poniedziałek, 8 lipca 2013

Wonder Woman czyli superbohaterka po godzinach...


Wonder Woman, czyli superbohaterka po godzinach... - MODNAPOLKA.pl Co robi Wonder Woman w czasie, kiedy nie ratuje świata? A takie zwykłe rzeczy... Pracuje, prowadzi blog, czyta, spotyka się z przyjaciółmi... Znowu zaczęła pić kawę, chodzi spać za późno i ma za dużą szafę, a i tak nie ma się w co ubrać... Uzależniła się od żelków Haribo i znów nie wiadomo po raz który ogląda "Seks w wielkim mieście"...
Uff, ulżyło mi, teraz już wiecie :)
A na poważnie - oto mój najnowszy łup secondhandowy za 10 zł - koszulka z WW. Generalnie lubię motywy superbohaterów, przypomina mi się beztroskie dzieciństwo. Moją ukochaną postacią był Scooby-Doo, którego oglądałam na kasetach VHS. Wychodziły wtedy kolejne numerowane serie z bajkami Hannah-Barbera. Byli tam Flinstonowie, Jetsonowie, kot Tip Top (czy jakoś tak :) oraz Wredniak i Bałwan, próbujący złapać gołębia :)
Potem przyszedł etap Batmana, do tej postaci mam sentyment do dziś, a najnowszą trylogię Nolana z Christianem Bale w roli Mrocznego Rycerza uwielbiam.
To tyle wspomnień, wracamy do rzeczywistości, czyli do zestawu. Koszulka jest kolorowa, więc zestawiłam ją z gładkimi białymi szortami z PERSUNMALL. Fason spodenek jest bardzo popularny za sprawą pewnej sieciówki. Są tak "hot", że wiszą z nową kolekcją i nie są przecenione, więc postawiłam na zamiennik. Do tego sandały z Big Sale w H&M.
Generalnie tegoroczne wyprzedaże okazały się bardzo owocne. Pobuszowałyśmy z Kalą w piątek po Galerii i trochę rzeczy kupiłam... Mam wreszcie sukienkę w szachownicę z Zary (169 zł 99 zł), kupiłam tam również spódnicę (129 zł 59 zł) z fajną wstawką z boku. Wyjątowo nabyłam coś w Cubusie, kremową bluzkę z koronki, na którą miałam ochotę od dawna (z 99 zł - chora cena! na 39,99 zł). C&A uszczęśliwiło mnie neonowo żółtymi spodniami z kolekcji Cindy Crawford za jedyne 44,90 zł po przecenie ze stu-kilku. Najbardziej jednak obłowiłam się w H&M. Bielizna, sandałki (ze 129 zł na 60 zł), bluzka z kryształami (z 79 zł na 20 zł), szafirowe spodnie (z 129 zł na 30 zł) oraz kamizelka (ze 129 zł na 75 zł).
Opanowałam się i nie kupiłam żadnych świecidełek - sukces! I tak mam jednak wyrzuty sumienia, jak zawsze po dużych zakupach, więc niedługo wywalę pewnie na Allegro duuuużo rzeczy (na przykład lunch bag z Zary), część już wystawiłam, zapraszam TUTAJ

Zapraszma również na konkurs, ciągle jest za mało zgłoszeń, żeby wyłonić zwycięzcę, także zgłaszajcie się TUTAJ Wymogi konkursowe są banalne!

A w momentach, kiedy nie ratuję świata, wyglądam tak :)


Sandały/sandals - H&M
Szorty/shorts - PERSUNMALL
Koszulka/shirt - Primark (sh)
Pierścionki/rings - H&M

sobota, 6 lipca 2013

Red lipstick please!

Red lipstick please! - MODNAPOLKA.pl
Wyobraźcie sobie, że na ustach mam czerwoną szminkę...
A potem możecie oglądać całą resztę...
Fotki z wczorajszego popołudnia, robione po ciężkim tygodniu, zaraz po pracy. Nadal odczuwam skutki czwartkowego hasania po trawie z futbolistami z SAINTS. Sesje zdjęciowe to ciężka, ale jakże przyjemna praca! Wszystkie bawiłyśmy się wyśmienicie, a i nasi koledzy nie wyglądali na specjalnie niezadowolonych :) Z niecierpliwością czekam na zdjęcia, zapowiadają się genialnie!!!!
Przy okazji Częstochowianki i Częstochowianie, w niedzielę mecz, zbiórka o 14 na stadionie na Dąbrowskiego. Obecność obowiązkowa! Saints będą grać z Diabłami, trzeba wesprzeć naszych zawodników, dobro ma zatriumfować w naszym -jakby nie patrzeć - Świętym Mieście :) Ja i koleżanki blogerki również będziemy z trybun zagrzewać chłopaków do walki!
Zaczyna to być wpis meczowy, nie ubraniowy, więc wracam do tematu z gatunku - moda i takie tam... :)
Strój półsłużbowy, sukienka ma długość, która pozwala nosić ją do pracy. To jeden z nabytków z Takko, o których kiedyś wspominałam. Nigdy nie kupowałam nic w tym sklepie, ale ta sukienka mnie urzekła - kolorem, fasonem, materiałem, ceną - 49 zł :)
Szlachetny kobalt zasługuje na odpowiednie wyeksponowanie, a nic go tak pięknie nie podkreśli, jak kontrastowa czerwień. I właśnie brak tylko tej czerwonej szminki, ale do pracy nie wypada. Czerwone paznokcie jednak są :)


Sandałki/sandals - Quazi
Sukienka/dress - Takko
Pasek/belt - OASAP
Torebka/bag - OASAP
Naszyjnik/necklace - H&M
Bransoletki/bracelets - Centro
Zegarek/watch - Geneva
Pierścień/ring - OASAP
Okulary/sunglasses - Paul Frank

środa, 3 lipca 2013

Magic people, voodoo people...


Jestem niezmordowanym poszukiwaczem nowych miejsc do zdjęć. Wszelkie podróże po okolicy, kiedy nie jestem kierowcą a pasażerem, kończą się przeważnie przyklejeniem nosa do szyby i wypatrywaniem fajnego tła...To już z lekka zalatuje psychicznym nie-halo, ale cóż, blogujące koleżanki i koledzy to zapewne rozumieją :)
Tym sposobem trafiłam na śmiesznego ludzika, wyglądającego trochę jak robot, trochę jak lalka voodoo. Nie jest to arcydzieło sztuki graffiti, ale mnie się podoba. Ja lubię wszystko, co dziwne, inne, ciekawe...
A propos dziwności, udało mi się zorganizować na jutro sesję zdjęciową dla mnie i moich częstochowskich blogerek, będzie to zupełnie coś innego, także oczekujcie posta wkrótce!!! Nie będzie grzecznie, będzie trochę śmiesznie, dużo przystojnych facetów i pięknych kobiet, będzie się działo :)

Dziś zestaw w niedzieli, mam na sobie spodnie, za którymi przejechałam praktycznie z jednego końca miasta na drugi. Łup z przeceny w New Yorkerze, kosztowały 39 zł, ale za pierwszym podejściem jakoś nie mogłam się zdecydować. Po kilku dniach znów znalazłam się w Galerii i tym razem postanowiłam je kupić. Nadal wisiały na wieszaku, ale w międzyczasie jakiś geniusz zdążył roztargać nogawkę (jest to dość duża sztuka, ciekawe jak????). Pozostałam mi bramka nr 2 czyli salon NY w Auchan, na peryferiach Częstochowy. Usadowiłam więc cztery litery w damowym autobusie z literką "A" i w głowie licytowałam: będą-nie będą. Kupiłam, ostatnia sztuka w moim rozmiarze.
Swoją drogą, oglądacie dokładnie ciuchy przy zakupie? Ja po jednej czy dwóch wpadkach mam na tym tle prawdziwą manię. Zwłaszcza rzeczy przecenione, a już nie daj Boże z Zary! Wiadomo, że obsługa nie poinformuje o uszkodzeniu, a potem w domu nagle się okazuje, że mam bluzkę z dziurą albo spodnie z plamą. I bujaj się z tym potem człowieku, jak nie da się naprawić/odplamić, okazuje się, że nabyłeś sobie wyjątkowo drogą ścierkę do podłogi...

Na koniec i na marginesie - zapraszam na konkurs, do wygrania ciuszki i 100$ na zakupy - TUTAJ


Buty/shoes - Centro
Spodnie/trousers - New Yorker
Koszulka/top - H&M
Torebka/bag - OASAP
Naszyjnik/necklace - Diva

sobota, 29 czerwca 2013

W klimacie Missoni...


Marka Missoni, podobnie jak Burberry's stworzyła jeden z najbardziej ropoznawalnych wzorów w świecie mody. Charakterystyczne "szlaczki" mają już kilka dekad, jednak są patterenem nadal aktualnym i cenionym przez koneserów doskonałej włoskiej jakości i niepowtarzalności.  Historia wzorku jest prosta - ponieważ pierwsze produkty wykonywane były z dzianiny, produkowano ją na maszynach tkackich. A te, zakupione w latach pięćdziesiątych przez założyciela firmy, Ottavio Missoni, robiły tylko tkaniny w paski i zygzaki :)
Moja dzisiejsza sukienka niestety nie jest tej marki, choć wygląda dość podobnie. Napisałam niestety, bowiem produkty z tej półki to niesamowita jakość, idealne wykonanie i perfekcyjność w każdym calu. Nie chodzi o snobizm, choć nie oszukujmy się, z szafy bym takiej nie wyrzuciła :)
W soboty, po całym tygodniu pracy "na obcasach" stawiam na luz. Jest w tym pewna przewidywalność, patrząc na moje cotygodniowe posty, w ten dzień mam na sobie zawsze coś mniej zobowiązującego. Dziś, korzystając z klarującej się pogody, jest to właśnie ta sukienka a la Missoni. Trochę boho, podkreślona koralikowymi bransoletkami oraz medalionem z Divy, który bardzo lubię. Do tego rzadko u mnie widywane odcienie brązu, a więc koniakowa torba i pasek. Botki tu nie pasują, ale widzę to dopiero teraz na zdjęciach. Nie wiem jak Wy, ale jak mam tak czasem, że założę coś, noszę cały dzień i nagle wieczorem patrząc w lustro (lub na foty) myślę - jasny czort te buty/pasek/torebka/bluzka/spodnie (niepotrzebne skreślić) - tu nie pasują...


 Botki/boots - Fiore
Sukienka/dress - Atmosphere
Pasek/belt - no name
Torebka/bag - no name (vintage)
Naszyjnik/necklace - Diva
Bransoletki/bracelets - Centro

czwartek, 27 czerwca 2013

Czarny koń czy czarna owca?

Źródło:www.google.com
 
Od ponad dwóch lat prowadzę blog, od tego czasu jestem również aktywnie zaangażowana w tzw. blogosferę, a więc nie tylko tworzę, ale i komentuję, obserwuję, wyciągam wnioski...
Doświadczenia z tego okresu zaowocowały dzisiejszym postem - garść przemyśleń, dotyczących blogerek i prowadzenia blogów modowych w ogóle. Bowiem dla jednych, zwłaszcza ludzi spoza "środowiska" (brzmi pompatycznie, ale cóż...) szafiarka taka to "czarny koń" kobieta, która odniosła sukces w sieci, zaś dla innych "czarna owca" czyli tej sieci pośmiewisko :)
Szafiarki są głupiutkie, mają w głowie tylko ciuchy. Ten zarzut pojawia się bardzo często i jest to dość ogólne przekonanie większości ludzi. Cóż, idąc tym torem, wszyscy zajmujący się modą nie grzeszą inteligencją, tylko dlatego, że to ciuchy a nie fizyka kwantowa?  Miuccia Prada, Marc Jacobs, Karl Lagerfeld?
Odkrycie - to, że ktoś na blogu nie pisze wielkich rozpraw na temat udziału templariuszy w wojnach krzyżowych czy metod hydroponicznej hodowli fasoli, nie znaczy, że się tym też nie interesuje! Znam kilka blogerek robiących doktoraty, które po prostu w sieci chcą pokazywać tylko tą cząstkę siebie, związaną z modą. Mam podobne podejście, blog dotyczy tylko tej jednej sfery mojego życia, nie zamierzam wrzucać tutaj zdjęć mojej rodziny i przyjaciół, wspólpracowników, pisać o wszystkich książkach, które namiętnie pochłaniam, o tym, że mam fioła na punkcie zaginionych cywilizacji i starożytnych kultur. Nie będę pisać na blogu, że hitlerowcy mieli obsesję na punkcie okultyzmu i organizowali ekspedycje w poszukiwaniu mitycznego św. Graala, a Tutanchamon ożenił się ze swoją przyrodnią siostrą. Kogo to również kręci, sam znajdzie informacje, ja prowadzę blog o modzie i takich tam podobnych :) Nie znaczy, że nie interesuje mnie nic innego, to samo tyczy się moich koleżanek.
Drugi stereotyp to wiek - bloga modowego, tak bardzo "niepoważnego" w swej treści, powinny prowadzić tylko młode dziewczyny. Cóż, rozumiem, że w pewnym wieku (czyli po trzydziestce i więcej) kobiety powinny nosić babcine garsonki i mokasyny, absolutnie nie próbować nawet ładnie wygladać i - o zgrozo!- pokazywać jeszcze swój styl w internecie! Dzieci bawić i męża dopieszczać, żeby mu brzuch urósł, a nie do mody się pchać! Nie jest to zarzut gołosłowny, z autopsji, trafił mi się kiedyś taki komentarz, oczywiście anonimowy :) Czytam też podobne wypociny ludzi ukrytych za "no name" na blogach innych starszych dziewczynek i nie wiem śmiać się, czy płakać... Jak bardzo sfrustrowanym trzeba być i nieszczęśliwym, żeby tak komuś napisać...

A jak to wygląda ze strony technicznej, blogowanie to pestka czy ogromny pożeracz godzin, dni, tygodni?
Wbrew powszechnej opinii, nie jest to hobby, które nie wymaga żadnego wysiłku i systematyczności. Owszem, jeżeli ktoś prowadzi blog na zasadzie - kilka fotek ściągniętych z internetu i dwa zdania komentarza do tego, raz na miesiąc, nie zajmuje mu to specjalnie dużo czasu. Rzecz komplikuje się, gdy autor czy autorka zamieszcza swoje własne stylizacje systematycznie. Tutaj trzeba zgrać w czasie i przestrzeni modelkę, miejsce, sprzęt i fotografa, jednak, najpierw trzeba przygotować zestaw, który ma być fotografowany, a to wbrew pozorom nie zawsze jest proste. Chyba każda z Nas ma takie dni, kiedy otwiera szafę, załadowaną ubraniami po brzegi i dochodzi do wniosku, że nie ma co na siebie włożyć... Bloggerki/szafiarki nie są w tym względzie wyjątkiem. Czasem po prostu dopada brak weny i nic się na to nie poradzi. Metody tworzenia zestawów są różne, ja najczęściej wpadam na pomysły setów usypiając. Czasem też widzę ubranie na wieszaku czy manekinie i w głowie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawiają się kompilacje danej rzeczy z tym, co mam już "na stanie". Przy okazji ciuchów dementuję mit typu "czarny koń", jakoby szafiarki dostawały mnóstwo pieniędzy, darmowych ubrań i innych fantastycznych prezentów od firm, które chcą się reklamować na blogu. Włóżcie to między bajki, dotyczy kilku osób w Polsce, cała reszta ma jakieś pojedyńcze współprace i nie napycha sobie szaf tonami darmówek :) Firmy aż tak rozdawne nie są, a jesli chodzi o zagraniczne tylko kilka podchodzi to tematu poważnie, reszta uważa, że za kolczyki warte 5 dolarów powinny mieć reklamę z banerem przez miesiąc... Niestety, część blogerek (zwłaszcza najmłodszych) się na to godzi, bo coś DOSTANĄ ZA DARMO...
Drugim ważnym elementem autoprezentacji na blogu jest miejsce zdjęć, nie zawsze mamy wpływ na jego wybór, z różnych powodów. Czas i pogoda potrafią pokrzyżować wszelkie plany, zwłaszcza jesienią i zimą, i zamiast pięknych plenerowych sesji wychodzi kilka fotek zrobionych na szybko na w mrozie i padającym śniegu. Wpływ na wybór miejsca ma również jakość sprzętu fotograficznego, lustrzanki zrobią dobre fotki nawet przy gorszych warunkach oświetleniowych, we wnętrzach, małe cyfrówki mają już większe problemy.
Ostatnia zmienna z tym związana to samo miejsce zamieszania i dostępność fotografa, w końcu ciężko zrobić sobie zdjęcia samemu :) Często czytam w sieci komentarze, że zdjęcia ze spaceru, że na tle domu, że źle wykadrowane itd. Nie każdy mieszka w Warszawie albo Trójmieście i może sobie do woli robić fotki na tle Zamku Królewskiego czy Sea Towers, warto o tym drodzy czytelnicy pamiętać :)

Trochę się tych moich przemyśleń zebrało, "materiał" zbierałam przez kilkanaście miesięcy czytając komentarze na blogach, dyskutując z innymi szafiarkami na spotkaniach, wyciągając wnioski własne. Stereotypy były, są i będą, ale może warto się czasem nad czymś (i kimś) zastanowić, zamiast bezmyslnie powielać opinie innych.

wtorek, 25 czerwca 2013

Słonie mają dobrą pamięć...


Słonie potrafią zapamiętać wiele - swoje trasy przemarszu, dźwięki wydawane przez inne osobniki, a nawet ich zapach - nie bez powodu mówi się, że ktoś ma pamięć jak słoń. Taka ciekawostka na początek, zainspirowana moim trąbiastym kolegą z koszulki :) Tytuł posta to jednocześnie tytuł jednego z kryminałów Agathy Christie, którą namiętnie czytuję. To znów na marginesie...
Lubię t-shirty z nadrukiem. Ciężko jednak znaleźć coś fajnego, tej wiosny i lata sklepy internetowe zalała fala podróbek firmy z Londynem w nazwie, która jako logo wybrała orła, podejrzanie kojarzącego się z symboliką nazistowską... Nie mój styl, wolę bardziej pokojowo nastawione ssaki lub ciekawe napisy. W planach mam jakąś z motywem Paryża i Wieży Eiffl'a - kocham to miasto. Natomiast obecnie ulubioną - "I'm easy like Lego" - mogliście zobaczyć TUTAJ, dzisiejszy słoń z CHOIES też już był TUTAJ.
Teraz sympatyczny kolorowy nadruk z trąbą w nieco innej odsłonie. Z moją kloszowaną czarną spódniczką oraz sandałkami. Set z niedzieli, kiedy jeszcze była fajna pogoda :)
Poniżej mała symulacja, jak wyglądałabym z ustami napompowanymi botoksem  "użądlonymi przez pszczołę", jak twierdzą niektóre celebrytki :)  Dziubek wyszedł całkiem przypadkowo, ale kto wie, może kiedyś takiego zapragnę na stałe :)



Sandałki/sandals - no name
Spódnica/skirt - H&M
Koszulka/shirt - CHOIES
Pasek/belt - no name
Naszyjnik/necklace - H&M
Okulary/sunglasses - Paul Frank

sobota, 22 czerwca 2013

Kotka na gorącym, blaszanym dachu...


Dlaczego skojarzenie z tytułem słynnego filmu lub pierwowzoru -sztuki Tennessee Wiliams'a, jak kto woli? Szczerze, nie wiem... Czasem patrzę na zdjęcia i po prostu tytuł sesji sam przychodzi mi do głowy. Tak było i tym razem, może to kwestia tej seksownej sukienki, a może kilometrowych rzęs i makijażu smokey eye?
Nie, absolutnie nie zamierzam konkurować z obłędną Elizabeth Taylor w roli Maggie. To kobieta - ikona, jest bezkonkurencyjna! Film po prostu bardzo lubię, powstał dokładnie 55 lat temu, a nadal zachwyca... Niebieskie oczy Paul'a Newman'a pozostają na długo w pamięci... :)

Zdjęcia pochodzą z sesji na tarasie hotelu Windsor w Jachrance, jest to ostatnia porcja fotek z wyjazdu z Moja Nowa Figura.
By Marta Wojtal.




 Sukienka/dress - H&M
Kopertówka/clutch - H&M
Spilki/pumps - Dolcis