czwartek, 12 marca 2015

Fashion Inside 2015



Uwielbiam podróżować, poznawać nowych ludzi, zdobywać doświadczenia, oglądać i chłonąć. Daleko czy blisko, bez znaczenia, zaś wszelkie eventy fashion kocham miłością podwójną, bowiem dostarczają mi nie tylko wspomnianych wcześniej wrażeń, ale i dużą dawkę mody.
Nie mogłam więc odmówić zaproszeniu na Fashion Inside - pierwsza edycja tejże imprezy odbyła się w minioną sobotę, 7 marca, w Świętochłowickim Domu Kultury. Pokazy mody przeplatane występami artystycznymi, do tego urocza prowadząca, bankiet na koniec - to właśnie sobotni wieczór w pigułce.

A bardziej szczegółowo?
po pierwsze -wielkie gratulacje dla organizatorów, bo spisali się na medal. Impreza toczyła się płynnie, gości rozmieszczono jak na profesjonalnym pokazie mody, dzięki czemu można było dokładnie obejrzeć prezentowane ubrania, zaś  tulipany dla Pań z okazji niedzielnego Dnia Kobiet były miłym akcentem na koniec. Swoje zdolności wokalne zaprezentowała Bogna Czekiel, która wraz z drużyną Piotra Kupichy wygrała pierwszą edycji "Bitwy na Głosy. To fakt, głos to ta dziewczyna ma, jej występ był świetny! Gwiazdą wieczoru zaś była Gosia Andrzejewicz, piękna w białej powiewnej kreacji i srebrnych szpilkach, ciąża zdecydowanie jej służy. Niestety wokalnie już gorzej - z całym szacunkiem, ale przy występującej wcześniej Bognie wypadła słabo, śpiewanie na żywo chyba nie jest jej żywiołem...

Modę reprezentowały trzy lokalne marki.

MEISEL
Kolekcja bardzo basic, proste modele, dominująca czerń. Niestety, dla mnie to za mało. Najsłabsza z prezentowanych kolekcji, ale wielki plus za wykorzystanie śląskich symboli architektonicznych (np. Spodka) jako nadruków. To zdecydowanie strzał w dziesiątkę, myślę, że warto ów pomysł kontynuować.

 
 


Drugą prezentowaną kolekcją była marka FURELLE. Kobieca, elegancka, klasyczna z nutką ekstrawagancji - to, co lubię najbardziej. Nasycone kolory, ale i dużo bieli, kwiatowe wzory, perfekcyjne wykonanie. Do tego bardzo dobrze dobrane buty.
Chętnie przygarnęłabym do swojej szafy praktycznie wszystko.






BOLA - ostatnia z trzech kolekcji, które mogliśmy podziwiać na imprezie. Najbardziej wyrazista, nonkonformistyczna, powiewna. O ile Furelle można by określić jako "pret a porter" , o tyle Bola to bliżej "haute couture".  Ciekawa forma, choć przyznaję, dla mnie zbyt ekstrawagancka. Niemniej jednak, spodobało mi się kilka modeli, głównie płaszczyki i kurtki.






Wszystkie zdjęcia z pokazów autorstwa Roksana Miarka.

wtorek, 10 marca 2015

Red heels



Od dłuższego czasu na mojej wishliście pierwszą pozycję zajmowały czerwone szpilki. Eleganckie, klasyczne, z lakierowanej skóry.
Jednak wbrew pozorom, znalezienie takowych w sklepach stacjonarnych nie było prostym zadaniem, a kupować on-line nie chciałam. Mam wąską i małą stopę, poza tym tego typu obuwie musi być dobrze wyprofilowane, by było w miarę wygodne, dlatego zmierzenie to konieczność.
Wybór pierwszy padł na Badurę, ale pomijając dość wysoką cenę, model miał nieładny przód. Drugi strzał to Ryłko, tutaj jednak obcas to nie do końca klasyczna szpilka, a taką właśnie chciałam. Postanowiłam więc po prostu przejść po mieście, porzucając Galerię i szukając w butikach nie sieciowych. I to był strzał w dziesiątkę! Trafiłam na IDEAŁ :)
Możecie je oglądać na dzisiaj publikowanych zdjęciach, które robione były w sobotę. Nie mogłam się oprzeć, by nowych cudeniek nie zaprezentować. Pretekstem była kawa z Ewą i Nabilem, a także ładna pogoda. Jak ostatnio pisałam, tęsknię już za wiosną straszliwie i założenie tych szpilek było dla mnie symbolem, że to prawie już, że jeszcze chwilka i wybuchnie zielony kwiecień i kwitnący maj...




Foto : Nabil Unity


Płaszcz/coat - Sheinside
Koszula/shirt - Choies
Spodnie/jeans - River Island
Szpilki/heels - Laura Piacci
Torebka/bag - H&M

sobota, 7 marca 2015

Kenzo



Wiosna to czas szpilek, mojego ukochanego rodzaju obuwia. Wprawdzie jeszcze nie ta kalendarzowa, ale w mojej głowie zagościła na dobre.
Ostatnio pisałam Wam, że mój umysł całkowicie protestuje przeciwko ubieraniu płaszczy i innych ciepłych okryć i butów. Stan ten utrzymuje się nadal, mało tego, zagalopowałam się już prawie do lata. Bo jak inaczej nazwać sytuację, gdy na dzisiejszy wieczorny event Fashion Inside byłam zdecydowana założyć szpilki, cienką bluzkę i spódnico-spodnie, bez rajstop... Zestaw został jednak spacyfikowany przez Bambi oraz goszczącego u mnie od kilku dni Nabila. Słusznie, bo jeśli mój głos rozsądku nie miał siły przebicia, ich były zdecydowanie mocniejsze.
Niemniej jednak, zestaw z dzisiejszych zdjęć absolutnie nie ma nic wspólnego z zimą, jest lekki, szpilkowy, wiosenny, całkowicie zgodny z moim nastrojem :)




Foto: Nabil Unity


Bomber/bomber jacket - OASAP
Bluzk/blouse - TopShop
Spodnie/trousers - TopShop
Kopertówka/clutch - Kenzo
Szpilki/pumps - Zara

czwartek, 5 marca 2015

Poradnik łowcy

foto: papilot.pl

Jedni je kochają i uważają za źródło niepowtarzalnych ubrań i dodatków, inni omijają szerokim łukiem - secondhandy - zwane również lumpeksami, szmateksami, lub też przewrotnie "pewexami".
Jako zamiłowany łowca, który od lat buszuje w takich przybytkach i zdobył wiele "perełek", chcę dzisiaj przełamać kilka stereotypów i udzielić Wam kilku rad, które dotyczą tego rodzaju sklepów.
Może uda mi się przekonać kilku sceptyków, że to naprawdę dobre źródło, gdy chcemy ubrać się niepowtarzalnie, nie wydając przy tym całej wypłaty.
Zaś co do stałych bywalców, cóż, mam nadzieję, że potwierdzacie moje spostrzeżenia, piszcie też w komentarzach swoje własne!

Od czego by zacząć? Po pierwsze, trzeba się przełamać i po prostu wejść! Odkrywcze prawda? :)
Znam  kilka osób, które unikają sh, bo unosi się w nich specyficzny zapach, niekoniecznie przyjemny. Cóż, odzież jest dezynfekowana więc rzeczywiście, nie pachnie fiołkami. Ale po pierwsze nie zawsze, to zależy od źródła, skąd dany sklep bierze towar - sprawdzone na własnym nosie!
Po drugie, nie mamy tam mieszkać, tylko wejść, wybrać, kupić i wyprać w domu, wypłukać w ulubionym płynie zmiękczającym i po problemie. Są fiołki :)

Fajne rzeczy trafiają się tylko w dniu dostawy towaru - to przeważnie prawda. Ale tez nie do końca. Second handy to nie sieciówki, nie ma pełnej rozmiarówki i trzeba się "wstrzelić" w rozmiar oferowanych rzeczy więc jest szansa, że coś poczeka akurat na nas. Często też pracownicy odkładają coś dla rodziny, znajomych, a gdy rzecz nie pasuje wraca na wieszak po dniu czy dwóch. Ja zawsze idę w terminie dostawy oraz dzień po i często trafiam na fajne ciuszki właśnie dnia następnego.

Częstym stereotypem dotyczącym takich miejsc jest przekonanie, że chodzą do nich tylko bardzo biedni ludzie, których nie stać na ubieranie się gdzie indziej. Błąd, ogromny!
Dawno temu, moja znajoma prowadziła duży sklep, sama jeździła do Niemiec po towar, przywożąc ubrania i antyki. Kolejki w dniu nowego towaru przeogromne, perełki typu Moschino, Versace, Armani - normalka. W przybytku tym ubierała się sama częstochowska śmietanka adwokatek, lekarek i innych jakże szanowanych (i skądinąd dobrze opłacanych) zawodów. Na biedę owe Panie na pewno narzekać nie mogły, zresztą feria markowych toreb, biżuterii i fryzur to potwierdzała. I tak jest do dziś, w innych miastach, innych sklepach. Gwiazdy typu Kayah chwalą się w wywiadach, że chodzą "na lumpy". Bo nie chodzi o pieniądze, ale o zdobycie czegoś niepowtarzalnego, oraz samą dawkę emocji, adrenaliny, co też uda mi się wygrzebać! I radość, gdy jest to ciuch czy dodatek idealny.

Bo to uzależnia i to minus całej imprezy. Można to nazwać zakupoholizmem, ale ja nazywam lumpoholizmem. Bo o ile w tym pierwszym występuje przymus kupowania czegokolwiek, tutaj bardziej chodzi o sam fakt by iść, by sprawdzić, czy nie ma coś fajnego. Nawet, jeśli wyjdzie się z pustymi rękami. A zdarza się to często, bo wbrew pozorom, nie wszystkie second-handy mają niskie ceny. Zdarzają się takie, gdzie ceny używanych ubrań są wyższe niż ich pierwotna wartość sklepowa. Wiedzą o tym zwłaszcza osoby, które mają dostęp do Primarka - tania angielska sieciówka, niestety w Polsce niedostępna. Można tam kupić przecenione ciuszki Atmosphere po 2-3 funty, te same używane często wiszą w polskich lumpeksach po 30 - 40 zł. Nie ma złotej reguły, co sklep to inne ceny, trzeba uważać i zadać sobie pytanie, czy warto.

Ostatni stereotyp - mówiąc kolokwialnie, same szmaty. Dokładnie i dosłownie - ubrania znoszone, brudne i dziurawe. Nigdy nie trafiłam na second-hand, który coś takiego oferował! Owszem, znów kłania się źródło zaopatrzenia, czasem są to rzeczy już niemodne, fasony sprzed wielu lat, bardzo zwyczajne czy z uszkodzeniem. Ale to nasz wybór, wchodzimy lub nie, kupimy lub nie. Za to w wielu sklepikach można wyszperać rzeczy NOWE, za ułamek ich wartości pierwotnej. Dla przykładu mój ostatni łup - sukienka Marc Cain za 5 zł, cena na metce 375 funtów...

Przy całym tym zamieszaniu i ferworze zakupów warto pamiętać o jednym - czy ciuch nowy czy używany - oglądać dokładnie. Ta sama zasada, jak przy wyprzedażach. Sprawdzić, czy nie ma uszkodzeń, plam, czy rzeczywiście jest to nam potrzebne czy tylko kusi, bo cena jest atrakcyjna. Pułapkę rzeczy tanich, które potem latami leżą w szafie, założone raz ,dwa lub nigdy zna każda z Nas. Nie warto w nią wpadać.

Na koniec powiem Wam, co z moich łupów lubię najbardziej - szalik Burberry, który przewijał się kilkukrotnie na blogu. Oryginalny, 100% wełna. Kosztował 3 zł i był w świetnym stanie, a po chemicznym czyszczeniu w ogóle ideał :) Bo tajemnica tkwi w tym, aby nie tylko przejrzeć wieszaki, ale i różne zupełnie niepozorne kosze czy boxy, gdzie na pierwszy rzut oka jest tzw. "mydło i powidło". Można jak widać dokopać się do przysłowiowego garnka złota. Albo szalika :)

wtorek, 3 marca 2015

Lejdis...




Proste rzeczy dają czasem najwięcej radości. Proste, rzec by można nawet, że banalne.
Bo jak inaczej nazwać spotkanie dwóch zaprzyjaźnionych kobiet, które spędzają niedzielę na bieganiu po sklepach w Galerii, jedzeniu bardzo niezdrowego obiadu, popijaniu go kawą i gadaniu o wszystkim i niczym, czyli rodzino - znajomo - modowo - książkowo -fiu - bździu rozmowy na szczycie. Czy kupić tą kurtkę z frędzlami z Mohito? (mój dylemat) - oddać czy zostawić sandałki z Zary ?(Ewa). "Szukam czerwonej sukienki" -  "Ale ten ostatni King fajny, przeczytaj" - "Nareszcie dzieciaki zdrowe" - "Próbowałaś kawy z miodem, ja ostatnio taką pijam" - "Nie pójdę do kina na Grey'a, ale pewnie kiedyś z ciekawości obejrzę". Wycinek naszego dnia wygląda mniej więcej tak, plus dużo śmiechu, dobrego humoru i wątków około tematycznych. Zgadzam się, z boku wygląda to trywialnie, ale na tym właśnie polega urok tzw. babskich spotkań, można rozmawiać o bzdurkach, niekoniecznie poruszając tematy ważne dla losów wszechświata :) Zwłaszcza, jeśli spędzasz czas z osobą, w której towarzystwie czujesz się doskonale.
Oczywiście popełniłyśmy również wzajemne zdjęcia, mojego autorstwa możecie zobaczyć u Ewy - TUTAJ, ona zaś zrobiła powyższe i poniższe.
Zestawienie dość mocne, bo i skórzane spodnie i ramoneska wprowadzają rockowy klimat. Aby to nieco złagodzić, zwiewna kraciasta koszula i już bez biżuterii. Plus mocno rozwiane włosy, niekoniecznie efekt zamierzony, ale cóż :)




Foto VIOSNA


Koszula/shirt - Stradivarius
Kurtka/jacket - Karen Styl
Spodnie/trousers - H&M
Torebka/bag - H&M
Botki/boots - Bershka

niedziela, 1 marca 2015

Some frings...



Każdego dnia budzę się z myślą, że za oknem świeci słońce. Mało tego, że temperatura pozwala na założenie szpilek czy nawet sandałków i jakiejś sukienki. Chętnie pożegnałabym już płaszcze i kozaki na kolejne kilka miesięcy. Brakuje mi bardzo liści na drzewach,  kwiatów w ogródkach i parkach i tego charakterystycznego zapachu, który wiosną unosi się w powietrzu. Może to aromat skoszonej trawy, może radości, że nadciąga lato, a może "love is in the air" :)
Niestety, jeszcze na to nie pora i każdego ranka, nawet gdy owo słońce za oknem stwarza pozory ciepła i kusi, wyprawa w mocniej wykrojonym obuwiu i cienkim odzieniu to ryzykowna sprawa. Nie ukrywam, trochę mnie już to frustruje, a mój organizm domaga się wiosny wszystkimi porami skóry. Mam w głowie mnóstwo pomysłów na zestawy lekkie w formie i stylu, które można nosić bez ryzyka zapalenia płuc. Niechętnie więc przychodzi mi myślenie o tym, co założyć na jutro czy pojutrze, kiedy jeszcze będzie zimno.
Z powodów powyższych, dziś klasyka, czerń i beż, rzadko noszę takie zestawienie kolorystyczne. Ale tym razem wyjątkowo się zgraliśmy, a żeby nie było nudno kapelusz i bardzo modne w tym sezonie frędzle.




Foto Mama


Kozaki/boots - Bershka
Spodnie/jeans - TopShop
Golf/turtleneck - C&A
Płaszcz/coat - Sheinside
Torebka/bag - H&M
Kapelusz/hat - H&M

środa, 25 lutego 2015

5 gorących trendów na wiosnę i lato!

Koniec wyprzedaży, koniec zimy, wraz z wiosennym ociepleniem na wybiegach i sklepowych półkach pojawiają się nowe propozycje. Projektanci wielkich domów mody mają bardzo ciekawe pomysły na to, w czym powinniśmy zadawać szyku w 2015 roku. 
Wybrałam dla Was kilka najpopularniejszych trendów, które przewijają się w wielu kolekcjach, a są na tyle różnorodne, że każdy wybierze coś dla siebie.

Frędzle wróciły triumfalnie po kilku sezonach i to od razu z wielkim rozmachem. W wersji maxi u Pucci, w kolekcji Etro (cały wiosenny lookbook inspirowany jest kulturą Indian) czy u mistrza Karla. Ten ostatni słynne klasyczne kostiumy, znak firmowy Chanel, ozdobił właśnie tym motywem, dodając im pewnej frywolności i lekkości, pozbawiając sztywności i konformistycznej nuty.
Frędzle nosimy "na wszystkim" - czy to spódnica, suknia wieczorowa, czy torba lub poncho. Świetnie wyglądają z bardzo modnym w tym sezonie zamszem, idealnie komponują się z jeansem , a także etnicznymi, lekkimi, powiewnymi tkaninami. Ważne jednak, by zachować umiar- total look mógłby być w tym wypadku przesadą.

Od lewej: Pucci, Chanel, Fendi, Etro
Od lewej: Chanel, Jean Paul Gaultier, Costume National, Schiaparelli


Kwiaty - te wracać nie musiały, bowiem są obecne na wybiegach i w sklepach chyba od zawsze. Jest to motyw idealny na wiosnę i lato, dlatego projektanci często sięgają do wzorów, stworzonych przez matkę naturę. Zdobią one wszystkie części garderoby, od kostiumów i sukienek, do czapek i toreb czy butów. Haftowane, malowane, drukowane, wyszywane z kolorowych kamieni, tworzą różnorodną ferię barw. Od pasteli (przepiękna suknia Valentino widoczna na foto, którą kilka dni temu na ceremonię rozdania Oscarów założyła Keira Knightley) po mocne, nasycone kolory u Chanel, Pucci czy Missoni.
Osobiście najbardziej jestem jednak zakochana w kolekcji Dolce&Gabbana, w której króluje czerń i czerwień, złoto, biel, a wszystko to kwitnie burzą kwiatów i przepychem, charakterystycznym dla tego włoskiego duetu projektantów.
Dolce&Gabbana
Od lewej: Blumarine, Valentino, Chanel,  Pucci
Od lewej: Chanel, Missoni, Giambattista Valli, Victoria Beckham


Powrót do lat 70? Dlaczego nie! W tym sezonie nawiązanie do mody z tamtego okresu można znaleźć w każdej kolekcji, zwłaszcza u Emilio Pucci, Diora czy Fendi. Płaszcze i sukienki o linii A, szmizjerki jak u "Aniołków Charliego", spodnie dzwony w zestawie z marynarką a la "Gorączka sobotniej nocy"  będą szalenie modne tej wiosny. Ponadto lata 70 to rozkwit kultury hippisowskiej, a więc wspomniane wcześniej frędzle, kwiaty, powiewne ubrania w stylu etno, okulary w grubych oprawkach, wielkie chusty - wszystko to elementy idealne do stworzenia modnej letniej garderoby.
Hitem tego sezonu jest również powrót do bardzo popularnego w tamtej epoce zamszu, z którego możemy nosić praktycznie wszystko.
Od lewej: Chanel, Pucci, Iceberg, Dior
Od lewej: Fendi, Costume National, Victoria Beckham, Blumarine


Asymetria. Temat w noszeniu trudny, bowiem mocno uwypukla mankamenty sylwetki. Niemniej jednak wielcy kreatorzy stawiają na nią w tym sezonie, czy w wersji totalnej (jak u Versace, gdzie asymetria mocno dominuje w całości kolekcji) czy też w postaci detali, np. niesymetrycznego zapięcia w modelach proponowanych przez Victorię Beckham.
Mnie osobiście ten trend przypadł do gustu najmniej, aczkolwiek prezentowane na modelkach kreacje są piękne (z naciskiem na zwrot "na modelkach" - normalna kobieta miałaby większy problem, by wyglądać proporjonalnie).
Od lewej: Chanel, Armani Privee, Versace
Od lewej: Roland Mouret, Victoria Beckham, Fendi


Pisząc geometria myślę przede wszystkim o Balmain.  Jest ona szczególnie widoczny właśnie w kolekcji tego francuskiego domu mody nie tylko jako wzór, ale i forma. Oczywiście pojawia się również na przykład u Diora czy Victorii Bechham, ale w dużo mniejszym stopniu. Nie zmienia to jednak faktu, że to kolejny "hot trend" tego sezonu. Paski, kraty, abstrakcyjne wzory rodem z podręcznika kubizmu są zaś jak najbardziej pożądane albo jako dodatek, albo total look.
Od lewej: Balmain, Dior, Victoria Beckham
Od lewej: Balmain, Jean Paul Gaultier, Dior

Wszystkie zdjęcia pochodzą z Imaxtree.com, kolaże mojego autorstwa.