Kochani śledzicie mój instagram MODA I TAKIE TAM?
Ja przyznaję się zupełnie szczerze, że chyba jestem uzależniona od tej aplikacji.
O ile mogę nie mieć czasu wejść na blog czy sprawdzać, co się dzieje na facebooku, o tyle forma stricte obrazkowa (do mnie, wzrokowca) bardzo szybko dociera. I łapie się na tym, że wieczorem leżę i oglądam - co u znajomych blogerów i znajomych w ogóle, inspiracje od projektantów mody i oczywiście przepiękne miejsca na świecie - koniecznie z błękitnym oceanem w tle (to już ta pora, tęskno do urlopu).
Jeśli Wy nie macie takiego małego bzika i konta na tym portalu, oto, co u mnie słychać bardziej prywatnie, nie modowo, czyli instamix , podsumowanie wiosny. Bo zbierała się, zbierała ale w końcu przyszła!
I zakwitły hiacynty, żonkile, konwalie w ogródku w domu rodzinnym.
...oraz magnolie w Parku Jasnogórskim. To jedno z najpiękniejszych miejsc w Częstochowie, można odpocząć, podokarmiać wiewiórki i pomyśleć... Jest również staw z fontanną, są ławeczki i stoły dla szachistów. Jeśli ktoś nie był, polecam!
Praga - to tam razem z koleżanką Agą spędziłyśmy tegoroczną majówkę.
Przepiękne, magiczne, cudowne miasto! Co chwila napotykaliśmy piękne miejsca, w ciągu 3 dni z przewodnikiem zrobiłyśmy jakieś kosmiczne ilości kilometrów, ale było warto!
Ściana Johna Lennona, Most Karola, Ogrody Wallensteina, Hradczany, Ogrody Dominikańskie czy Rynek Główny to tzw. must have przy zwiedzaniu Pragi. My wybrałyśmy się jeszcze na rejs po Wełtawie by od strony rzeki obejrzeć zabytki. Niestety nie dotarliśmy za to na Cmentarz Żydowski, czego ogromnie żałuję.
Jedzenia jako tak nie polecam - okropne, poziom obsługi również pozostawia do życzenia i w knajpach i w hotelach, dziwny naród Ci Czesi... Za to przysmak mają nad przysmaki - trdelnik, czyli zawijana rura z aromatycznego ciasta, można jeść saute, można z ciepłą czekoladą w środku (orgia kubków smakowych!) albo ze świeżymi truskawkami i lody na to (kulinarny orgazm!) - tak, to te rożki poniżej.
Generalnie mam jakąś potworną liczbę zdjęć z aparatu i post o tym pięknym mieście popełnię na pewno, jak tylko znajdę chwilę bo te wszystkie fotki przesortować i obrobić.
Dziewczyny i babskie wypady tudzież kawki :)
Na Dzień Kobiet w gronie zaprzyjaźnionych od lat kobitek: Aga, Asia i Ola, pojechałyśmy sobie na weekend do SPA w hotelu Villa Verde. Zdjęcia stamtąd nie ma pół, ale przed odwiedziłyśmy zamek w Ogrodzieńcu, korzystając z pierwszego naprawdę ładnego weekendu tej wiosny. Potem były już drineczki, basen, sprawne paluszki pana masażysty i pełen relaks oraz mnóstwo pogaduszek i śmiechu :)
Ewę i Mar znacie od dawna, staramy się widzieć tak często, jak tylko możemy, choćby na szybką kawę.
Tegorocznie zaś, moja nowa koleżanka to Bea prowadząca blog Beassimaa, zakumplowałyśmy się bardzo, a fotkę którą widzicie popełniłyśmy na BLOGOTOKu, który odbył się w Kielcach w kwietniu br, moja relacja TUTAJ.
Nową koleżanką jest również Aga, partnerka z wyprawy do Pragi, towarzyszka "ciątania" po Alejach w weekendy, mój fotograf i dobra dusza w ogóle :) Planujemy razem urlop w jakimś pięknym, ciepłym miejscu, będzie super!
Coś dla ciała i dla ducha :)
Od kawy z mlekiem jestem uzależniona. Koniec, kropka.
Podobnie od sałatki Diablo w Boulangerie.
I od deseru lodowo - owocowego w Cafe Del Corso.
Bo że od książek, to już wiecie?
Jak na ironię czytanie idzie mi ostatnio jak po grudzie, chyba jakieś przesilenie wiosenne. Męczyłam się z tą Lackberg strasznie ponad dwa miesiące, normalnie powinnam pochłonąć ją w dwa dni. Recenzja pojawi się wkrótce.
Przetestowałam peelingi od Boody Boom i zdania nie zmienię - są genialne (cała recenzja TUTAJ)
Różne.
Genialny, niesamowity pasek z second - hand, dziwadło nad dziwadłami, czyli coś co kocham najbardziej. Za 4 zł!
Zachód słońca w Alejach, bardzo urokliwy.
I ja w kawałkach większych lub mniejszych :)
Plus butik Karl Lagerfeld w Pradze, nie mogłam się oprzeć...
I tyle wiosny u mnie :)
A co u Was Kochani?
Piszcie, chętnie się dowiem!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatnie. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 1 czerwca 2017
czwartek, 9 czerwca 2016
Blogerka prywatnie czyli instamix
Uzbierało się znów zdjęć z Instagrama, część z nich wrzucam również tutaj.
Lubię takie miksy, poza tym na blogu mogę dopisać również dłuższy komentarz, nie ukrywajmy, na Insta prawie nikt ich nie czyta :)
Nowości różniaste!
Moja perełka od projektanta, czarny wełniany bezrękawnik ze skórzanymi panelami, czyli Dries Van Noten za 9 zł. Pisałam już, że kocham second handy? :)
Okulary Solano Eyewear w kształcie retro to prezent, który bardzo mnie ucieszył. Akurat takiego fasonu mi brakowało. Są bardzo solidnie wykonane, szkła z filtrami, piękny pokrowiec - same plusy.
Skórzane buty o fasonie golfowym od Loft37 to chyba jeden z najlepszych zakupów wiosny. Bardzo wygodne, ekstrawaganckie i zwracające uwagę. Wszystko co lubię :)
Jestem taką małą biżuteryjną gadżeciarą i nic na to nie poradzę, fioła mam zwłaszcza na tle zegarków. Najnowszy model Dapper od Daniel Wellington, to kolejny w kolekcji, ale pierwszy z "nie czarnym" paskiem. Idealnie pasuje do beżowych szpilek i torebki :)
Podczas ostatniej promocji -49% na kolorówkę w Rossmanie skusiłam się tylko na jedną rzecz. Jedną, ale konkretną - bronzer Bourjois. Cena regularna jest dla mnie mocno przesadzona (ok. 50 zł), ale za połowę tej kwoty robi się już bardziej rozsądnie. Jest świetnym produktem, dlatego poświęcę mu więcej uwagi w poście kosmetycznym, który niedługo planuję.
Lato za pasem, Decathlon zadbał więc bym mogła rozpocząć sezon w nowym kostiumie. Wybrałam model z gładką czarną górą, którą będę mogła wykorzystać z dołami innych kostiumów lub też jako bielizno-bralet pod mocno wycięte letnie bluzki.
I kolejny miły prezent, tym razem od marki FM Group. Jakież było moje zdziwienie, gdy pewnego popołudnia kurier wręczył mi przesyłkę, zaś w środku były dwa zapachy z nowej linii Pure. I oba "trafione"!
Jedzeniowo i lokalnie częstochowsko.
Pierwsze i drugie zdjęcie to wystrój i danie: makaron z kurczakiem/szpinakiem w Gourmet del Corso w naszych Alejach. Wybrałam się tam z przyjaciółką na późny obiad i pogaduszki przy kawie.
Wnętrze naprawdę robi wrażenie, jest przepięknie i bardzo stylowo! Niestety, podana potrawa pozostawia wiele do życzenia, podobnie obsługa. Sos serowy jakoś mocno zalatywał gotowcem ze słoiczka, zaś kelner najwyraźniej wolał wyglądać przez szybę ponad nami niż nawiązać kontakt wzrokowy. Doprawdy dziwnie rozmawia się z kimś, kto stoi nad Tobą i patrzy w przestrzeń, nawet mówiąc o creme brulee :) Raczej się tam już nie wybiorę.
Koku Sushi na Wieluńskiej. Poszłyśmy z Ewcią i jej siostrą Kasią podczas ubiegłotygodniowego Festiwalu Smaku. Jak każde zwierzę "sushiżerne" i "sushiuwielbiające" mam niezwykle wyostrzone kubki smakowe i z niejednego pieca już sushi jadłam :) Z wyżej wymienionego już nie skosztuję na pewno. Źle zrolowane (rozpadające, nie dało się uchwycić pałeczkami), takie sobie w smaku. Plus średniej jakości obsługa, niezainteresowana klientem. Nie.
Ale...koniec narzekania! Taki dziwny miesiąc i tyle :)
Moje małe grzeszki?
W domu robię sobie czasem dzień rozpusty - na przykład nadziewaną bułeczką do kawy! Normalnie unikam słodyczy i glutenu (lub się staram :) ale czasem człowiek po prostu musi :)
Za to owocowo, folguję sobie ile się da! Sezon na truskawki w pełni więc ładuję akumulatory i już myślę o czereśniach :)
Fashion weekowo :)
Pełną relację z imprezy możecie przeczytać TUTAJ, zaś na instagramie pojawiły się fotki spontaniczne, z moim przemiłym towarzystwem.
Szumnie brzmiąca wystawa Versace Vintage okazała się kilkoma manekinami z ciuchami ze starszych kolekcji i apaszkami upiętymi, by tworzyły topy. Plus trzy (tak trzy!) torebki. Piękne to samo w sobie, dawne projekty wielkiego domu mody mają niezwykły urok, ale tak ubogo ukazane...
Zawsze na FW nasze grono powiększa się w zastraszającym tempie - dołączają znajomi, znajomi znajomych i tak dalej... Robi się z tego ze 20 osób i okazuje się, że jesteśmy największą ekipą na imprezie a ja poznaję naprawdę barwne osobowości :)
Niemniej już kolejną edycję jest pewien stały skład moich najbliższych - Mar, Nabil, Bambi.
Pisząc o najbliższych nie mogę pominąć jednej ważnej osoby - Ewy. Już od jesieni spotykamy się choć raz w tygodniu na kawę i fotki, to nasz niezmienny rytuał. Sobota kojarzy mi się przede wszystkim z moją przyjaciółką i jakąś pyszną potrawą - nadal jestem zachwycona sałatką figową w Boulangerie, ale szukamy też nowych smaków lub też po prostu cieszymy wzajemnym towarzystwem.
Wiecie, co jest najfajniejsze w przyjaźni (poza milionem innych rzeczy oczywiście :)?
Ta telepatia, porozumiewanie się bez słów, po prostu spojrzymy na siebie i obie wiemy, o co chodzi!
Wiosna!
Tak długo kazała na siebie czekać, a gdy przyszła wybuchła od razu lawiną konwalii, tulipanów i innego kwiecia! Kolory, zapachy, szał!
Leżenie na trawie kojarzy mi się z dzieciństwem, a to z kolei z cudowną beztroską, truskawkami prosto z krzaczka i eskapadami po pobliskich łąkach i lasach.
Stres? Nie istniało takie pojęcie, a głównym zmartwieniem był co najwyżej deszcz lub zbyt późny na zabawę powrót ze szkoły. Piękne to było :)
Figo zwany przeze mnie Bubkiem lubi pokazywać, jak mocno kocha :) Zwłaszcza znienacka... Często gdy się do niego schylam skacze po całusa i przydzwoni mi swoimi kiełkami prosto w moje zęby lub w nos aż świeczki w oczach stają :) Pomimo to, rozczula mnie bardzo, bo psia miłość jest kompletnie bezinteresowna, dlatego gdy ktoś pyta "pies czy kot" odpowiedź może być tylko jedna.
No i uwieńczenie wiosny, czyli znów wizyta u fryzjera. Krótsza grzywka i ok. 10 cm na długości całości.
Trochę z kaprysu, trochę z konieczności.
Tak polecany olej kokosowy okazał się dla moich włosów totalnie niestrawny - napuszyły się, naelektryzowały, zaczęłam wyglądać jak wkurzony kurczak :)
Minęło kilkanaście dni, kilkanaście myć a dalej nie mogłam sobie z nimi poradzić. No to obcięłam!
Jest lżej, wygodniej no i ten look a la "Kleopatra Słońce Egiptu" - po prostu uwielbiam, tylko piramid w tle brak :)
środa, 6 kwietnia 2016
Insta mix
Zdjęcia okołostylizacyjne, tak można by nazwać dzisiejszy post.
Kto tu bywa ten wie, co wrzucam na siebie - fotki są i na Instagramie, dlatego pozwólcie, nie będę dublować.
Skupię się na tych, które na blogu pojawiają się tylko przy okazji takiego właśnie mixa, jak dziś.
Garść różności okraszona moim komentarzem.
Śliczny naszyjnik - celebrytka od Moonberg bardzo mnie ucieszył, nie zdejmuję go.
Od pewnego czasu jestem fanką delikatnej biżuterii. Nie wiem czy zauważyliście, że na zdjęciach pojawiam się już bez wielkich, mocnych naszyjników, których nota bene mam całą kolekcję. Kiedyś zakładałam non stop, teraz myślę nad zrobieniem wyprzedaży tych, których już nie założę na pewno.
Kupuję.
Niestety lub "stetety"... Pomimo szafy pełnej ubrań, nie da się nic nowego nie dorzucić.
Pocieszam siebie i swój portfel, że w większości są to ciuchy i dodatki z wyprzedaży i to takich konkretnych, przez duże W. Zamszowe szpilki z Zary kupiłam za połowę ceny, zaś sandały ze skóry F&F, na które miałam ochotę już od zeszłego lata, upolowałam w końcu za 17 zł! Kosztowały pierwotnie grubo ponad stówkę, fart miałam nieziemski - czasem dobrze mieć małe, wąskie stopy.
Bluzka z kolei choć z metką i nowa, zawędrowała na moją półkę z secondhandu (9 zł). Uwielbiam wyszukiwać takie perełki!
Jedynie torebkę zamówiłam w pełnowartościowej cenie, ale pasowała mi idealnie pod kolor szpilek więc czuje się troszkę rozgrzeszona :)
Jem - bo zawsze jest okazja na coś pysznego... Albo bez okazji :)
Dogadzanie sobie w tej materii to dla mnie jeden z przejawów celebracji życia.
"Żurek cud" miałam okazję skosztować podczas Częstochowskiego Festiwalu Smaku, poszłyśmy z Ewą do Sztuczki przy Starym Rynku. Pyszne, elegancko podane jedzenie, piękne wnętrza i bardzo klimatyczna atmosfera.
Sushi to moje uzależnienie, trzeba pisać więcej?
Makarony wszelkie uwielbiam, niezależnie czy nitki czy rurki, kokardki, świderki...
Na zamieszczonym zdjęciu ze spaghettti z pesto bystre oko wypatrzy pietruszkę, której nie znoszę... ale tutaj robię wyjątek. Chyba wyłącznie dlatego, że nie czuję jej smaku, a jest zdrowa.
Przepis jest banalnie prosty - wystarczy wymieszać zielone pesto z posiekanymi orzechami włoskimi i ową natką właśnie, ewentualnie dodać odrobinę oliwy. Jest to danie błyskawiczne, zanim makaron się dogotuje mamy już sos.
Krem z brokułów w Lunchowni to dobry i sycący posiłek, który mogę Wam polecić (tym razem pietruszka wyleciała z hukiem :)
Krążę.
Po Krakowie, po ludziach i ulubionych knajpkach, znów po Krakowie...
Moje najbliższe grono towarzyszy mi zawsze w mniejszym lub większym składzie. Czy to na kawie czy kolejnym wypadzie do Grodu Kraka... Ewcia, Bambi i Mar - niezastąpione!
Relacje z obu wyjazdów znajdziecie TUTAJ i TUTAJ więc nie będę się powtarzać.
Zaskoczę chyba jednak wszystkich znających moją awersję do tego miasta (i siebie samą chyba też :) gdy napiszę, że chętnie bym się wybrała raz jeszcze, latem, gdy można spacerować do woli i nie marznąć.
A tymczasem odliczam czas do kolejnej edycji Fashion Week Poland - to już za dwa tygodnie!
Detale.
Z miłości na szczęście nie trzeba się tłumaczyć, bo podobno rządzi się własnymi prawami...
Ray Bany to miłość w najczystszej postaci, którą przemóc może tylko umiłowanie książek!
A propos tych ostatnich, jestem bardzo mile zaskoczona prezentowanym na zdjęciu tytułem "Co nas nie zabije". Kontynuacja kultowej już sagi Stiega Larssona to wyzwanie dla każdego autora, David Lagercrantz poradził sobie wyśmienicie. Recenzja pojawi się na pewno w kolejnym literackim podsumowaniu miesiąca.
Kto wie lepiej, co lubimy niż przyjaciele? Taki zabawny kubek oraz pozycję "Szczęście na dzień dobry" dostałam od Agi, trzymamy się razem od liceum - to już 20 lat! Wiemy o sobie właściwie wszystko i przeżyłyśmy razem wiele, od matury począwszy a na wielkich miłościach i złamanych sercach skończywszy :)
W nowościach zapachowych Aqua Roberto Cavalli. Początkowo byłam odrobinę sceptycznie nastawiona, nie są to typowe "słodkie" perfumy, jakie lubię. Jednak gdy zaczęłam używać, stało się jasne, że są stworzone dla mnie. Teraz uwielbiam!
wtorek, 21 lipca 2015
Co u mnie, czyli mix...
Trochę się działo, trochę podróżowałam, zmieniłam nawyki a nawet... wygląd :)
Wyjazdy - długi czerwcowy weekend w tym roku spędziłam na Węgrzech, konkretnie w Budapeszcie. Tak jak zeszłoroczne Włochy, tak i tegoroczne zagraniczne wojaże uskuteczniałam z moją kochaną Mamą. Post z wyjazdu pojawił się na blogu (TUTAJ) więc tylko mała migawka z tego pięknego miasta.
Zmiana diety to temat dość świeży, natomiast dla mnie bardzo ważny. Zdjęcia pysznych przennych tościków i babeczek (z lewej) to już przeszłość. Jak mogliście przeczytać w zeszłotygodniowym poście (TUTAJ), teraz bezglutenowo, zdrowo i oczyszczająco. Muszę przyznać, pozytywnie zdziwił mnie aż tak duży odzew na ten tekst, zwłaszcza przepis na ogórkowo-cytrynowy napój detoks. Dostałam mnóstwo prywatnych wiadomości z pytaniami. Mam nadzieję, że u Was się równie dobrze sprawdza, u mnie kolejne 0,5 kg mniej :)
Dziewczyny :)
Bambi znacie wszyscy, Ewę też - właśnie stwierdziłam, że spotykam się na kawę, foty i ploty :) z jedną lub z drugą, a jakoś nam ciężko zgrać się w trójkę! Kobietki, trzeba to zmienić!
A propos, ostatnio odkryłyśmy z Ewą w Częstochowie nową super miejscówkę dla bezglutenowców i nie tylko - Lunchownia na ul. Waszyngtona (koło Consonni, dawna Seta i Galareta). Lokal jest pięknie odnowiony, jedzenie pyszne i niedrogie. Są tarty w kilku smakach - również bezmleczne - zupy, soki, kawy, herbaty, czego dusza zapragnie.
Z Bambi za to spędzamy ostatnio czas na... stronach on-line biur podróży i hoteli. Powoli zbliża się urlop, planujemy Grecję i same nie wiemy, czy kontynent czy wyspy... Wszędzie pięknie! Tam gdzie fajny hotel, do plaży daleko, tam gdzie morze za oknem, kiepski nocleg... Czekamy więc na jakieś atrakcyjne last minute i odliczamy dni :)
Zakupy - temat rzeka. Kto śledzi blog na bieżąco wie, że ostatnio wykupiłam pół działu F&F w Tesco :) No dobrze, może nie pół, ale tak jedną ósmą... Na pierwszy rzut poszły letnie ciuszki, które widzieliście w ostatnich stylizacjach. Tydzień później zawitały w moje skromne progi wypatrzone już wczesną wiosną zamszowe klapki (nareszcie za pół ceny!) oraz obłędny żółty garnitur, który zadebiutuje wkrótce!
Poza tym, kupione przypadkiem bikini idealne - w Lidlu na Okrzei są teraz te kostiumy na przecenie po 9,99 zł (góra i tyle samo dół) i było jeszcze kilka sztuk w różnym rozmiarze, gdyby ktoś pytał :)
I nowa błyskotka bo wiadomo, że ja sroka jestem!
I storczyk, na którego przysłowiowo "chucham i dmucham". Wykończyłam w ciągu kilku ostatnich lat trzy lub cztery, coś im nie bardzo klimat mojego mieszkania pasował. Teraz ostatnie podejście, nowe miejsce, oby wytrzymał :)
Ulubione ujęcia detali, czarno-białe powstało zupełnie przypadkowo...
Różne
Pierwszy dzień z nową-starą fryzurą. Bałam się, że będę żałować obcięcia włosów, ale teraz chwalę sobie tą decyzję, zwłaszcza w upały. Co więcej, korci mnie, żeby jeszcze krócej... :)
KOTY - do oddania dwóch pasiastych gentlemanów!!!! Częstochowa, Blachownia, okolice! Kociaki trzymiesięczne, samodzielne, skore do zabawy, przymilne, wychowane w domu, korzystają z kuwety.
No i ten słynny napój raz jeszcze na koniec!
Ja powoli pakuję się Na See Bloggers do Gdyni, to już w najbliższy weekend! Świetne warsztaty, fantastyczni ludzie i moje ukochane morze!!! Relacja wkrótce!
środa, 20 maja 2015
Prywatnie czyli Instagram mix...
Dzisiaj bardziej prywatnie, mix zdjęć z mojego Instagrama, bo nie każdy ma tą aplikację.
Trochę się działo tej wiosny...
Ludzie
Bambi Boho nie muszę Wam przedstawiać, chyba wszyscy ją znają, działamy razem od dwóch lat, przyjaźnimy się i nadajemy na tych samych falach. Chyba z nikim nie potrafię złapać takiej "głupawki" i świetnie się przy tym bawić! Swoją drogą, naprawdę ma na imię Sylwia :)
Ewa - Viosna to mój dobry duch. Najbardziej zrównoważona i spokojna osoba jaką znam, a przy tym człowiek-orkiestra: dom, dzieciaki, praca, doktorat, blog... Jak ona to robi? :) Żałuję tylko, że widzimy się tak rzadko.
Nabila kojarzyłam z blogosfery odkąd tylko założył bloga, a "na żywo" dane było nam się spotkać podczas ubiegłorocznej, wiosennej edycji Fashion Week. To był początek pięknej przyjaźni, która trwa do dziś, zaś w marcu ten bardzo kreatywny chłopak gościł u mnie przez kilka dni. Trochę zwiedzaliśmy, dużo fotografowaliśmy, poimprezowaliśmy - proszę częściej :)
I Mar, czyli Lilly Marlenne. Niesamowita osoba - znałyśmy się chwilę "on line", po jednej kawie w Częstochowie przygarnęła mnie do siebie na cały fashionweekowy weekend w Łodzi. I czasu nam brakło na rozmowy, siedziałyśmy do 3 rano... Namawiam Mar i Lecha z całych sił na przeprowadzkę do Częstochowy!
Imprezy
Cokolwiek by nie napisano, jaka fala krytyki by się nie przetoczyła, mnie się łódzki Fashion Week podobał. Nie będę relacjonować od strony modowej, bo obszerne posty pojawiły się na blogu. Natomiast wspomnę raz jeszcze, że poza pokazami ta impreza ma dla mnie wymiar ludzki - miałam okazję spędzić czas z Nabilem, spotkać z Anią i Kubą (Fashionable.com), poznałam wreszcie Dawida z bloga DeDe Moda, a także fantastycznego młodego projektanta Maćka.
Zapamiętajcie markę MACIEJ REDO - czuję, że będzie jeszcze o tym sympatycznym chłopaku głośno!
Drugą fajną imprezą, w której uczestniczyłam tej wiosny był event Promod w Krakowie. Kocham Francję i wszystko, co francuskie więc przyjęłam zaproszenie z wielką radością. Relacja również pojawiła się na blogu, wspomnę tylko, że było to bardzo udane popołudnie w doborowym towarzystwie! Marka ma kolekcję, która idealnie wpisuje się w najmodniejsze obecnie boho, z przyjemnością więc obejrzałam, zmierzyłam, a na mojej wishliście pojawiły się nowe pozycje :)
Przy okazji owych wyjazdów odkryłam zalety podróżowania dzięki Bla Bla Car. Z Krakowa nie ma wieczornego bezpośredniego połączenie z Częstochową i miałam alternatywę wracać w sumie 4,5 godziny przez... Katowice. Dzięki przejazdowi który znalazłam na Bla Bla po 1,5 godziny byłam w domu :) Polecam.
Drobne przyjemności
Jestem życiową hedonistką, ale w mocno racjonalnym stopniu. Znam swoje potrzeby, ale też i możliwości, dlatego już dawno nauczyłam się czerpać radość z małych i prosty rzeczy. Świeże kwiaty, pierwsze truskawki, bielizna o fasonie, na który dawno polowałam - wszystko to mnie cieszy nie mniej, niż zagraniczna podróż czy drogie prezenty.
Na fotkach widzicie też klasyczny zegarek, jaki od dawna chciałam (Daniel Wellington) a także ulubione perfumy, Donna Karan Be Delicious Golden Edition.
Żarłok :)
Nie da się ukryć, kocham jeść... To też kwestia życiowego hedonizmu. Jedyne, co mnie ratuje przed zmianą w wesołego ludzika Michelin to fakt, że jem mało. Wystarczy kilka kęsów i jestem "pełna", poza tym w mojej diecie jest dużo warzyw i owoców. Tradycyjny polski "schabowy-ziemniaki- kapusta" i inne kaloryczne dania jakoś nie należą do ulubionych. No dobrze, uwielbiam bigos i wszelkie zupy, poza pomidorową oczywiście :) I lody z Caramelito!
Wariacje
Każdy ma jakiegoś fioła... Ja mam na tle butów. W tej chwili, po trzech kolejnych parach z Centro (były po 19,99 zł żal nie kupić!) dobijam już do siedemdziesięciu :) Oczywiście licząc z kaloszami, kozakami, trampkami więc wcale nie wychodzi tak dużo! Poza tym, dużo chodzę a polskie chodniki nawet metalowe fleki potrafią dobić, także rozumiecie, trzeba mieć zapas obuwia :)
Trochę mnie :)
Pojawiły się okulary. Po raz ostatni to piszę - tak bo musiały, nie, to nie kaprys dla ozdoby.
Zaczęłam się też czesać w "koczek samuraja", fryzurę, do której długo nie miałam przekonania, dopóki nie spróbowałam.
W kwestii włosów ogólnie od dłuższej chwili mam ochotę na zmianę. Taką konkretną, najlepiej dość mocne cięcie. Hamuje mnie jedynie fakt, że znam siebie i wiem, że po tygodniu będę żałować. Albo i wcześniej. Całe życie zapuszczam i obcinam, miałam na głowie różne wariacje od "chłopczycy" do stanu obecnego. I niestety w długich włosach wyglądam najlepiej. Niestety, bo ile z tym problemu, tylko długowłose wiedzą.
środa, 15 kwietnia 2015
30 faktów o mnie, czyli czego nie wiecie...
Kochani, w komentarzach i wiadomościach dostaję od Was różne pytania, kilkukrotnie byłam również "otagowana" w zabawach typu "10 faktów o mnie".
Dzisiaj więc garść faktów na temat osobniczki prowadzącej od 4 lat (z większymi lub mniejszymi sukcesami) blog MITT!
Na początek trochę prywaty - bardzo dziękuję za wszystkie ciepłe słowa które od Was płyną, nie tylko "on line", ale również "na żywo". Tutaj pozdrawiam serdecznie miłą Panią, która zaczepiła mnie w poniedziałek w H&M by powiedzieć, że lubi mój blog. Byłam przeziębiona, zniechęcona do życia i jej słowa podziałały jak balsam na moją zbolałą duszyczkę - dziękuję Droga Nieznajoma, nawet nie wiesz jak mi było miło :)
A teraz przechodzimy do konkretów, mniejszych i większych :)...
Misz - masz o mnie!
1. Nie lubię babskiego kina, wiecie te wszystkie filmy typu "Pamiętnik" (obleci, Ryana wolę w "Kocha lubi szanuje" :) - wyjątkiem jest "Dziennik Bridget Jones" i "Pod Słońcem Toskanii". Za to namiętnie mogę oglądać "Władcę Pierścieni", "wszystkie części "Obcego", "Terminatora" , "Batmana" czy "Transformers" :)
2. Mam 62 pary butów i ok. 30 torebek. Tak wiem... :)
3. Uwielbiam jeździć na nartach i ubolewam, że z powodów różnych nie mogę tej umiejętności rozwijać, pozostając na poziomie "niebieska trasa".
4. Jestem choleryczką. Szybko wybucham, szybko mi przechodzi - mam ogólnie ciężki charakter, kto mnie zna, ten wie :)
5. Ubóstwiam szpilki, nie ma bardziej kobiecego obuwia!
6. Od dziecka jestem molem książkowy, zakochanym w twórczości Joanny Chmielewskiej i Stephena King'a - tutaj jak z filmami, też literatura grozy, thrillery, kryminały, żadnych romansideł :)
7. Tak, po raz ostatni i ostateczny OFICJALNIE informuję - mam 160 cm wzrostu, noszę rozmiar 34/36 :)
8. Uwielbiam wszystko co pikantne, kwaśne lub zawiera w sobie curry! Natomiast nie znoszę zupy pomidorowej.
9. Słodycze za to mogą nie istnieć, wyjątkiem są żelki Haribo :)
10... a kawa tylko z dużą ilością mleka i łyżeczką cukru, czarnej nie tknę.
11. Pozostając w klimacie kulinarnym, przez kilka lat byłam wegetarianką, potem miłość do szynki i pieczonych udek z kurczaka zwyciężyła, natomiast mięso jako tak jadam okazyjnie, nie muszę co dzień :)
12. Kocham morza i oceany wszelakie, plaża najlepiej bez tłumu ludzi - to najlepszy relaks.
13. Jako dziecko chciałam być archeologiem, a Indiana Jones był moim ukochanym bohaterem ever! Nadal mam fioła na tle starożytnych kultur, głównie egipskiej, w związku z tym głównymi kanałami jakie oglądam w TV są Discovery i History.
14. Nie przepadam za swoim imieniem więc często przedstawiam się jako Paula, ale tak naprawdę jestem Pauliną.
15. O tym, że nie znoszę kłamstwa i pietruszki to pewnie wiecie... :)
16. Uwielbiam second-handy i szperanie w nich, niestety w Częstochowie ciężko teraz o jakieś fajne.
17. Umiem robić na drutach i na szydełku, ale zwyczajnie nie mam czasu więc moje pomysły w tej materii realizuje Mama
18. Mam młodszego brata, jesteśmy bardzo zżyci, choć jako dzieci toczyliśmy totalne wojny :)
19. Często kieruję się intuicją, rzadko zawodzi, szkoda, że nie zawsze jej słucham...
20. Jestem naturalną brunetką (włosy lekko przyciemniam), oczy są niebieskie z natury - nie noszę soczewek barwiących, o co część z Was mnie podejrzewa :)
21. Paznokcie też są naturalne, sama zawsze robię manicure
22. Lepiej dogaduję się z facetami niż kobietami, może to kwestia charakteru, może wychowania - w dzieciństwie byłam "chłopczycą" i tak już zostało :)
23. Skończyłam studia pedagogiczne, ale w zawodzie pracowałam... 1 dzień. Wbrew pozorom jestem wielkim wrażliwcem i po kilku godzinach w Domu Dziecka wróciłam, przepłakałam pół wieczoru nad losem dzieciaków, po czym zrezygnowałam.
24. W związku z powyższym, przez kilka lat pracowałam w biurze korporacji finansowej, a obecnie w branży... elektroenergetycznej :) Pedagog sprzedający kable i transformatory, prowadzący bloga o modzie - niezły mix, co? :)
25. Boję się ciemności, od zawsze, dlatego śpię przy lampce nocnej
26. Jestem bardzo kontaktową osobą, uwielbiam poznawać nowych ludzi, typowy ekstrawertyk
27. Kocham spać. Mam naturę "sowy" - mogę siedzieć do późna w nocy, ale też wolę późno wstawać.
28. Wychowałam się w domu z ogródkiem, na obrzeżach Częstochowy więc wiosną i latem mieszkanie w bloku jest dla mnie udręką, za to zimą bardzo lubię komfort, jaki daje
29. Lubię spacerować i w ogóle przebywać na łonie natury, ale chyba nie mogłabym mieszkać w jakiejś głuszy, dostęp do miasta i ludzi też jest dla mnie ważny
30. Jestem psiarą - jednak mój rudy szatan Figo mieszka z rodziną pod miastem - nie mam serca zostawiać go samego w mieszkaniu na większość dnia, a w domu rodzinnym ma wielkie podwórko, swoją kanapę i zawsze jakiegoś domownika do towarzystwa.
To tyle... Jeśli macie jakieś pytania, zapraszam w komentarzach!
wtorek, 18 listopada 2014
Kreatywny blog
| P. |
Kilka tygodni temu Ola z bloga Szafa Aleksandry nominowała mnie w zabawie "kreatywny blog". Postanowiłam stworzyć tego posta z dwóch powodów - po pierwsze bardzo lubię Olę, systematycznie zaglądam na jej bloga i cenię styl oraz modowe wyczucie, jakie ma - po prostu kobieta z klasą!
Po drugie, zagadnienia dotyczą również tego, o co pytacie Wy w mailach czy wiadomościach na FB, dlatego załatwię to oficjalnie. Jak widzicie "za" są dwa punkty, "przeciw" był jeden - nie lubię łańcuszków typu ulubiony film, tutaj forma jest inna, postanowiłam zatem popełnić poniższy tekst.
Co też poniżej czynię :)
Żeby nie było nudno, skoro już jesteśmy na gruncie prywatnym, kilka niepublikowanych fotek z mojego archiwum na dokładkę!
![]() |
| Zrobione dokładnie 10 lat temu, zaraz po obudzeniu, no make up; tak, mam pasemka, ale pomimo fryzjerskiej katastrofy na głowie (wtedy bardzo trendy!) lubię to zdjęcie |
Nad czym obecnie pracuję?
Mam w głowie kilka pomysłów na sesje, zdjęcia typowo "gazetowe", w danej konwencji, ale nie zdradzę w jakiej. Dwie na pewno trzeba odłożyć do wiosny, pierwsza będzie inspirowana znanym malarzem, druga ryczącym potworem, tyle na razie :) Na zimę chciałabym stworzyć coś w klimacie carskiej Rosji, zobaczymy jak wyjdzie, czekamy na śnieg :)
Poza tym na bieżąco tworzę stylizacje, które wędrują tutaj, niedługo pojawi się również post z dziedziny kulinariów - wiem, ewenement, zarzekałam się, w pierwszym tekście na blogu w kwietniu 2011, że z gotowaniem mi nie po drodze, ale... Zrobię wyjątek :)
![]() |
| Też stare, tu już wszedł etap grzywki, który po wielu perypetiach potem wrócił i został do dziś |
Czy moje prace różnią się od innych?
Nie mnie to oceniać, taką ocenę pozostawiam Wam, staram się, by tak było. Nie kopiuję innych, nie inspiruję się "żywcem", aczkolwiek prawda jest taka, że przy ilości blogów na całym świecie ciężko stworzyć coś zupełnie nowego, świeżego, na co nikt innym nie wpadł. No chyba, że jest się Lady Gagą i zakłada na siebie sukienkę z mięsa :) A na poważnie, mam swój określony, wyrobiony styl i każda stylizacja odzwierciedla mnie, nieważne czy akurat mam na sobie szpilki i elegancką sukienkę, czy potargane boyfriendy i golf. Lubię zmiany. To chyba właśnie mnie wyróżnia, nie trzymam się kurczowo jednej konwencji, lubię zaskakiwać, ale pozostaję sobą.
| A to właśnie ten etap perypetii, po prostu poszłam i włosy do pół pleców obcięłam na krótko, źle nie było, ale dobrze też nie |
Dlaczego tworzę i piszę bloga?
Pierwsza odpowiedź, jaka przychodzi mi na myśl - bo lubię! Bo daje mi to satysfakcję, niesamowicie wciąga, bo dzięki blogowaniu byłam na kilku fantastycznych imprezach i poznałam mnóstwo inspirujących ludzi, nie tylko w Częstochowie ale i całej Polsce.
| A to zdjęcie wszyscy znacie, mój awatar tutaj i na wszelkich portalach modowych i social; zrobione w 2011, samowyzalacz |
Jak wygląda mój proces tworzenia?
O tym pisałam niedawno, ale jeśli ktoś nie czytał, powtórzę. Na najlepsze pomysły wpadam przeważnie przed zaśnięciem, po prostu nagle widzę w głowie daną stylizację. I tutaj jeśli nie wstanę i nie zapiszę (poważnie, mam notesik, gdzie notuję pomysły :) to rano albo pamiętam, albo zapomnę i wtedy głowię się pół dnia, co to było... Czasem sobie przypomnę, czasem nie :)
Gdy mam pomysł, mierzę dany zestaw wcześniej, w połowie przypadków lepiej to wygląda w wyobraźni niż na żywo, wtedy albo coś zmieniam, albo danego zestawu po prostu nie zakładam. Notesik przydaje się przy totalnym "nie mam co na siebie włożyć" i udowadnia mi, że jednak moja szafa kryje całkiem ciekawe rzeczy :)
Zdjęcia robię z wyprzedzeniem, głównie w weekendy - niestety ale praca na etacie i życie prywatne nie pozwalają na inny tryb. Przeważnie są to fotki moim aparatem, robione przez kogoś z rodziny lub BAMBI, które potem sama obrabiam. Czasem udaje się zrobić sesję z zaprzyjaźnionym fotografami, wtedy jest w pełni profesjonalnie.
Tekst piszę wcześniej, kiedy mam wenę i słowa same przechodzą do głowy, przeważnie późno wieczorem lub w nocy, też ostatnio o tym wspominałam.
Sklejam wszystko do kupy i... gotowe :)
![]() |
| Moja ikona i inspiracja, Audrey Hepburn; foto wykonane przez Richarda Avedona |
Chyba wyczerpałam temat skutecznie, jeśli są jeszcze jakieś pytania, proszę w komentarzach.
Nominuję osoby, które znam prywatnie i są dla mnie niezwykle inspirujące, nie tylko modowo i blogowo - Sylwia czyli Bambi Boho, Nabil z NabilUnity, Wiktoria - Confassion oraz Gosia i Bohdan z BO4GO!
Poza tym, kto z Was dziewczyny i chłopaki blogerzy ma ochotę, zapraszam również do zabawy, czujcie się przeze mnie nominowani
niedziela, 9 listopada 2014
Prywatnie - fotomix
Trochę prywatnie, trochę o mnie, plus mix zdjęć, których na blogu nie było. Kto śledzi mój FB lub Instagram, część z nich widział, reszta zniknęła w czeluściach folderów w moim telefonie. Dziś ujrzały światło dzienne :)
Jesień... Nie przepadam, wygląda ładnie tylko na zdjęciach, zwłaszcza kiedy jest wczesna, ciepła i słoneczna. Trzeba jednak przyznać, że w tym roku jest wyjątkowo ładna.
Kasztany rosną koło mojego bloku, kiedyś wyczytałam, żę mają pozytywne działanie energetyczne - ale tylko w małych ilościach! Dwa, trzy wystarczą, noszę więc w torebce. Jesienią energia przyda mi się w każdej ilości!
Drugie foto to budynek gospodarczy przy rodzinnym domu. On oraz część ogrodzenia obrośnięte są jakąś odmianą pnącza, rozrasta się to jak dzikie, pnie po murze czy nawet drzewach, zaanaektowało nawet wysokie sosny. Wiosną i latem jest zielone, potem przyjmuje nadwyczaj dekoracyjną bordową barwę.
O - właśnie znalazłam powód, dla którego jesień jest do przeżycia! Grzyby!
Uwielbiam zbierać, uwielbiam jeść, zwłaszcza marynowane!
Książki przez ostatni kwartał dominowały w tematyce biografii oraz horrorów i kryminałów. Ponieważ w październiku miałam imieniny, przyjaciółki obdarowały mnie pozycjami z ukochaną Audrey - po lewej album ze zdjęciami i faktami z jej życia, po prawej historia, jak powstawał film "Śniadanie u Tiffany'ego".
Jeśli zaś chodzi o ulubiony gatunek, czyli wspomniane wcześniej horrory i kryminały, to na tapecie był Dean Koontz - "Dom śmierci" oraz "Co wie noc". Pierwsza taka sobie, trochę futurystyczna i trochę dziwna. Druga doskonała, wciągająca jak diabli, autor po raz kolejny udowodnił, że jest nie bez powodu przedstawiany jako najgroźniejszy konkurent Stephena King'a.
"Zostań przy mnie" Harlana Cobena pochłonęłam w jeden wieczór i pół nocy - genialna. Zawiła, pokręcona, świetnie napisana. Nudzą mnie pozycje, gdzie już po pierwszych rozdziałach wiem, kto zabija, u Cobena nigdy mi się to nie zdarzyło.
Jeśli chodzi o kryminały jest on moim absolutnym nr 1 wśród pisarzy zagranicznych, dlatego było mi bardzo miło, kiedy dostałam od niego polubienie na Instagramie, dotyczyło oczywiście fragmentu owej książki.
Generalnie nie "kręcą mnie" zdjęcia z celebrytami, czy też jakimiś gwiazdkami, jakieś lajki od nich. Nie fotografuję się na Fashion Week ze znanymi blogerami, czy też tancerkami, które nagle zostały projektantkami mody Dla mnie gwiazdy to te przez duże "G" - osoby, które są ikonami swojej branży i osiągnęły pozycję swoją pracą. Gdybym więc spotkała Karla Lagerfelda, pewnie chciałabym mieć z nim foto, ale już ze wspomnianą "projektantką" niekoniecznie, choć z całym szacunkiem do niej, jest piękną kobietą i cudnie tańczy.
Pozostając w klimacie - co lubię - siatkówka. Od studiów chodzę na mecze częstochowskiego AZS, od kilku lat rzadziej, kiedyś byłam na każdym. To nasza rodzinna pasja, bo i moja Mama i Brat też są kibicami, robimy więc sobie wspólne wypady.
Wchodzimy po woli w świat mody, a w nim nieodmiennie kapelusze. Po lewej nabytek tej jesieni - wielki czarny z H&M. Po prawej, moja kolekcja, wszystkie (poza bladoróżowym) widzieliście już na blogu.
Swoją drogą nigdy nie przestanie mnie zadziwiać, jak bardzo owa część garderoby zwraca uwagę i wywołuje konktrowersje. Idę przez miasto w czerwonej sukience, ogląda się za mną część ludzi, wiadomo, czerwień kontrastuje z włosami i zwraca uwagę. Założę do tego kapelusz - obejrzy się KAŻDY. Młody, stary, pojawiają się komentarze skrajne od "czarownica" do "ale pani pięknie wygląda". A to przecież tylko kapelusz!
Bordo to kolor typowo jesienny, zawsze więc o tej porze roku mam ochotę na jakieś nowości a tym odcieniu. W tym roku zapałałam miłością do...
O ile z lakierem czy pomadką nie ma problemu, a granicą wyboru jest tylko zasobność portfela, o tyle z tymi pięknymi lordsami z H&M całość spełzła na niczym. W Częstochowie ich brak, a w Warszawie były tylko czarne. Obyłam się smakiem.
W szafie wylądowała za to bordowa spódnica z ekoskóry, którą widzicie poniżej. Świeży zakup, z czwartku - okazuje się, że dawna częstochowska Vero Moda w III Alei została przekształcona w outlet, także za to cudeńko zapłaciłam całe 40 zł. Wkrótce na blogu stylówka!
Żal po bordowych butach trwał chwilę, ale łzy zostały otarte, gdy na Zalando trafiłam na idealne kozaczki za kolano. Przymierzałam się do takich już od wiosny, ale zanim znalazłam zrobiło się ciepło. Jesienią zrobiłam drugie podejście, jak widać trafione. Uwielbiam je, zresztą widzicie po ostatnich stylizacjach, pasują mi prawie do wszystkiego! Zła wiadomość dla was jest taka, bo dużo czytelniczek i blogerek o nie pytało, że są już na stronie wyprzedane.
Kocham jeść - informuję, gdyby ktoś nie wiedział! Przeważnie staram się odżywiać zdrowo, dużo warzyw i owoców, uwielbiam ryby w każdej postaci (sushi!!) zaś nie przepadam za typowo polskim "kotlet-ziemniaki-surówka". Zjem, ale raz na jakiś czas. Za to zupy (oprócz pomidorówki) mogłabym konsumować codziennie.
Słodycze rzadko, jedyną słabością są żelki Haribo. Jednak gdy na imprezie firmowej serwowane są takie pyszności ja te z lewej, nie da się nie spróbować :)
To foto uświadomiło mi, że oprócz żelków uwielbiam jeszcze deser Oro serwowany w Caramelito. Świeże owoce, na to dwie gałki lodów, bita śmietana... i jeszcze trochę owoców - pychota! A potem godzina wyrzutów sumienia :)
BAMBI BOHO jak widać na foto po prawej próbuje mnie przeciągnąć na swoją disneyowską bambi-stronę :) Jakkolwiek przyjaźnimy się i jesteśmy bardzo zżyte, bluzę z jelonkiem zostawię jednak dla niej. Jeśli już miałabym wybierać, to wolałabym na przykład z ... Batmanem :) Jest to ulubiony superbohater, uwielbiam starego "Batmana" z Michaelem Keatonem i Jackiem Nicholsonem w roli Jocker'a, potem na kolejne części spuszczamy zasłonę milczenia aż do rewelacyjnej trylogii Christophera Nolana z Christianem Bale w roli głównej.
Pozostając w klimacie różnych postaci, mniej lub bardziej bajkowych, mój kostium na Haloween. Święto przywędrowało do Nas niedawno, ale chętnie się przyjęło, zwłaszcza wśród młodzieży i dzieciaków, które mają okazję na świetną zabawę i zebrani trochę słodyczy. Opinie są skrajne, jedni są na tak, inni na nie, bo to przecież przeddzień Wszystkich Świętych... Ja uważam, że nie ma w Haloween nic złego, a pamiętać o naszych zmarłych powinniśmy przez cały rok, a nie tylko 1 listopada. Pomijając już cmentarny pokaz mody, odbywający się wszędzie w tym dniu...
Kostium Lady Draculi powstał przypadkiem, trafiłam na niego w sh. O kłach wypowiadać się nie będę, nie kupujcie tych z Kryolan które mocuje się mocząc końcówki we wrzątku. Trzymały się kwadrans, Bambi zaczęły odpadać jeszcze szybciej. Na imprezę poszłyśmy jako wampiry bez zębów :)
Jesień... Nie przepadam, wygląda ładnie tylko na zdjęciach, zwłaszcza kiedy jest wczesna, ciepła i słoneczna. Trzeba jednak przyznać, że w tym roku jest wyjątkowo ładna.
Kasztany rosną koło mojego bloku, kiedyś wyczytałam, żę mają pozytywne działanie energetyczne - ale tylko w małych ilościach! Dwa, trzy wystarczą, noszę więc w torebce. Jesienią energia przyda mi się w każdej ilości!
Drugie foto to budynek gospodarczy przy rodzinnym domu. On oraz część ogrodzenia obrośnięte są jakąś odmianą pnącza, rozrasta się to jak dzikie, pnie po murze czy nawet drzewach, zaanaektowało nawet wysokie sosny. Wiosną i latem jest zielone, potem przyjmuje nadwyczaj dekoracyjną bordową barwę.
O - właśnie znalazłam powód, dla którego jesień jest do przeżycia! Grzyby!
Uwielbiam zbierać, uwielbiam jeść, zwłaszcza marynowane!
Książki przez ostatni kwartał dominowały w tematyce biografii oraz horrorów i kryminałów. Ponieważ w październiku miałam imieniny, przyjaciółki obdarowały mnie pozycjami z ukochaną Audrey - po lewej album ze zdjęciami i faktami z jej życia, po prawej historia, jak powstawał film "Śniadanie u Tiffany'ego".
Jeśli zaś chodzi o ulubiony gatunek, czyli wspomniane wcześniej horrory i kryminały, to na tapecie był Dean Koontz - "Dom śmierci" oraz "Co wie noc". Pierwsza taka sobie, trochę futurystyczna i trochę dziwna. Druga doskonała, wciągająca jak diabli, autor po raz kolejny udowodnił, że jest nie bez powodu przedstawiany jako najgroźniejszy konkurent Stephena King'a.
"Zostań przy mnie" Harlana Cobena pochłonęłam w jeden wieczór i pół nocy - genialna. Zawiła, pokręcona, świetnie napisana. Nudzą mnie pozycje, gdzie już po pierwszych rozdziałach wiem, kto zabija, u Cobena nigdy mi się to nie zdarzyło.
Jeśli chodzi o kryminały jest on moim absolutnym nr 1 wśród pisarzy zagranicznych, dlatego było mi bardzo miło, kiedy dostałam od niego polubienie na Instagramie, dotyczyło oczywiście fragmentu owej książki.
Generalnie nie "kręcą mnie" zdjęcia z celebrytami, czy też jakimiś gwiazdkami, jakieś lajki od nich. Nie fotografuję się na Fashion Week ze znanymi blogerami, czy też tancerkami, które nagle zostały projektantkami mody Dla mnie gwiazdy to te przez duże "G" - osoby, które są ikonami swojej branży i osiągnęły pozycję swoją pracą. Gdybym więc spotkała Karla Lagerfelda, pewnie chciałabym mieć z nim foto, ale już ze wspomnianą "projektantką" niekoniecznie, choć z całym szacunkiem do niej, jest piękną kobietą i cudnie tańczy.
Pozostając w klimacie - co lubię - siatkówka. Od studiów chodzę na mecze częstochowskiego AZS, od kilku lat rzadziej, kiedyś byłam na każdym. To nasza rodzinna pasja, bo i moja Mama i Brat też są kibicami, robimy więc sobie wspólne wypady.
Wchodzimy po woli w świat mody, a w nim nieodmiennie kapelusze. Po lewej nabytek tej jesieni - wielki czarny z H&M. Po prawej, moja kolekcja, wszystkie (poza bladoróżowym) widzieliście już na blogu.
Swoją drogą nigdy nie przestanie mnie zadziwiać, jak bardzo owa część garderoby zwraca uwagę i wywołuje konktrowersje. Idę przez miasto w czerwonej sukience, ogląda się za mną część ludzi, wiadomo, czerwień kontrastuje z włosami i zwraca uwagę. Założę do tego kapelusz - obejrzy się KAŻDY. Młody, stary, pojawiają się komentarze skrajne od "czarownica" do "ale pani pięknie wygląda". A to przecież tylko kapelusz!
Bordo to kolor typowo jesienny, zawsze więc o tej porze roku mam ochotę na jakieś nowości a tym odcieniu. W tym roku zapałałam miłością do...
O ile z lakierem czy pomadką nie ma problemu, a granicą wyboru jest tylko zasobność portfela, o tyle z tymi pięknymi lordsami z H&M całość spełzła na niczym. W Częstochowie ich brak, a w Warszawie były tylko czarne. Obyłam się smakiem.
W szafie wylądowała za to bordowa spódnica z ekoskóry, którą widzicie poniżej. Świeży zakup, z czwartku - okazuje się, że dawna częstochowska Vero Moda w III Alei została przekształcona w outlet, także za to cudeńko zapłaciłam całe 40 zł. Wkrótce na blogu stylówka!
Żal po bordowych butach trwał chwilę, ale łzy zostały otarte, gdy na Zalando trafiłam na idealne kozaczki za kolano. Przymierzałam się do takich już od wiosny, ale zanim znalazłam zrobiło się ciepło. Jesienią zrobiłam drugie podejście, jak widać trafione. Uwielbiam je, zresztą widzicie po ostatnich stylizacjach, pasują mi prawie do wszystkiego! Zła wiadomość dla was jest taka, bo dużo czytelniczek i blogerek o nie pytało, że są już na stronie wyprzedane.
Kocham jeść - informuję, gdyby ktoś nie wiedział! Przeważnie staram się odżywiać zdrowo, dużo warzyw i owoców, uwielbiam ryby w każdej postaci (sushi!!) zaś nie przepadam za typowo polskim "kotlet-ziemniaki-surówka". Zjem, ale raz na jakiś czas. Za to zupy (oprócz pomidorówki) mogłabym konsumować codziennie.
Słodycze rzadko, jedyną słabością są żelki Haribo. Jednak gdy na imprezie firmowej serwowane są takie pyszności ja te z lewej, nie da się nie spróbować :)
To foto uświadomiło mi, że oprócz żelków uwielbiam jeszcze deser Oro serwowany w Caramelito. Świeże owoce, na to dwie gałki lodów, bita śmietana... i jeszcze trochę owoców - pychota! A potem godzina wyrzutów sumienia :)
BAMBI BOHO jak widać na foto po prawej próbuje mnie przeciągnąć na swoją disneyowską bambi-stronę :) Jakkolwiek przyjaźnimy się i jesteśmy bardzo zżyte, bluzę z jelonkiem zostawię jednak dla niej. Jeśli już miałabym wybierać, to wolałabym na przykład z ... Batmanem :) Jest to ulubiony superbohater, uwielbiam starego "Batmana" z Michaelem Keatonem i Jackiem Nicholsonem w roli Jocker'a, potem na kolejne części spuszczamy zasłonę milczenia aż do rewelacyjnej trylogii Christophera Nolana z Christianem Bale w roli głównej.
Pozostając w klimacie różnych postaci, mniej lub bardziej bajkowych, mój kostium na Haloween. Święto przywędrowało do Nas niedawno, ale chętnie się przyjęło, zwłaszcza wśród młodzieży i dzieciaków, które mają okazję na świetną zabawę i zebrani trochę słodyczy. Opinie są skrajne, jedni są na tak, inni na nie, bo to przecież przeddzień Wszystkich Świętych... Ja uważam, że nie ma w Haloween nic złego, a pamiętać o naszych zmarłych powinniśmy przez cały rok, a nie tylko 1 listopada. Pomijając już cmentarny pokaz mody, odbywający się wszędzie w tym dniu...
Kostium Lady Draculi powstał przypadkiem, trafiłam na niego w sh. O kłach wypowiadać się nie będę, nie kupujcie tych z Kryolan które mocuje się mocząc końcówki we wrzątku. Trzymały się kwadrans, Bambi zaczęły odpadać jeszcze szybciej. Na imprezę poszłyśmy jako wampiry bez zębów :)












































