień idzie Marion szampon intensywnie wzmacniający do włosów słabych ze skłonnością do wypadania.
Jak podaje producent, zawiera argan organiczny, proteiny ryżowe i biotynę. Ma dość gęstą konsystencję, pięknie pachnie i dobrze się pieni, jest wydajny.
Opakowanie z wygodną w aplikacji pompką, mnie bardzo pasuje bo wiem ile "porcji" szamponu wycisnąć by było w sam raz.
Włosy są po nim lekkie, nie plączą się, co do działania przeciw wypadaniu ciężko stwierdzić.
Farmona Herbal Care aloes i kwiat lnu szampon do włosów suchych i łamliwych.
Oprócz wyżej wymienionych ekstraktów ma w swym składzie również białka przeniczne, kosmetyk nie tylko nawilża więc, ale i regeneruje włosy.
Jego wielkim plusem jest także fakt, że nie zawiera barwników i parabenów.
Ma gęstą, przezroczystą konsystencję i delikatny zapach, na początku wydawał mi się on nieco dziwny, ale z czasem przywykłam, poza tym nie utrzymuje się długo na włosach.
Na koniec produkt, bez którego nie wyobrażam sobie pielęgnacji czupryny niezależnie od pory roku - olejek arganowy, nakładany oczywiście na mokre pasma i nigdy na skórę głowy!
Najlepszym według mnie jest ten w malutkiej buteleczce, dostępny w sklepach typu Lidl, Biedronka czy Rossman, pisałam już o nim TUTAJ.
Jednak i prezentowany dziś, Farmona Herbal Care odżywczy olejek arganowy do włosów, skóry i paznokci sprawdza się bardzo dobrze.
Niewielka buteleczka (55ml) sprawdza się doskonale w podróży, zaopatrzona jest również w wygodną pompkę - dozownik. Zawsze na wyjazdy zabieram ze sobą tego typu produkt, bo (zwłaszcza za granicą) jakość wody pozostawia wiele do życzenia.
Od razu czuję to właśnie na włosach.
Nie próbowałam produktu na skórze ani też na paznokciach, ale myślę, że do tych ostatnich sprawdzi się nieźle.
Kobietki drogie, mam nadzieję, że byłam pomocna a w razie pytań, piszcie, chętnie odpowiem i podpowiem jeśli będę wiedzieć :)
czwartek, 13 marca 2014
Her (hair) story...
Etykiety:
Cece of Sweden,
Gliss Kur,
pielęgnacja,
Tangle teezer,
włosy
Pytacie mnie czasem o pielęgnację włosów i chwalicie moją czuprynę - niezmiernie mi miło. Korzystając więc z tego, że podłe wirusy uziemiły mnie w domu z garścią chusteczek, a zaległości serialowe w "Elementary" i "Hannibalu" już nadrobiłam, dziś taki właśnie post. O moich włosach słów kilka.
Uprzedzam osoby, które spodziewają się jakichś cudownych środków tudzież tajemniczych metod - rozczarujecie się... Nie podaję również składu produktów, nie znam się na tym i nie będę udawać ekspertki, moim włosom one służą i basta!
Zacznijmy od pierwszej, zasadniczej i naczelnej sprawy - nie używam suszarki, lokówki, prostownicy, lakieru ani pianki! Mam to szczęście, że pasma są naturalnie gładkie i dość sztywne, nie muszę ich dodatkowo prostować. Dobre geny po Mamusi i to jej w tym wypadku należy gorąco podziękować :)
Nie oszukujmy się, wszelkie termiczne ingerencje niszczą strukturę włosa, więc ja moim tego nie serwuję (no chyba, że w sytuacji awaryjnej). Zawsze rozplanowuję wyjścia tak, aby włosy same mogły naturalnie wyschnąć. Pielęgnuję je więc przeważnie wieczorem i raczej nie rozczesuję na mokro. Dopiero, gdy podeschną lub są całkiem suche.
Kosmetyków używam dosłownie kilku, ale są one starannie wyselekcjonowane latami doświadczeń :)
Zasadniczo myję włosy co drugi dzień, choć wiadomo, że czasem sytuacja wymaga, by robić to codziennie. Mam przetłuszczającą się skórę głowy, ale same włosy suche, więc dobranie odpowiedniego produktu graniczyło z cudem. Próbowałam chyba wszystkich szamponów dostępnych w drogeriach i innych rossmanach. Jedne nadmiernie wysuszały kosztem uniesienia przy skórze, inne nawilżały włosy, ale sprawiały, że wyglądałam jak oklapły, przylizany kocur. Ponad rok temu przypadkiem trafiłam w Superpharm na promocję szamponu Cece of Sweden z zielonymi algami morskimi. Stwierdziłam, że zaryzykuję i... moje włosy pokochały go miłością wielką! Ba, nie tylko włosy ale i skóra głowy darzy ów szampon dużym uczuciem! Ma bardzo delikatny zapach, lekko się pieni, nie ma konieczności podwójnego mycia. Włosy nie są splątane, lekko nawilżone, wszystko tak, jak potrzeba.
Litrowa pojemność kosztuje w promocji ok. 18-19 zł, regularnie ok. 24 zł - dostępna w sieciach Superpharm, Rossman i Hebe. Biorąc pod uwagę cenę innych szamponów (w granicach 10 zł za 250 ml) jest to bardzo dobra inwestycja nie tylko dla czupryny ale i portfela.
Ta sama cena i dostępność dotyczy drugiego szamponu tej marki, którego używam wymiennie - z mleczkiem kokosowym i biotyną, przeciwko wypadaniu włosów. Zapach ma obłędny (kocham kokos!), ale nie drażniący, poza tym bardziej gęstą konsystencję w stosunku do algowego brata. Czy działa? Hm, należy pamiętać, że na utratę włosów wpływa mnóstwo czynników, jak dieta, stres, tryb życia. Nie należy się więc spodziewać cudów po samym szamponie, choć nie ukrywam, ja widzę poprawę.
Odżywka - w trakcie i po zimie, jest to zdecydowanie konieczność. Moje włosy lubią te z Gliss Kur, obecnie używam z keratyną, ale mogę również zarekomendować "różową" z jedwabiem. Tą drugą aplikuję latem, jest trochę "lżejsza". Obie są dwufazowe, tzn. trzeba wstrząsnąć przed spryskaniem. Nie wymagają spłukiwania i można ich używać na mokre, jak i suche włosy. Cena za 250 ml w promocji ok. 10 zł, regularnie ok. 16 zł - ja kupuję w Rossmanie.
W kwestii czesania też czyniłam latami wszelkie eksperymenty. Szczotki z kulkami, bez, z naturalnego włosia, syntetyczne... Jakoś na ideał niestety nie trafiłam. Do czasu, aż przyszła kolej na osławiony Tangle Teezer. Jego recenzji powielać nie będę, pisałam już TUTAJ, natomiast nadal z całego serca polecam i pluję sobie w brodę, że kupiłam go tak późno. Dziewczyny, te wszystkie pozytywne opinie to nie mit, gdy spróbujecie, nie zamienicie jej na żadną inną.
Ostatni rzecz, zapewne tak banalna, że aż śmieszna. Gumka do włosów. Pamiętam jak w dzieciństwie kucyki wiązano mi popularnymi wówczas gumkami z... dętek rowerowych. Tak, zepsute dętki cięto na wąskie paski i owe "kółeczka" służyły do fryzur wszelakich. Wesołe to były czasy, koniec lat osiemdziesiątych, więc takie kuriozum jak gumka do włosów do kupienia w sklepie? Wtedy nie było podstawowych produktów, a ludzie stali w kilometrowych kolejkach po papier toaletowy... Może młodszym z Was wydaje się to śmieszne, ale tak było i takie mam wspomnienia. No właśnie, zdejmowanie tego gumowego paskudztwa z włosów to była udręka. Skręcało się to, łamało, wyrywało cebulki i przeważnie kończyło moimi łzami. Na tle włosów przewrażliwiona byłam od zawsze :)
Dziś używam tylko i wyłącznie gumek powlekanych, które łatwo zdjąć bez uszczerbku dla fryzury. Element wydawałoby się mało ważny, ale widuję czasem dziewczyny, które warkocze czy kucyki mają "złapane" jakimiś gumowymi recepturkami i aż mi skóra cierpnie. Bo włosy to nie tylko mycie czy suszenie, ale i dobre narzędzia do czesania i układania fryzury.
I to by było na tyle :)
sobota, 25 stycznia 2014
Tangle Teezer subiektywnie...
Etykiety:
Tangle teezer,
włosy
Na dworze mróz, więc czas na post niestylizacyjny, moja opinia na temat...
Tangle Teezer, czyli magiczna szczotka, którą zachwycają się i długowłose i krótkowłose, blondynki, brunetki i rude :)
Miałam ją w planach od dawna, ale ponieważ nie jest dostępna w stacjonarnych sklepach w Polsce, ciągle wypadało mi z głowy, aby zamówić.
Zmobilizowałam się w końcu, bo moje włosy sobie rosną, ja nie zwracam na to uwagi, a one wciąż dłuższe i dłuższe... Czesanie zaraz po umyciu odpuściłam sobie dawno, ale zaczął się pojawiać problem przy rozczesywaniu i na sucho. Postanowiłam działać.
Z jednej strony spodziewałam się fryzjerskiego cudu, ale i podeszłam do tematu z lekkim sceptyzmem. Wpływa na to miały entuzjastyczne recenzje i komentarze na temat produktu, na które czasami trafiałam - niektóre były jakby trochę na wyrost..
Oto więc prawdy i mity na temat Tangle Teezer, które znalazłam i zweryfikowałam:
1. Doskonale rozczesuje suche jak i mokre włosy, bez wyrywania i łamania - prawda! Włosów "po" jest na niej dużo mniej niż w przypadku zwykłej szczotki. Należy pamiętać, że utrata pewnej ich ilości jest naturalna, więc zawsze będzie kilka.
2. Wygładza i nabłyszcza - ciężko stwierdzić :) mam naturalnie gładką i błyszczącą czuprynę (dzięki o Matko Naturo!) więc jakichś zmian specjalnie nie zauważyłam.
3. Zapobiega elektryzowaniu - prawda! Zima daje się we znaki nie tylko drogowcom, ale i włosom. Moje puszą się strasznie, po zdjęciu płaszcza, komina, czapki wyglądam jak postacie z kreskówek po porażeniu prądem... Ta szczotka doprowadza moje włosy do ładu i nie fruwają samopas dookoła głowy.
4. Dzięki stosowaniu TT nie przetłuszczają się włosy - mit i legenda! Nie ma to wpływu, włosy należy po prostu regularnie myć, a nie szukać magicznych szczotek :)
5. Jej używanie wzmacnia cebulki - po dwóch tygodniach nie widzę różnicy, poza tym mam naturalnie gęste włosy, więc tutaj niech każdy weryfikuje we własnym zakresie :)
Powyższe podpunkty nie zmieniają faktu, że lubię tą szczotkę i kupię jeszcze mniejszą, kompaktową wersję do noszenia w torebce. Warto ją mieć choćby dla tego doskonałego rozczesywania, a jeśli komuś jeszcze w czymś pomoże, pozostaje tylko się cieszyć :)